Wolny obywatel

Rozmowa z Tomaszem Kucharskim, burmistrzem dzielnicy Praga-Południe.

– PiS, wywołując wojnę z samorządem ze sprawą reprywatyzacji w tle, chce pokazać, że tylko scentralizowane państwo może dobrze dbać o obywateli. Co pan sądzi o takiej tezie?

Tomasz Kucharski: Absolutnie się z nią nie zgadzam, a to dlatego, że zawsze mądrość zbiorowości kilkuset tysięcy, milionów jest większa, pełniejsza niż mądrość jednej czy nawet kilkunastu osób, które mają podejmować ważne dla jakiejś społeczności decyzje. Nie jest możliwe, żeby dostrzec złożoność naszych problemów, siedząc za ministerialnym biurkiem czy w fotelu w ratuszu, mając do dyspozycji tylko grupę urzędników, których zadaniem jest identyfikowanie z odległości problemów lokalnej społeczności.

Powiem przekornie: wiele pokoleń naszych rodaków żyło przez lata w  Polsce rządzonej centralnie i jakoś to było.

T.K.: – No właśnie, jakoś to było. Nie byliśmy wolni, ktoś urządzał nam życie. Formatował młode pokolenie, przekazując odpowiednie treści w procesie edukacji.  Powoływał media rozpowszechniające jedynie słuszny światopogląd. Nie było możliwości zrzeszania się, tworzenia stowarzyszeń, samodzielnego działania. Cały potencjał społeczeństwa szedł na marne, bo tylko ludzie mający poczucie wolności są kreatywni, są motorem rozwoju. Boję się powrotu do takiego sposobu życia. Wyraźnie odchodzimy od pluralizmu w przekazie, myśleniu.

Ale może my chcemy, żeby ktoś za nas wszystko wymyślił, urządził, żeby nasze życie było podobne do życia sąsiada, jak niegdysiejsza meblościanka.

T.K: – Naród, który przeżył ponad czterdzieści lat realnego socjalizmu, powinien mieć długą pamięć. Jeżeli odbiera się komuś wolność i daje mu tylko minimum egzystencji, cóż… niektórym to może odpowiadać. Warto jednakże pamiętać, że kończy się to katastrofą gospodarczą i półkami pełnymi jedynie butelek z octem.

Czyli alternatywą dla społeczeństwa podporządkowanego jest społeczeństwo obywatelskie?

T.K:– Uważam, że ustawa z 1990 roku o samorządzie terytorialnym to jeden z kluczowych aktów prawnych, który zmienił polską rzeczywistość. To ustawa ustrojowa. Niezwykle ważna, bo wyzwoliła społeczną energię. Dała przekonanie ludziom, że o czymś decydują, za coś mogą odpowiadać. W małych społecznościach, gminach wszyscy znają swojego wójta, radnych – czyli swoje przedstawicielstwo. Władza pochodzi od wewnątrz. Bywa oczywiście, że funkcjonuje lokalny układ powielany przez kilka kadencji. Tworzy się sitwa rodzinno-towarzyska. To wymaga poprawy, wstawienia do ustawy samorządowej zabezpieczeń, refleksyjnego spojrzenia na ponad 26 lat działania samorządów, ale nie niszczenia zasady fundamentalnej, że to mieszkańcy decydują o tym, jak mają wyglądać ich podwórka, drogi, oferta kulturalna, na co wydawać ich pieniądze.  Samorządność to wielka wartość, do której już tak się przyzwyczailiśmy, że jej nie dostrzegamy.

Czy sądzi pan, że oto następuje koniec samorządności w Polsce?

T.K.: – Mam nadzieję, że nie. Polacy przyzwyczaili się już do  zdobyczy wolnej Polski, których może na co dzień nie dostrzegają, ale na pewno dostrzegą  je wyraźnie, kiedy zaczną je tracić.

Może być za późno.

T.K.:– Nie sądzę. Jesteśmy mądrym narodem, w środku Europy, powiązani z nią siecią związków kulturowych, historycznych, gospodarczych. Projekt odebrania nam samorządności, moim zdaniem nie przejdzie.

Do czego  potrzebny jest nam samorząd?

T.K.: – Tak, jak już mówiłem, do tego, byśmy sami decydowali o naszym otoczeniu. W ostatnich dziesięciu latach zeszliśmy w Warszawie  na najniższy szczebel  konsultowania z mieszkańcami decyzji, które podejmuje samorząd. Dość wspomnieć o budżecie partycypacyjnym, który mimo swoich ułomności jest strumieniem środków do rozdysponowania zgodnie z decyzjami grupy mieszkańców, którzy potrafią się zorganizować i wyartykułować jakąś potrzebę. Samorządy dysponują także środkami z tzw. inicjatywy lokalnej, które może otrzymać np. wspólnota mieszkaniowa na jakiś wymyślony przez nią projekt. O ofercie kulturalnej miasta czy dzielnicy też decydują mieszkańcy. Urzędnik nie narzuca im, co mają oglądać ani, czego słuchać. Pyta ich o to. W centralnym zarządzaniu nie ma mowy o takich działaniach. Centralna władza sama ma pomysł, jak urządzić nam życie. Mówi: my wiemy lepiej co wam – wspólnocie, mieszkańcom Grochowa, Saskiej Kępy, jest potrzebne. I w tym tkwi różnica w widzeniu funkcjonowania demokracji w Polsce. Do tej pory żaden z rządów po 1990r, żadna partia, włącznie z PiS z lat 2005–2007 nie posunęły się tak daleko, jak obecnie rządzący, którzy mówią: mamy pomysł na nową Polskę, nowego Polaka, nowy patriotyzm, nową edukację. Was o zdanie nie pytamy, wiemy lepiej, co jest wam potrzebne.

– Dziękuję za rozmowę.

AL

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij