Wielkie podzielenie

Ranek 24 czerwca. Już po referendum. Wielka Brytania budzi się z ogromnym kacem. Tak jak my po jesiennych wyborach.

Patrzę na twarze ludzi jadących metrem i czytających poranną prasę. Widzę głównie niedowierzanie i troskę. Londyn to ośmiomilionowe miasto, tętniące kolorami tysiąca kultur. Dumne ze swojej różnorodności i tolerancji. Wczoraj londyńczycy dowiedzieli się, jak bardzo różnią się od reszty kraju. Większość dzielnic stolicy głosowała za pozostaniem w Unii. Moi sąsiedzi w dzielnicy Islington w 75% byli za pozostaniem w Unii. Tak samo głosowały Szkocja, Północna Irlandia i kilka hrabstw środkowej Anglii. Angielska prowincja i Walia zagłosowały za wyjściem. Wygrali zwolennicy Brexitu, ale niewielką przewagą 4%.

Anglicy mają teraz do przełknięcia żabę, której my, Polacy, posmakowaliśmy po zeszłorocznych wyborach. Kraj jest podzielony na dwie, mniej więcej równe części. Argumenty jednej strony kompletnie nie trafiają do zwolenników drugiej. Tuż przed referendum zwolennicy Brexitu porzucili tradycyjną angielską flegmatyczną poprawność i prześcigali się w podgrzewaniu atmosfery. Oplakatowanie kraju posterami ze zdjęciem uchodźców syryjskich, przekraczających granice Serbii, było tak populistycznym i niegodnym chwytem, że nawet prominentni politycy wspierający kampanię postanowili odciąć się od skrajnie prawicowego Nigela Farage’a. Tutaj jednak nadal dobre obyczaje i przyzwoitość są cenniejsze od kilku procentów poparcia. O ile zwolennicy pozostania w Unii przedstawiali konkretne korzyści z bycia częścią Europy i popierali swoje stanowisko liczbami, o tyle przeciwnicy postawili na populistyczne hasła, niemające pokrycia w rzeczywistości, ale padające na chłonny grunt u ludzi czytających tabloidy, straszące najazdem imigrantów i obwiniające o całe zło biurokratów z Brukseli. Dzisiejsze poranne wywiady z Nigelem Farage’em i Borysem Johnsonem były szokiem dla ich zwolenników ‒ obaj politycy, przyszpileni przez dziennikarzy pytaniami o realizację konkretnych obietnic z kampanii, musieli przyznać, że nie będą mogli ich zrealizować. Od razu pomyślałem o hasłach dotyczących obniżenia wieku emerytalnego i rozwiązania problemu kredytów frankowych z naszego podwórka.

Tak więc jak u nas, tak i w Wielkiej Brytanii starły się dwa spojrzenia na współczesną rzeczywistość. Spojrzenie modernistyczne i nastawione na otwartość i współdziałanie oraz spojrzenie izolacjonistyczne i zachowawcze, które zdobyło głosy ludzi tęskniących za dawną Anglią, homogenicznie białą i chrześcijańską. Tak samo jak u nas, również w Wielkiej Brytanii populizm i ksenofobia na razie wygrywają. Szybki rzut oka na statystyki opublikowane przez yougov.co.uk pokazuje rozkład głosów w grupach wiekowych: wyborcy młodzi (18‒24 lata) głosowali w 75% za pozostaniem, wyborcy w wieku średnim (25‒49 lat) oddali 56% głosów za UE. Ludzie w wieku 50-64 lat oddali 56% głosów przeciw, a największą przewagę zwolennicy Brexitu (61% głosów) mieli w grupie najstarszej, 64+. Głosy rozkładają się podobnie, jeśli spojrzeć na wykształcenie wyborców, wyedukowani mieszkańcy większych miast głosowali za pozostaniem w Unii – gorzej wykształceni i mniej zarabiający poparli populistyczne hasła brexitowców, obiecujące im kraj mlekiem i miodem płynący poza Unią.

Takich podobieństw jest więcej. Wspomnę tylko o jednym. Tak samo jak nasza pani premier przed wyborami, machająca pustą teczką mającą zawierać już gotowe ustawy „dobrej zmiany”, tak i politycy popierający Brexit pokazują teraz Brytyjczykom, że są kompletnie nieprzygotowani do sytuacji, jaką sami stworzyli. Buńczuczne zapewnienia o kłamstwach ekspertów od ekonomii, przewidujących realne koszty, jakie poniosą brytyjskie firmy i zwykłe gospodarstwa domowe, rozwiały się, gdy tylko notowania funta szterlinga zapikowały do poziomu z roku 1985. Mimo że proces wychodzenia z Unii zajmie Wielkiej Brytanii całe dwa lata, już w te wakacje zwyczajni Brytyjczycy odczują skutki Brexitu, gdy będą wymieniać w kantorach funty na euro na swoje coroczne wakacje w Hiszpanii. To już się klasie pracującej z prowincjonalnej Anglii i Walii nie spodoba.

Już dzisiaj pierwsi politycy i wpływowi biznesmeni apelują o spokój i wyważone podejście do wyników referendum. Nikt nie kwestionuje decyzji suwerena. Nikt nie krzyczy o sfałszowaniu wyników. Wręcz przeciwnie, wygląda na to, że wszyscy, włączając zwolenników Brexitu, zdają sobie sprawę, że teraz trzeba konflikty odłożyć na bok i zacząć intensywne prace nad przygotowaniem wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Żeby jak najmniej stracić, jak najwięcej zyskać i jak nie dopuścić do rozpadu Zjednoczonego Królestwa.

I tak właśnie działa dojrzała demokracja.

Artur Osiński, członek KOD z regionu kujawsko-pomorskiego, mieszkający na stałe w Wielkiej Brytanii

http://kodkp.info

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij