U cioci na imieninach

W pierwszą niedzielę kwietnia, rokrocznie są urządzane imieniny cioci Grażynki.

Jacek Mrozowski

Żadne tam chamskie pijaństwa. Elegancka, popołudniowa herbatka okraszona kropelką likieru miętowego. Ciotka aspiruje do „wyższych sfer” więc zastawa jest porcelanowa, sztućce platerowe, a obrus koronkowy. U cioci Grażynki nie mówimy brzydkich wyrazów, nie smarkamy w zasłonę i staramy się nie puszczać głośnych bąków. Ciotka mieszka sto metrów od Placu Wilsona, w samym centrum Żoliborza, więc stanowi ona, przynajmniej we własnym mniemaniu – samo centrum Kultury Żoliborskiej. Zawsze uważałem ciocię Grażynkę za konserwę. Szkaplerzyk z Piłsudskim na ścianie, szabla po ojcu kawalerzyście i  albumy ze zdjęciami z Powstania Warszawskiego. Takie narodowo patriotyczne klimaty, ale wszystko w granicach dobrego smaku i mieszczańskiej przyzwoitości.

U cioci Grażynki zawsze panowała zasada, że o polityce przy stole się nie rozmawia. Panowała aż do tego roku. Wynik jesiennych wyborów i wszystko to co się później stało, spowodowało pęknięcie w cioci Grażynce.

– Popatrz Jacuś, co oni z nami zrobili! – powitała mnie ciotka zamiast zwykłych serdeczności.

Na sofie siedziały milczące trzy najbliższe koleżanki, wyglądające tego roku jak trzy nastroszone sowy. Zasłony w oknach były pozaciągane, a w pokoju panował kapliczny półmrok.

– Że kto, proszę cioci ? – zapytałem z głupią miną.

– No ci wszyscy… z PiS-u! – ostatni wyraz ciotka wysyczała jak żmija.

Ponieważ mimicznie wyraziłem zainteresowanie, ciotka wraz z przyjaciółkami pofolgowały sobie na całego. Padały słowa, od których migotliwe zawsze kryształy na etażerce zachodziły mgłą. Słowa, których te zacne mury nie słyszały chyba nigdy. Za Trybunał Konstytucyjny, za telewizję, za ustawę gruntową, za stadninę w Janowie Podlaskim… Oczami wyobraźni już widziałem ciotkę, która jak muszkieter, dźga wszystkich dookoła na Placu Wilsona zaostrzoną parasolką.

– A temu to mówię, żeby się wreszcie ruszył z domu i w coś zaangażował. Ale to dupa jest! – Ciotka spojrzała wymownie na kuzyna Lola, który siedział w kącie jak spłoszony kurczak.

Lolo faktycznie jest dupa. Czterdziestoletni młodzieniec, który nie wykluł się jeszcze ze swojego dziecięcego pokoju w mieszkaniu ciotki. Teoretycznie Lolo jest naukowcem. Od chemii, czy też fizyki. Nie wiem dokładnie. Lolo o tym nie mówi, bo on jest małomówny od urodzenia, a ciotka też nie wspomina, bo nad karierę naukową Lola ciotka bardziej by ceniła jakieś wnuki i możliwość korzystania z zajmowanego przez Lola pokoju.

– Teraz, to my musimy zacząć działać, organizować się jakoś, stawić opór! – ciotka Grażynka, chyba z racji prawa do lokalu konspiracyjnego, przyjęła na siebie rolę przywódcy spisku.

– Jak ciocia chce się organizować ? ZWZ-tu już nie ma. W butelkach ciocia trzyma sok malinowy. Chce go ciocia w imię walki o wolność wylać do zlewu i napełnić flaszki benzyną?

– To jak możemy walczyć?

– Iść z KOD-em. Na manifestację. Daleko ciocia nie ma. Parę przystanków tramwajem. Lolo skombinuje cioci jakąś farbę i dwa kijki, ciocia poświęci gorsze prześcieradło i macie transparent.

– A mogę napisać PRECZ Z KACZOREM? Ciotce oczy zabłysły jak gwiazdy.

– Może ciocia, chociaż istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś będzie szedł naprzeciwko z hasłem KACZOR Z PRECZEM i się cioci głupio zrobi. Konstruktywnie ciociu. Konstruktywnie. Niech ciocia pomyśli co najbardziej cioci przeszkadza w wykonaniu obecnej władzy i niech to ciocia wyrazi skrótowo w formie transparentu.

– Arogancja władzy mi przeszkadza! – syknęła ciotka.

– Więc niech ciocia wymaluje DOŚĆ AROGANCJI WŁADZY, i idzie z tym na najbliższą demonstrację KOD-u.

– A gdzie ten KOD znaleźć? Lolo będzie wiedział?

– Jak Lolo przestanie wykorzystywać swój komputer wyłącznie do obliczania siły bomby atomowej, to w Internecie znajdzie wszystkie potrzebne informacje. A jak nie znajdzie, to ciocia sobie podjedzie pod Kancelarię Premiera. Tam stoją ludzie z KOD-u i wszelkich informacji cioci udzielą.

– A ten cały KOD, to aby nie lewacy? – Zaniepokoiła się jedna z przyjaciółek ciotki. – Bo mi taka jedna pani mówiła, że ten ich przywódca, ten z kitką…

– Jadziuuuuuu – Piorunujący wzrok i nuta przygany świadczyły o tym, że ciotka zaczęła wracać do dawnej równowagi.

–  „Lewacy, prawacy, normalni Polacy” – odrzekłem. – Tacy sami ludzie jak ja, ciocia, czy pani, droga Pani Jadziu. Wszyscy, których uwiera to co PiS wyprawia. KOD nie jest partią polityczną, nie jest ani lewicowy, ani prawicowy, nie ma żadnej konkretnej orientacji politycznej. Po prostu walczy o przywrócenie przyzwoitości w tym kraju. O wolność wyboru, sumienia, przekonań. No, i jeszcze o to, abyście drogie panie mogły oglądać Wiadomości w TVP1 bez podwójnej dawki Relanium.

– Niech ci Bóg błogosławi Jacusiu za dobre słowo i pocieszenie. Będziemy się za ciebie modliły – wydeklamowała ciotka Grażynka z emfazą.

Jak ciotka wali w taki patos, to znaczy, że zupełnie wróciła do siebie.

– Mógłbyś jeszcze coś zrobić z tym trutniem – wskazała na Lola.

– Prywatnie ciociu, to mogę spróbować go wyciągnąć na wódkę i jakiś podryw, ale nie mogę mu niczego narzucić, bo to by było wbrew wyznawanej przeze mnie zasadzie wolności wyboru. Prędzej ciocia na niego wpłynie. Niech mu ciocia powie, że jak nie będzie niósł transparentu na manifestacji KOD-u, to mu ciocia kieszonkowe odbierze.

Fot. AD

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij