Za co kochamy namiot

Namiot KOD-u pod KPRM jest ostatnio nie tylko punktem protestu lecz także wspólnych „nocnych Polaków rozmów”, „ostoją wolnej myśli”, miejscem spotkań ciekawych ludzi i czasem wygłupów!

Anna Dysińska

Zapytałam dyżurujących przed namiotem, za co go kochają? Nie pytałam o sam licznik, ale właśnie o to miejsce prawie pod chmurką, pod lipami, które żyje dniem i nocą. Oto wypowiedzi koderów; niektórzy z nich spędzili tu niemal urlop (oj zebrało się trochę godzin), inni żeby podyżurować przemierzyli pół Polski pociągiem czy busikiem. Karmieni przez trzy kochane emerytki zupą (ech, ta ogórkowa), świadkowie protestów nauczycieli i przemarszu kibiców, przypaleni słońcem, ubrani czasem jak na Syberię (nie do poznania), rozdając „Dekodera”, zbierając podpisy pod listami poparcia czy deklaracje członkowskie.

Dla mnie namiot to cudowne zabałaganione nieco miejsce, które dostarczyło wielu wzruszeń i znajomości, do których nigdy by nie doszło, gdyby nie ON!

Za co kochamy namiot

„Namiot jest stałym i namacalnym dowodem, że KOD żyje, kwitnie i składa się z miłych, uśmiechniętych ludzi. To ważne, bo niektórzy nasi przeciwnicy mają co do wszystkich powyższych punktów bardzo zasadnicze wątpliwości”.

Katarzyna

Za co kochamy namiot

„Dla mnie namiot to magia. Przyjeżdżam na godzinę, jestem kilka godzin”.

Witold

Za co kochamy namiot

„Za co kochamy namiot? Za wytrwałość! Za skupianie ludzi mądrych! Za życzliwość! Za uśmiech! Za różnorodność! Za kreatywność! Za to, że jest to jedno z niewielu miejsc, które odwiedzają ludzie bezinteresowni. Za pokazywanie w praktyce, że KOD łączy, a nie dzieli”.

Zofia

Za co kochamy namiot

„Bo, nie ma to jak widok KPRM o wschodzie słońca”.

Krzysztof

Za co kochamy namiot

„Namiot dał mi okazję do poznania wielu wspaniałych ludzi i wyrażenia sprzeciwu wobec łamania prawa. Niestety stał się symbolem naszej bezsilności wobec rządzących. Ponad 200 dni wołania na puszczy”.

Krzysztof

Za co kochamy namiot

„Kocham namiot za… Nie, nie kocham namiotu. Tak naprawdę nie lubię jego jarmarcznego wizerunku. Ale…Cenię sobie godziny spędzone w okolicach namiotu, bo poznaję tam wspaniałych i ciekawych ludzi. Ludzi o różnych biografiach, których łączy troska o dobro najwyższe. Pomyślność Polski jako państwa. Mogę z nimi prowadzić interesujące rozmowy i dyskusje. Pod namiotem zaznałam również poczucia wspólnoty, więzi. Świadomość, że nie jestem sama, że jest miejsce, gdzie mogę podładować akumulatory, gdy partia rządząca każdego dnia robi wszystko, by mnie wpędzić w depresję, odgrywa bardzo ważną rolę w moim życiu. Pod namiotem zawarłam przyjaźnie, które, mam nadzieję, będą mi towarzyszyć przez wiele lat”.

Iwona

Za co kochamy namiot

„Namiot to wielka zbiorowa grupa terapeutyczna”.

Krystyna

Za co kochamy namiot

„Namiot to paradoks: nienormalna w swej formie enklawa normalności w zalewie szaleństwa. Triumf (rozumu, solidarności, przyjaźni, hartu ducha, dyscypliny) i klęska (nieskuteczność) w jednym. Trochę w tradycji przegranych powstań z ich romantycznym przesłaniem”.

Grażyna

Za co kochamy namiot„Prócz tych wszystkich dobrych rzeczy, o których napisaliście, to jeszcze za to, że udowadnia jak bardzo zgraną i zdyscyplinowaną grupą jesteśmy. Pod wodzą i czujnym okiem nieocenionej Basi trwamy 200 dni. Dziękujemy, Basiu i Pawle”.

Monika

 

Za co kochamy namiot„Namiotu to ja może nie kocham, ale kocham Basię, Pawła i Panie, Które Przynoszą Zupę”.

Włodek

Kod Praga Południe
Fot. Hanna Korablin

„Najfajniejszy jest namiot nocą. Ludzie, którzy się wtedy pojawiają, z reguły są niezwykli. Surrealizm nocnych dyskusji przed milczącym budynkiem Rady Ministrów jest magiczny i niepowtarzalny…”

Bohdan

„Początek dyżuru w pomarańczowej kamizelce, późne popołudnie. Policjanci przyszli spisać moje dane. Z daleka wołają: – Ooo, to znowu pani? Co słychać? A po pani to taki chudy zawsze jest, ooo, ten (z namiotu wyłania się Darek). Okazuje się, że to ten sam patrol od co najmniej miesiąca i pamiętają nas z poprzednich dyżurów. Koniec dyżuru, godzina 21.30. Kolejna zmiana przyszła wcześniej, może zluzować naszą grupę lokalną. Po 23 godzinach pod Namiotem chętnie na to przystaję. Ale najpierw idę do policjantów w samochodzie po drugiej stronie ulicy. Chcę zapytać, czy to nie problem, jeśli oddam kamizelkę dyżurnego wcześniej, niż to mają zapisane w zgłoszeniu. Policjanci wysiadają z busa („suki”) i uśmiechnięci od ucha do ucha mówią: Pani Beato, pani może wszystko! Po czymś takim faktycznie, mogę więcej”. Beata

„Początek dyżuru w pomarańczowej kamizelce, późne popołudnie. Policjanci przyszli spisać moje dane. Z daleka wołają: – Ooo, to znowu pani? Co słychać? A po pani to taki chudy zawsze jest, ooo, ten (z namiotu wyłania się Darek). Okazuje się, że to ten sam patrol od co najmniej miesiąca i pamiętają nas z poprzednich dyżurów. Koniec dyżuru, godzina 21.30. Kolejna zmiana przyszła wcześniej, może zluzować naszą grupę lokalną. Po 23 godzinach pod Namiotem chętnie na to przystaję. Ale najpierw idę do policjantów w samochodzie po drugiej stronie ulicy. Chcę zapytać, czy to nie problem, jeśli oddam kamizelkę dyżurnego wcześniej, niż to mają zapisane w zgłoszeniu. Policjanci wysiadają z busa („suki”) i uśmiechnięci od ucha do ucha mówią: Pani Beato, pani może wszystko! Po czymś takim faktycznie, mogę więcej”.

Beata

Za co kochamy namiot
Fot. Beata Chojnacka

„Jak mam jakiś wyjątkowo parszywy dzień, nic się nie udaje i wszystko idzie nie tak, jak powinno, to mam pewność, że jak pójdę pod namiot, to wystarczy godzina serdecznych rozmów i wszystkie moje sprawy wracają do równowagi”.

Magdalena

Anna Dysińska

(3 dyżury, w tym jeden jako organizator i kilkanaście wizyt „towarzyskich”)

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij