Jak zrobić chłopu dobrze?

Nie będzie o kontaktach damsko-męskich, lecz o ustawie o obrocie ziemią. Jej twórca był zapewne fanem cyklu filmów o Kargulu i Pawlaku. 

Zbigniew Wolski 

Od roku mamy ustawę o obrocie ziemią rolną, która w swym podniosłym zamierzeniu miała zapobiegać wykupywaniu gruntów ornych przez obcokrajowców. Zadanie swoje spełnia z nawiązką, ponieważ poza obcokrajowcami ziemi nie mogą także nabywać zainteresowani nią rolnicy oraz osoby chcące rzucić miasto na rzecz mniejszych miejscowości i wsi. W myśl nowego prawa ziemię może nabyć jedynie rolnik mieszkający w granicach gminy, gdzie ziemia ta się znajduje, posiadający wymagany przy tym staż pracy w zawodzie lub wykształcenie. Teraz najlepsze, ziemię może nabyć także Kościół i państwo. Jeśli chodzi o państwo, to przychodzą mi na myśl popularne przed laty Państwowe Gospodarstwa Rolne, o których anegdoty krążą do dzisiaj. Uważam, że jeśli państwo stanie się już właścicielem, to powinno nie dać przecież ziemi leżeć odłogiem. Sprawa z Kościołem jest bardziej rozwojowa, z historii znamy wiele przypadków dóbr kościelnych pracujących na rzecz lokalnych kościołów, klasztorów i tego typu instytucji. Jeśli ilość budowanych w naszym kraju z rozmachem ośrodków kultu religijnego będzie stale na obecnym wysokim poziomie, to może się okazać, że takie latyfundia będą koniecznością, gdyż liczba wiernych i płynących od nich datków jest przecież ograniczona, a państwo nie ma kasy. 

Stronnicy nowych zapisów prawnych zarzucą mi stronniczość, twierdząc, że przecież odpowiednio wyselekcjonowani przedstawiciele zawodu rolnika mogą, przypomnę na kreślonych zasadach, kupować ziemię do woli i bez ograniczeń. Nie jest tak jak optymiści chcieliby, aby ten proceder wyglądał. Drobny szkopuł tkwi w finansowaniu nabywanych gruntów rolniczych. Jeśli rolnik kupuje ziemię, z zasady kredytuje swój zakup, ponieważ zasobność skarpet i innych uznanych rezerwuarów finansowych jest ograniczona. Tu jednak trafia na sceptycznie patrzący na niego bank, który co prawda jest w stanie uruchomić dla niego finansowanie, jeśli jednak rolnikowi powinie się noga i coś pójdzie nie tak, szybko okaże się, że bank nie może być właścicielem ziemi przejętej od rolnika, gdy ten nie realizuje umowy, i koło się zamyka. Zapewne banki nie będą dopłacać z własnej kieszeni i dlatego koszty kredytów udzielanych rolnikom nie są niskie. 

Aby pogrążyć ostatnich optymistów, trzeba dodać kilka słów o zawartej w ustawie możliwości kupna drobnego skrawka ziemi w wymiarze 0,3 ha przez przedstawicieli innych profesji niż rolnictwo. Sprawa wygląda dość różowo, jeśli chcemy zbudować sobie mały domek w ustronnej okolicy, aby później oddychać świeżym powietrzem. Jednak życie znów nas rozczarowuje. Ustawodawcy prawdopodobnie przypuszczali, że wspomnianych małych skrawków ziemi uprawnej jest bez liku i rynek nieruchomości jeszcze przez lata będzie miał ręce pełne roboty. Jednak tak nie jest. Na domiar złego okazało się szybko, że pomysł szybko zabili notariusze, nie bez przyczyny podejrzliwie patrzący na rejestracje działek o wspomnianej powierzchni 0,3 ha powstałych z podziału większych działek. Doszło do tego, że zaczęli odmawiać rejestracji takich działek, ponieważ argumentują to faktem, że podzielona duża działka powinna być traktowana na równi z innymi gruntami rolniczymi. 

Dotychczas było głównie o źle poinformowanych optymistach, więc czas na oszukanych rolników. W tym szaleństwie nie wzięto pod uwagę faktu, że współczesne rolnictwo jest formą prowadzenia działalności gospodarczej na szeroką skalę, a nie wypasaniem kilku krów na zagonie przy stodole. Zapis o konieczności nabywania ziemi, gdy już spełniamy kryteria, jedynie w swojej gminie, można porównać do lubianego przez historyków przykładu struktury agrarnej w dziewiętnastowiecznej Galicji. Tam także mieliśmy do czynienia z głodem ziemi, przeludnieniem i koniecznością emigracji, czego przecież rząd chce unikać. 

Z ustawą o ziemi wiąże się też pomysł na metropolię warszawską. Chyba Jacek Sasin nie przewidział tego, ale powiększenie stolicy będzie miało bezpośredni wpływ na charakter przylegających nie niej gmin. Zmienią one swój charakter z wiejskich na wiejsko-miejskie, co na początek zatrzyma lub ukróci dotacje dla rolników z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, jak również z Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa, która robi co może, aby Program Rozwoju Obszarów Wiejskich 2014-2020 jakoś wypalił. Zanosi się na to, że warszawiacy będą mieli w pobliżu stolicy skanseny, a nie prężnie rozwijające się rolnictwo. 

Jak podaje GUS  niewielkie spadki ceny działek były widoczne w IV kw. 2016 roku.  W ostatnim kwartale 2016 roku za hektar trzeba było płacić 35,8 tys. zł.  

Zbigniew Wolski 

Fot. Ralf Roletschek [GFDL  or CC BY-SA 2.5-2.0-1.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.5-2.0-1.0)], via Wikimedia Commons

 

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij