Zanim nas zjedzą

Ich apetyt nie zna granic. Traktują nas jak hodowlane bydło. Zjedzą nas, a nawet sięgną po dokładkę. Potem dopiero wezmą się za siebie nawzajem. Dlatego łączmy się póki jeszcze jest czas.

Adam Szyszkowski

Kiedy w drugiej połowie XIX wieku Herbert George Wells pisał swoją powieść o przygodach podróżnika w czasie, nie mógł wiedzieć, że opisywana przezeń przyszłość jest tak bliska. Nie mógł (bo Polska nie istniała w owym czasie jako byt suwerenny) przewidzieć w „Wehikule czasu”, że społeczeństwo, w którym finalnie zagościł bohater jego książki, narodzi się w kraju nad Wisłą. Mamy to szczęście w nieszczęściu, że możemy weryfikować „na żywym organizmie” przepowiednię wielkiego pisarza. Właśnie obserwujemy narodziny społeczeństwa przyszłości.

Ogłaszam zatem, że nastał Czas Morloków. Epoka Pierwszego Wielkiego Mroku. Zapewne minie,wcześniej lub później, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na później… Zastanawiam się, co będzie dalej. Morloki wszak nie znikną z powierzchni ziemi. Przez cały czas swojego panowania obsadzą wszelkie możliwe stanowiska, funkcje i stołki. Co będzie potem? A może co było przedtem? Przecież Morloki nie wzięły się z powietrza. Były, są i będą. To przecież to samo plemię, które w imię swoich partykularnych interesików obsadzało wszelkie możliwe stanowiska, funkcje i stołki w niesławnej pamięci republice ludowej. To przecież ci sami ludzie, a raczej tacy sami ludzie, którzy dziś w pierwszej ławce siedzą w kościelnej kruchcie, a kiedyś w pierwszym szeregu maszerowali w pochodach z okazji rocznicy rewolucji czy pierwszego maja. Morloki są jak perz. Wyrastają na każdym podglebiu i plenią się bujnie. Są nie do wyplenienia.

Kiedyś w przyszłości ‒ zgodnie z przepowiednią Wellsa ‒ zostaną zepchnięci do podziemia. Dosłownie. Obecnie są obecni na powierzchni. I tak jak u Wellsa chcą nas zjeść. Zjeść, rozrzucić kości, beknąć, pierdnąć, oblizać się, a potem sięgnąć po dokładkę. Ich apetyt nie zna granic. Jeśli komuś wydaje się, że Morloki są zdolne do samoograniczenia, to się myli. A kiedy już pożrą wszystkich Elojów, to dopiero wtedy wezmą się za siebie nawzajem. Nie wcześniej. Dla Elojów będzie już za późno. Nie pozostanie nikt, kto mógłby skierować świat na powrót w stronę światła.

Dlatego łączmy się póki jeszcze jest czas. Póki ostatnie promyki słońca przebijają się przez warstwę czerni. Stawajmy ramię przy ramieniu, bo inaczej osaczą nas, oddzielą od stada i utłuką jak wataha wilków rannego łosia.

Twórzmy obywatelskie społeczności i przygotowujmy azyle. Pamiętajmy, że Morloki nie są twórcze. Nie tworzą idei, nie budują nowych samodzielnych wzorców, ich sztuka (jeśli można nazwać to sztuką) jest chropawa i kulawa. Świat w ich obiektywie jest zawsze taki sam. Dlatego mają kłopot w rozpoznawaniu tego, co nowe, co inne, co nieznane. Tego się instynktownie boją. I w tym nasza nadzieja. Bądźmy kreatywni. Nie bójmy się poszukiwać nowych idei. Stawajmy w poprzek głównego nurtu. Tam jest nasze schronienie i nadzieja na przyszłość.

Adam Szyszkowski

Ilustracja: Zdzisław Beksiński (copyrights inherited by Muzeum Historyczne w Sanoku) [CC BY-SA 3.0], via Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij