„Witaj majowa jutrzenko…”?

Czy te słowa w obliczu ostatnich wydarzeń i pisowskiego traktowania konstytucji nie brzmią jak fałsz? Kto z Was zanuci radośnie „Witaj maj, piękny maj, u Polaków błogi raj”?

Ania Dołgolewska

Jak każdej wiosny od 1990 roku – po kolejnym odzyskaniu wolności – będziemy święcić 3 maja, święto za socjalizmu zakazane… „Witaj, majowa jutrzenko”, „Witaj maj, piękny maj, u Polaków błogi raj”… Będziemy śpiewać, oczywiście, chociaż gorzej z jutrzenką i rajem, niebo raczej zasnute ciężkimi chmurami, a słowa „jutrzenka” i „raj” brzmią pusto niczym wydmuszka, bo z naszej konstytucji miłościwie nam panująca siła przewodnia narodu też po trochu robi wydmuszkę…

Konstytucja 3 maja oczami Matejki… W obrazach Matejki… Konstytucja a Matejko… Konstytucja i Matejko a sprawa polska… Jak to ugryźć? Skojarzenia wydają się oczywiste,  wręcz się narzucają, ale to nie mnie przyszły do głowy tylko naczelnej portalu. 

Matejko „mało narodowy“

Wielki epik polskiego malarstwa, którego ojciec był Czechem, a w żyłach matki płynęła krew niemiecko-polska (pogódźcie się z tym, „prawdziwi Polacy”, rozdziawiający gęby w zachwycie przed „Bitwą pod Grunwaldem”!), z nieprzepartych patriotycznych pobudek w dziesiątkach kipiących barokowym przepychem obrazów utrwalił najważniejsze epizody z historii naszego kraju. Nie mógł zatem nie uwiecznić takiego dzieła najtęższych umysłów i najlepszych charakterów owych czasów jak uchwalenie Konstytucji 3 maja, czyli „Ustawy rządowej” z 1791 roku. Chlubimy się tym, że druga po amerykańskiej, a pierwsza w Europie skodyfikowana ustawa zasadnicza, reformatorska, postępowa, symbol wszystkiego co najlepsze i najbardziej światłe w polskiej historii i kulturze. Powód do dumy i – niestety – łabędzi śpiew oświeceniowej Polski…

 „Witaj majowa jutrzenko…”?
Konstytucja 3 Maja 1791 roku (fragment), Jan Matejko [Public domain], via Wikimedia Commons
Krzepiący obraz, jak zwykle u Matejki imponujący rozmachem i dynamizmem, jasny, radosny, skąpany w słońcu. Marszałek Sejmu Wielkiego Stanisław Małachowski z tekstem konstytucji w ręce uniesionej w triumfalnym geście, niesiony na ramionach posłów w pochodzie zmierzającym  z sal sejmowych na Zamku do kolegiaty Św. Jana na Świętojańskiej na mszę dziękczynną po uchwaleniu ustawy zasadniczej. Stanisław August Poniatowski w płaszczu koronacyjnym wkraczający w progi kolegiaty, około trzydziestu historycznych postaci, tłum, zgiełk niemal słyszalny, entuzjazm, uniesienie. Jest tu trochę przekłamań historycznych, jak wyczytałam, bo Matejko jak zwykle eksponuje przede wszystkim symbolikę wydarzenia, ale dla widza najważniejsza jest przecież porywająca ekspresja i nastrój historycznej chwili. Wiedza historyczna wyniesiona ze szkoły (to mój przypadek…) na ogół nie mieści takich szczegółów jak ten, że Konstytucję 3 maja uchwalono w okolicznościach przypominających zamach stanu. Posłowie obozu reform przyspieszyli termin obrad o dwa dni, co zmniejszyło liczbę jej przeciwników uczestniczących w posiedzeniu, nie ogłoszono terminu posiedzenia, tylko wezwano nań imiennie zwolenników reformy ustrojowej. Zamku Królewskiego strzegła gwardia królewska i oddziały wojskowe pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego, a w obradach wzięły udział zaledwie 182 na około 500 posłów i senatorów. Żeby zwiększyć szanse na zwycięstwo, trzeba się więc było uciec do fortelu… A na dodatek – przez nieporozumienie – „Ustawę rządową” przyjęto bez czytania.  

Publiczność na Zamku i tłumy zgromadzone przed nim przyjęły uchwalenie konstytucji owacyjnie. Radość zwolenników była wielka. Jednak wkrótce, bo w 1792 roku, przeciwnicy reform ustrojowych skupieni w konfederacji targowickiej zawiązanej pod patronatem Rosji znieśli konstytucję i doprowadzili do drugiego rozbioru Polski.

Polski patriotyzm… Za mało go było, za słaby był, za płytki, spóźniony? Co za paradoks, że zwolennicy „dobrej zmiany” określają nas, obrońców aktualnie obowiązującej konstytucji, mianem „targowicy”! Słyszą dzwon, ale nie wiedzą gdzie on… Strasznie to wszystko zagmatwane, trudne i tragiczne. Do dziś nie potrafimy się uporać ze swoją tak zwaną spuścizną historyczną, dla nas historia nie była i nie jest „magistra vitae”, ba, okazuje się, że można pisać historię ciągle na nowo, w zależności od potrzeby politycznej. Oczywiście to wszystko już było, nie tylko w „Roku 1984″ Orwella i u nas za ustroju słusznie minionego, i być może wszędzie indziej, ale to się dzieje znowu, na naszych oczach, tu i teraz! I to jest potwornie wkurzające i dołujące… Czy my musimy pisać ‒ jak się wydaje, bez końca – „Dzieje głupoty w Polsce”? (tytuł książki Aleksandra Bocheńskiego).

 „Witaj majowa jutrzenko…”?
Rejtan – Upadek Polski, Jan Matejko [Public domain], via Wikimedia Commons.

Bohaterowie pierwszego planu

Pocieszamy się tym, że zawsze byli wśród nas tacy, którzy bronili narodowego honoru – taki na przykład Tadeusz Reytan uwieczniony przez Matejkę w dramatycznej pozie, z koszulą rozdartą na piersi broniący Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu podpisania aktu pierwszego rozbioru Polski na sejmie rozbiorowym w 1773 roku gestem desperacji i słowami „Chyba po moim trupie”. Matejko namalował ten obraz trzy lata po upadku powstania styczniowego i konserwatyści krakowscy wystąpili przeciwko publicznemu wystawieniu tego płótna z obawy o jego nadmierną aktualność polityczną, jednak pomimo oporów także paryskiej emigracji Matejko wystawił obraz na wystawie w Paryżu i dostał za niego złoty medal.

 „Witaj majowa jutrzenko…”?
Stańczyk, Jan Matejko [Public domain], via Wikimedia Commons
Patrzę na portret Stańczyka, błazna królewskiego z czasów Zygmunta Starego i Bony, któremu Matejko użyczył swej zatroskanej twarzy, patrzę na  „Kazanie Skargi”, który to kaznodzieja już dwieście lat przed uchwaleniem Konstytucji 3 maja piętnował polskie przywary i wzywał do naprawy Rzeczypospolitej, i myślę, że jeśli patrzą gdzieś z nieba na to, co się znowu w Polsce wyprawia, to pewnie wzdychają gorzko: „A nie mówiłem?”

Ekipa rządząca dziś w Polsce dewastuje państwo prawa, depcze Konstytucję RP, likwiduje trójpodział władz wprowadzony po raz pierwszy właśnie przez Konstytucję 3 maja, zamienia w farsę debatę parlamentarną i nie widać przeciwko temu masowego oporu… Przy okazji pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji przypomniano, że kiedy wprowadzono w Polsce stan wojenny 13 grudnia 1981 roku, na ulicach Paryża w odruchu sprzeciwu i solidarności z Polakami demonstrowało trzysta tysięcy ludzi. Z powodu sytuacji w Polsce! A my? Nie potrafimy się zmobilizować wystarczająco licznie w obronie naszej konstytucji, nie protestujemy, gdy gwałcona jest podstawowa umowa społeczna, gdy jako obywatele jesteśmy otwarcie i cynicznie lekceważeni?

 „Witaj majowa jutrzenko…”?
Kazanie Skargi, Jan Matejko [Public domain], via Wikimedia Commons
W marcowo-kwietniowym numerze „Obywatela” we wstępniaku pod tytułem „Umowy fundamentalne” Redakcja pisze, że „Polacy pozwalają na postępujący demontaż instytucji demokratycznych, bo zważywszy na powagę sytuacji, protesty są symboliczne”. Pełna zgoda, niestety. A dalej pisze Redakcja, że za wejściem Polski do Unii i uchwaleniem konstytucji „opowiedział się mocny, większościowy głos suwerena wyrażony w referendach”.

Czy rzeczywiście „mocny” i „większościowy”? Podczas antyrocznicy smoleńskiej 10 kwietnia tego roku Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP, przypomniał, że w referendum konstytucyjnym frekwencja wyniosła zaledwie 43%, a niewiele ponad połowa, bo 52% oddanych głosów, opowiedziała się za przyjęciem konstytucji. To raptem głosy 22,36% wszystkich uprawnionych do głosowania! Co prawda to nieco więcej niż liczba głosów oddanych na PiS w październiku 2015 roku, ale czy większość Polaków naprawdę obchodzi to, w jakim kraju żyją, czy obchodzą nas takie sprawy jak demokracja i konstytucja? Wygląda na to, że my, obrońcy demokracji, praworządności i konstytucji, jesteśmy mniejszością!

Podobno Jarosław Kaczyński obudził Polskę obywatelską… Może i obudził, ale chyba otworzyła dopiero jedno oko i nie może się ocknąć na dobre…  Jednak – a jakże! ‒„Witaj maj, piękny maj, u Polaków błogi raj”… W tym roku jeszcze bardziej niż w poprzednim 3 maja Mazurek będzie przywodził na myśl chocholi taniec… Więc zaprzestańmy naszych „potępieńczych swarów” w KOD-zie, Polska czeka – taka, jakiej byśmy chcieli. Bo my chyba czegoś chcemy dla kraju i dla siebie jako jego mieszkańców, w przeciwieństwie do ospałej większości?

Ania Dołgolewska

 

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij