Zachowali się jak trzeba?

Artykuł opublikowano na KOD Podlaskie.pl
Wojciech Worotyński

Przechodząc ulicą Kilińskiego w Białymstoku można radykalnie zmienić swój pogląd na historię Polski dzięki plakatowi wystawionemu przed Muzeum Wojska. Informuje on o najnowszej wystawie pod hasłem „Zachowaliśmy się jak trzeba.” 5 i 6 Brygada Wileńska AK na Podlasiu 1944- 1952”.

Wynika z niego, że na naszej pięknej ziemi Armia Krajowa działała aż do początku lat 50. Byłaby to rewelacja dotycząca historii największej i najbardziej zasłużonej organizacji ruchu oporu w czasie II wojny światowej, zwłaszcza w obliczu faktu, że dotychczas wśród historyków utrzymywało się przekonanie, iż AK została rozwiązana rozkazem swego dowódcy w styczniu 1945.

Trzeba przyznać, że autorzy tego odkrycia śmiało wyszli z nim do młodzieży. Wystawa pod tym hasłem stanowi bowiem część projektu edukacyjnego zatytułowanego „Inka- pamięć- patriotyzm”, wychodzącego, jak twierdzi muzeum, „naprzeciw rozważaniom” czym jest patriotyzm, jak go uczyć i jakich bohaterów przywoływać? Wychodząc „naprzeciw” Muzeum zorganizowało taką wystawę, wydało komiks oraz organizuje warsztaty dla młodzieży.
wystawa plakat Łupaszka historia

Pytam więc Łukasza Radulskiego, z-cę dyrektora Muzeum, nadzorującego pracę nad powstaniem wystawy czy młody odbiorca ma wyjść z niej z przekonaniem, że AK działała na Podlasiu do początku lat 50-tych i, ku swojemu zdumieniu słyszę w odpowiedzi, że „jeśli uczeń będzie chciał to dojdzie prawdy”. Jakiej prawdy? Czy to znaczy, że „prawda” zawarta w tytule wystawy nie jest „prawdziwa”? W odpowiedzi dyrektor nie całkiem jasno tłumaczy, że autorzy nie mieli na celu kwestionowania faktu rozwiązania Armii Krajowej w 1945 roku ale to, że wymienione w tytule wystawy brygady do końca swojej działalności powoływały się na Armię Krajową.

Dla tych, którzy jeszcze nie połapali się o co idzie gra przypominam, że 5 i 6 Brygada Wileńska to oddziały dowodzone przez Zygmunta Szendzielarza –„Łupaszkę”, uroczyście, z udziałem prezydenta Dudy pochowanego w tym roku na Powązkach, kreowanego na wzorzec dla młodych Polaków przez obecnego ministra obrony. „Inka”, chowana również z udziałem najwyższych władz była sanitariuszką pod koniec działalności jego oddziału. Mjr Szendzielarz wycofał się latem 1944 roku z Wileńszczyzny na Białostocczyznę, odmawiając udziału w Akcji Burza (złamał rozkaz ale ocalił oddział) i tu podporządkował się miejscowym strukturom Armii Krajowej. Nie wykonał również rozkazu dotyczącego rozwiązania AK w styczniu 45 (rozkaz przewidywał rozwiązanie oddziałów leśnych) i nadal dowodził oddziałem, formalnie w strukturach kolejnych organizacji niepodległościowych (AKO, WIN, Autonomicznego Okręgu Wileńskiego (już nieistniejącej) Armii Krajowej z siedzibą w Gdańsku(!).Prowadził działalność na Podlasiu i Pomorzu skierowaną przeciwko przedstawicielom władz komunistycznych w terenie. Wielokrotnie rozwiązywał i rekonstruował swój oddział. W trakcie tej działalności żołnierze podległych mu jednostek rozstrzeliwali także cywilów (głównie Białorusinów) podejrzanych o współpracę z władzami i spalili dwie wsie (zginęły wówczas kobiety i dzieci). Podległy mu oddział spalił również wieś litewską Dubinki ( jeszcze na Wileńszczyźnie) i wymordował większość jej mieszkańców. Podwładnym „Łupaszki” na Podlasiu był również Romuald Rajs (ps. „Bury”, który, już po kolejnym rozwiązaniu brygady „Łupaszki” „wsławił się” w pamięci Białorusinów z Podlasia m.in. spaleniem kilku wsi i wymordowaniem kilkudziesięciu furmanów. W meldunkach jednego z odłamów podziemia niepodległościowego sugerowano nawet postawienie „Burego” przed sądem wojskowym „w wolnej Rzeczpospolitej”.

Kiedy pytam z-cę dyrektora muzeum dlaczego żadna z powyższych informacji nie została wspomniana na wystawie otrzymuję odpowiedź, że jest na niej zbyt mało miejsca aby wspominać wszystkie sytuacje, kiedy to żołnierze „Łupaszki” „narozrabiali”. Spytany, czy podobnie określiłby sytuację, gdyby to jego krewni zginęli ratując swój dobytek we wsi podpalonej przez partyzantów, młody historyk mityguje się i przeprasza za niefortunnie użyte słowo. On sam specjalizuje się zresztą w dziejach kampanii wrześniowej i, jak sadzę, nie bardzo orientuje w okresie którego wystawa dotyczy. W tej sytuacji nie pytam już jakiego patriotyzmu nauczy pobyt na takiej wystawie dzieci z rodzin białoruskich czy litewskich mieszkające na tej pięknej ziemi.

O Armii Krajowej można powiedzieć wiele pięknych ale i wiele gorzkich słów. Jednego nie można jej zarzucić- że otworzyła „drugi front” rozpoczynając beznadziejną walkę z wkraczającą do Polski Armia Radziecką. Została rozwiązana właśnie w celu uniknięcia takiej walki przez człowieka, który dobrze wiedział czym skończyło się powstanie warszawskie, bo był jednym z głównych jego zwolenników. Generał Leopold Okulicki, uczynił to w porozumieniu z rządem w Londynie w poczuciu bezcelowości walki zbrojnej w sytuacji ze stycznia 1945. Majorowi Szendzielarzowi dojście do podobnych wniosków zajęło następne dwa lata. Niektórym z jego podwładnych znacznie, znacznie dłużej.

W związku z tym nie bardzo wiem jak rozumieć tytuł wystawy „Zachowaliśmy się jak trzeba”. Jest on trawestacją treści grypsu przekazanego przez „Inkę” z więzienia. 17 –letnia dziewczyna prosi w nim, żeby powiadomić babcię, że zachowała się „jak trzeba” w warunkach brutalnego śledztwa. Przypisywanie takich słów dojrzałym mężczyznom, w odniesieniu do ich kilkuletniej, prowadzonej wbrew otrzymanym rozkazom działalności, o której fragmentach trudno powiedzieć, że była „jak trzeba” jest zwyczajnym nadużyciem. Pominę już fakt, że powyższe określenie podważa decyzję ostatniego komendanta AK i oskarża wszystkich żołnierzy, którzy jej się podporządkowali o to, że nie „zachowali się jak trzeba” zdaniem organizatorów wystawy. Ale odnieść je można również do samych bohaterów wystawy- czy „Łupaszka” zachowywał się „jak trzeba” do kwietnia 1947 roku kiedy dowodził w polu a „nie jak trzeba” kiedy podjął próbę powrotu do cywilnego życia? A ci którzy przerwali walkę już w latach 50-tych- czy też przestali zachowywać się „jak trzeba”? To do kiedy- zdaniem autorów wystawy należało ją kontynuować?

Mam jednak wrażenie, że tytuł wystawy bardziej niż do jej bohaterów odnieść można do samych autorów, którzy bardzo chcieliby zachować się „jak trzeba” w sierpniu 2016 roku.

Wojciech Worotyński

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij