„Wesołe” jest życie kodera

Od protestu do protestu z przerwą na pracę i rodzinę, a nawet wakacje. W ten weekend okazało się, że można żyć tylko KODem. Kiedy wróci normalność?

 

PIĄTEK

Stefan

Jak zwykle rano pracuję na rzecz portalu (www.kod-mazowsze.pl) . Obudzony o 7 przez szefową, muszę na szybko zmienić baner, bo od rana w wielu mediach akcja protestacyjna w obronie dziennikarzy. My chcemy dołączyć do protestu, stąd wczesna pobudka. Robię więc baner z napisem „STOP Solidarnie z dziennikarzami obrońcami demokracji”.

Jadąc metrem wczesnym popołudniem dowiaduję się o kryzysie sejmowym. Wiem, że może być gorąco. Po pracy udaje mi się zjeść w locie kubełek kąsków kurczaka z sieciowej restauracji. Piotr Wieczorek, które organizuje  kodowskie protesty, wzywa przed Sejm na portalu społecznościowym na 20, ale ludzie piszą, że będą wcześniej. O 18:10 tam jestem.

Na chodnikach kupa młodych ludzi, wyraźnie niezrzeszonych ale zainteresowanych. Niektórzy są tu już od dwóch godzin, Jacek Rakowiecki po raz pierwszy od 1989 ze szczoteczką do zębów w pogotowiu, tłum systematycznie gęstnieje. Pól godziny później wjeżdża scena. Ok 19:20 wracam do domu po liny (jestem w straży KOD a liny służą nam do odgradzania tłumu), ale gdy wracam już widać, że gęstniejący tłum sam się zorganizował.

Warszawa - wolne media - Długi jest weekend kodera
Fot. Marta Bogdanowicz

Na platformę ciężarówki mówcy nie muszą się przepychać. Pomaga nam też KOD Kapela, wdzięcznym bębnieniem i jednolitym skandowaniem „O jak mi dobrze w pomarańczowym jest”. Spotykam niewidzianych od lat znajomych już z niemal dorosłymi latoroślami ochoczo uczestniczącymi w manifestacji. Harcerze z pokolenia moich dzieci też stróżują. Moi młodzi koledzy z pracy znajdują mnie koło 22:30 pod pomnikiem.

Czas upływa szybko, przed północą nieco przemarznięty decyduję się wracać. Na Górnośląskiej widzę, że obstawione są bramy wyjazdowe, orientuję się, że przecież jest jeszcze wyjście od Alei na Skarpie. Biegniemy z przypadkowo spotkanym gościem na tyły Sejmu. Usiłuję się dodzwonić do kogoś z naszych, bo bramy stoją otworem i powoli nadchodzi pluton policji. Jest nas dwóch i para młodych Białorusinów – za mało i ich nie wolno narażać. Udaje mi się w końcu złapać Rafała. Pierwsze cztery rządowe BMW odjeżdżają – chyba puste – ale przed kolejnymi na pasach jest już grupka 5-8 osób blokujących przejazd. Pod prąd w ulicę Francesco Nullo nie dajemy wjechać. Dobiegają następni. Łagodnie, acz stanowczo zatrzymujemy samochody. Nasze skandowanie „Zero, Zero, Zero” zmusza pewnego ministra do powrotu do Sejmu na piechotę. Do 2 w nocy wrzucam zdjęcia do naszej internetowej gazety, drzemię a żona śledzi nowości i ma mnie obudzić gdyby działo się coś ważnego.

dlugi_jest_weekend_kodera_3
Fot. Beata Chojnacka

Asia

Dowiedziałam się z telewizji, którą oglądałam robiąc obiad, że opozycja wzywa na wieczór przed sejm ze względu na protesty opozycyjnych posłów. Od razu weszłam na portal społecznościowy i okazuje się, że wszyscy moi znajomi z KOD, a także osoby nie związane ze Stowarzyszeniem piszą, że nie ma co czekać, że trzeba jechać od razu. Ubieram się ciepło, ale potem jak się okaże, chyba za mało na siebie założyłam. Dotarłam tam dopiero o 18, bo jechałam dwoma autobusami, długo czekałam na przesiadkę. A na dodatek były straszne korki na Puławskiej, wiadomo, piątek …

Ludzi pod sejmem nie było jeszcze dużo, jeszcze jezdnią jechały samochody, dopiero jak ludzi przybyło, policja ją zamknęła. Spotkałam Kasię i Sylwię. Z domu wzięłam „Zestaw obowiązkowy” czyli egzemplarz Konstytucji, flagę KOD, gwizdek i coś na głowę (Asia znana jest z eleganckich nakryć głowy, koderzy podejrzewają, że co protest Asia kupuje nowy kapelusz, beret czy czapkę – dopisek redakcji).

Stanęłam przy szlabanie przed samym sejmem, przy głównym wjeździe. I w pewnym momencie z taksówki, która podjechała wysiadł ojciec mojego sąsiada, Kornel Morawiecki. Jego syn mieszka na moim osiedlu. Wyjątkowo nie cierpię tego polityka. Z wielkim trudem powstrzymałam się, żeby nie powiedzieć mu „Ty zdrajco”, ale zrobiłam coś innego. Kiedy szedł w stronę sejmu, szłam przed nim i trzymając mu przed nosem Konstytucję, krzyczałam „Konstytucja! Konstytucja! Konstytucja!”

Byłam do 21.

Warszawa - sejm - Długi jest weekend kodera
Fot. Beata Chojnacka

Monika

Jestem fotografem, który wspiera KOD, robiąc zdjęcia. Publikuję w portalu i na różnych grupach. Wybiegłam z domu jak na fanpejdżu KOD zobaczyłam wezwanie.  Jak się później okazało, wybiegłam na prawie cały weekend. Do pierwszej w nocy pracowałam przed sejmem.

 

SOBOTA

Bartek

Na Krakowskie Przedmieście przed pałac dotarłem na kwadrans przed startem pikiety. Było już sporo ludzi, schodzili się następni, powiewały flagi polskie, europejskie, KOD-u i partyjne. Po dwunastej zaczęły się przemówienia, ale ponieważ nagłośnienie było słabe, a ludzie z ochotą dęli trąbki, mówcy mieli „pod górkę”. Mateusz (Kijowski – dopisek redakcji) jakoś przebił się z hymnem i później powiedział trafne słowa o „krótkopisie”.

warszawa - pałac prezydenta - manifestacja KOD
Fot. Paweł Błaszczyszyn

Po pierwszej ruszyliśmy w stronę sejmu. Okazało się, że ludzi jest już bardzo dużo, marsz był imponujący. Na miejscy stała już scena na samochodzie dostawczym. Zaczęły się kolejne przemówienia. Na szczęście tu już było lepiej słychać – widać było rękę Piotra Wieczorka i KODu. Jako strażnicy KOD-u (Bartek działa w straży niemal od początku jej istnienia – dopisek redakcji), choć nieoficjalnie, pilnowaliśmy zaplecza samochodu ze sceną. Po dwóch godzinach wszyscy byli już totalnie przemarznięci, na szczęście pojawił się sympatyczny starszy pan w białych spodniach, ze znaczkiem KODu na piersi, z kilkoma pomocnikami i wielkim garem zupy. Zaczęli ją rozdawać z chlebem. Na szczęście gar był wielki, więc po jakimś czasie załapałem się na zupę, nawet bez stania w kolejce. Była gorąca i pyszna. Pozwoliła mi przetrwać kolejne dwie godziny.

Długi jest weekend kodera
Fot. Monika Nowak-Ruchała

Stojąc wyglądaliśmy prowokatorów i zadymiarzy, bo nie było zwykłego kordonu strażaków. Jeden zamaskowany pan okazał się … policjantem incognito. Ewidentnym prowokatorem, który wpadł w tłum wrzeszcząc: „Wypierd…ć do Brukseli”, zajęła się nasza grupa szybkiego reagowania.

Przyglądałem się podejrzliwie facetowi ubranemu w skórę z napisem bodajże „White and silver”. Coś mi się nie zgadzało. A tu się okazało, że to bardzo sympatyczny i wyważony członek klubu motocyklowego oraz właściciel samochodu dostawczego, na którym była scena. Opowiadał, że samochodu to chyba już nie sprzeda tak po prostu, bo zrobił się historyczny: kilka dni temu odwoził nim żonę na poród do szpitala (osobowy akurat dzień wcześniej się popsuł), przy okazji kabiną zahaczył o portiernię. A wcześniej na tej samej pace mszę polową odprawiał biskup. Teraz była to scena pamiętnych wydarzeń 16 i 17 grudnia. Stwierdził, że za kilka lat może go da na aukcję Owsiakowi.

Długi jest weekend kodera
Fot. Monika Nowak-Ruchała

Rozmawiałem też z licealistą, który był jednym z przedstawicieli młodzieży, z którymi minister Zalewska konsultuje reformę szkoły i programy. Niby inteligentny i coś wie, ale zainfekowany. Symetrysta (uważał, że PIS nie jest gorszy od PO i nie robi nic gorszego niż poprzednicy), uważający, że opozycja też uprawia szkodliwy populizm. Ręce opadają, ale taka jest teraz część zindoktrynowanej przez prawicową propagandę młodzieży. Wychodzi na to, że powinniśmy zgadzać się na wszystko co robi PiS.

Posłowie PO byli tak mili, że przynieśli z sejmu dzbanki z gorącą herbatą ale nie było kubeczków, więc poszli ich szukać. Miły gest. Widać, że cała opozycja się jednoczy w słusznej sprawie i zwiera szyki. O 18.00 poddałem się i poszedłem do domu. Byłem już zbyt zmarznięty.

Długi jest weekend kodera
Monika Nowak-Ruchała

Monika

Spędziłam pól dnia przed sejmem, a potem obrabiałam zdjęcia. Kolejny dzień protestu, ale ubrałam się tym razem cieplej.

 

Stefan

Rano przy komputerze, naprędce wrzucam informacje promujące wydarzenia przed Pałacem Namiestnikowskim (kiedyś nazywałem go Prezydenckim). Klnę, bo się mylę i muszę poprawić.

W autobusie spotykam dwie pary jadące w tym samy celu; małżeństwo 40-latków i dwoje bardzo młodych – chyba niespełna dwudziestoletnich. Słyszę jak dziewczyna mówi „Postanowiłam sobie nie więcej niż trzy manifestacje w tygodniu, ale wczoraj najpierw kwiaty pod Narutowiczem (KOD składał tam kwiaty – dopisek redakcji).

Długi jest weekend kodera
Fot. Monika Nowak-Ruchała

Nieco spóźniony docieram pod pałac, a potem akcja „Sejm”. Manifestacja liczna, przemawiają wszystkie znaczące ugrupowania partyjne, z umiarkowanym lansem i bez docinek. Spory marsz. Policja puszcza nas środkiem jezdni. Niedaleko sceny wpadam na Krzysztofa Bobińskiego, nie tylko pamięta, ale miło wspomina naszą przegadaną arcyciekawie noc w namiocie pod liczydłem (wraz Maziarskim, Blumsztajnem, Modlingerem, Dąbrową). Wracam do obowiązków ukrytego strażnika. Koło godziny 15 dociera moja żona, idziemy razem kupić worki na śmieci, żeby jakoś pomóc ogarnąć ten bałagan, bo dużo już jest zużytych „jednorazówek”. Na kilka godzin wróciłem do domu popracować, ale o 3:40 ubieram się ciepło i biegnę pod „liczydło” na dyżur. I kolejna noc z KOD. Ciekawe jak długo moja żona to wytrzyma?

 

Kazik

Działam w mazowieckiej Sekcji Edukacja Komitetu Obrony Demokracji.  Miałem zaplanowane pisanie programu sekcji, bo przecież prowadzimy szkolenia dla koderów a także debaty o oświacie. Nie mogłem siąść do pisania, jak takie rzeczy dzieją się na ulicach. Miałem pomóc żonie w przedświątecznych porządkach …

Ponieważ wspieram koalicję NIE dla Chaosu w Szkole umówiłem się z członkami sekcji na spotkanie przed Sejmem. Wyposażony we flagę koalicji stałem przed sceną. Oczywiście wystąpienie Artura Sierawskiego, który działa w koalicji, a z którym współpracuję na co dzień, interesowało mnie najbardziej. Mówił o tym jak naprawdę wygląda „dereforma” oświaty. Ludzie reagowali wspaniale. Wraz z nimi krzyczałem „Stop chaosowi”.

Długi jest weekend kodera
Fot. Monika Nowak-Ruchała

Potem wraz z ludźmi przeszliśmy Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem przed sejm. Byłem tam do 22 z trzygodzinną przerwą. Było zimno, więc jak inni ucieszyłem się, kiedy młode dziewczyny poczęstowały mnie herbatą. Z plastikowymi kubkami i gorącymi napojem w termosach chodziły między ludźmi. Ktoś też częstował kurczakiem z kubełka z sieciowej restauracji, ale nie jem mięsa. Była gorąca zupa, chyba fasolowa, w plastikowych talerzach, wydawana z garnka. Taka solidarność przez dzielenie się jedzeniem – bardzo krzepiące duszę i … ciało.

 

NIEDZIELA

 

Długi jest weekend kodera
Fot. Monika Nowak-Ruchała

Monika

Znów na protest. Najpierw przed Trybunał, a potem przed sejm. W nocy znów będę „obrabiała zdjęcia”, żeby portal mógł je wrzucić rano z artykułem. Ciekawe, czy wśród ludzi, którym robiłam foty, są czytelnicy portalu?

Kazik

Znów nie pomogłem żonie w przygotowaniach do świąt, bo pół dnia spędziłem przed Trybunałem i sejmem. Moje relacje rodzinne mocno cierpią przez „Kaczora”.

Atmosfera? Jak zawsze na protestach KOD spotykam tylu przyjaznych ludzi. I coś nowego: zjednoczona opozycja. To cieszy. I jeszcze obecność młodzieży, która do tej pory nie protestowała tak masowo. Sprawa mediów ruszyła młodzież. To cieszy.

Asia

Byłam przed Trybunałem Konstytucyjnym z zaklejonym okiem w ciemnych okularach. Jak się okazało, w piątek musiałam się chyba podziębić, bo organizm zareagował zapaleniem spojówki albo czymś podobnym. W piątek już oko łzawiło  na mrozie, a w niedzielę juz stan ropny. Do lekarza w poniedziałek pójdę, ale w niedzielę, choć na chwilę pojawiłam się, żeby podziękować profesorowi Rzeplińskiemu wraz z wielkim tłumem ludzi. Było to historyczne wydarzenie. I bardzo wzruszające.

Anna

Jestem  szeregową koderką, ot, taką która chodzi na marsze i protesty. Od niedawna działam też w sekcji Edukacja. Niestety, nie było mnie w weekend w Warszawie, bo wcześniej zaplanowałam przedświąteczną wizytę u rodziny w zachodniopomorskim. Ale słyszałam, co dzieje się w sejmie, a potem przed sejmem. Czytałam na portalu o protestach w Poznaniu, Bydgoszczy, Krakowie, Wrocławiu, Opolu, z którego pochodzi mój mąż, i oczywiście serce rwało się. Na grobie ojca, który działał w „Solidarności” w stoczni, popłakałam się z bezsilności, że dopiero w niedzielę przyjadę do Warszawy. Przypomniałam sobie jak opowiadał o sierpniowych strajkach i stanie wojennym.

„Do widzenia” a nie „Żegnaj”
Fot. Marta Bogdanowicz

Dlatego jak wróciłam, miałam ustalony od rana „program obowiązkowy”. Raniutko pobiegłam przed sejmu, gdzie z herbatą i kanapkami „ratowałam” demokrację. Tam przecież nocowali znajomi i nieznajomi, którzy w ten sposób walczą o nią. Zmarzli, więc ciepłe napoje przydały się. Poszłam potem pożegnać Prezesa Trybunału. Widziałam energię i siłę, ale przede wszystkim życzliwość.  A potem znów – przed sejm. Tam stoją wkurzeni z całej Polski, z Łodzi, Płocka, Elbląga, Radomia, Zielonej Góry, Poznania, Wrocławia, Małopolski, Trójmiasta, Śląska, z małych i dużych ośrodków. Większość po spokojnej demonstracji odchodzi do domu, niektórzy zostaną na miejscu do rana.

A że do bojaźliwych nie należę, postanowiłam sprawdzić, jak wygląda protest a właściwie „wiec poparcia” (tak zresztą w „Wiadomościach” w TVP1 nazywał go prezenter). I przeniosłam się do Korei Północnej czy Białorusi …

– Będziemy wzywać Was na pomoc, jeśli będzie zagrożenia – powiedział Joahim Brudziński. Było też o blokowaniu, warcholskim zachowaniu, o zdrajcach (czyli o nas z KODu), okupacji, podłości. Pan z „Gazety Polskiej: wołał „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „KOD to szumowina i ta sama komuna co ubecja”, „Nie przewrócą demokracji”. Już sobie przypominam … słyszałam to wieki temu, ale z ust Gomułki czy Jaruzelskiego. Trochę strach, ale suweren wygrał ostatecznie z Gomułką i Jaruzelskim.

I jeszcze coś dziwnego; czułam się zdruzgotana nawet nie argumentami (o ile takie były), ale językiem. Na naszych protestach mówimy jak zachowują się przedstawiciele rządu, ale nie oceniamy zwykłych wyborców PiS. Tymczasem tamta strona sypie inwektywami opisującymi nas, którzy z drugiej strony barykady. To straszne. Ale jest nadzieja! U nich sami emeryci, a do nas masowo przyłączają się coraz młodsi …

Bartek

Przed sejm przyszło paru kiboli po meczu przy Łazienkowskiej. Była nawet dyskusja z jednym „elokwentnym”, ale jak się zaczęły groźby, że jeszcze zrobią z nami porządek, policja ich wyprosiła. I mieliśmy jeszcze gości z wiecu spod Pałacu Prezydenckiego. Dotarli do nas członkowie klubów „Gazety Polskiej” z Podkarpacia z dwoma banerami. A, że my żartem najchętniej wojujemy, jakiś strażnik z Moto-KODu powiedział do nich „Cudownie, że przyszliście poprzeć nasz protest, puszczam na żywo relację, że też przyszliście walczyć o wolne media.” Zaczęli się w popłochu ewakuować, bo taka interpretacja ich przeraziła, ale zablokowani przez całą chmarę kamerzystów musieli zostać. To prawda co mówią, że śmiech i żart to najlepsza broń. Miejmy nadzieję, że tylko tak będziemy ze sobą walczyć.

PONIEDZIAŁEK

Posłowie jak okupowali salę plenarną, tak okupują. Ci przed sejmem stojący na mrozie, nadal stoją. Monika była cały dzień nieuchwytna – ciekawe co robiła. Kazik był po południu na proteście KOALICJI NIE DLA CHAOSU W SZKOLE przy Krakowskim Przedmieściu i cały czas liczy, że prezydent Duda nie podpisze nieszczęsnej ustawy o oświacie. Bartek rano umawiał się ze Stefanem na późnowieczorny dyżur przed sejmem; cieszyli się, że temperatura na plusie i że póki co nie padało, i nie śnieżyło. Asi oko wyglądało jeszcze gorzej i ma „szlaban” na protesty KOD – musi leczyć się w domu. Anna rano dotarła przed sejm z gorącą herbatą, potem po południu stała z flagą KOD przed Pałacem Prezydenckim, a potem po krótkiej przerwie wróciła przed sejm, tym razem z zupą ogórkową, bo jak się śmieje, „zupą też można o demokrację walczyć”. Do domu wróciła po trzeciej nad ranem we wtorek, a godzinę później doszło przed sejmem do interwencji policji.

Anna Dysińska

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij