Trzecia droga PiS

Działania partii rządzącej coraz wyraźniej pokazują, że nie ma ona żadnego pomysłu na Polskę. 

Artur Stachurski

Silna Polska

Trzecia droga PiSW tej całej retoryce o przywracaniu godności i budowaniu silnej Polski, dominuje postprawda na użytek przekazu kierowanego do własnego elektoratu oraz tych wszystkich sfrustrowanych, którzy przyczyn swoich niepowodzeń upatrują w działaniach poprzednich władz. Utracona godność, a przy wstąpieniu do Unii Europejskiej także dziedzictwo przedmurza chrześcijaństwa i przynależna nam niby z tego tytułu ważniejsza pozycja w świecie, to tylko propagandowe hasła skierowane do wewnątrz. To wszystko ukazuje jak na dłoni, że Jarosław Kaczyński nie rozumie współczesnego świata i zachodzących w nim procesów globalizacji, a jego myślenie opiera się na dziewiętnastowiecznych pojęciach i celach polityki państw narodowych. Obecna w świecie, w wolnym świecie, multikulturowość, z jej zróżnicowaniem, różnorodnością form i barw, wielowątkowa, jest dla prezesa i jego akolitów niezrozumiała, a przez to obca, więc należy ją zwalczać. Tyle, że z tym się nie da walczyć, zachowując standardy demokratycznego państwa prawa, ponieważ instytucje demokratyczne, jak Trybunał Konstytucyjny, sądy, rzecznik praw obywatelskich, stojące na straży praw jednostki, będące z zasady w opozycji do władzy ustawodawczej, którą mają kontrolować i poskramiać przed zakusami monopolizowania i zawłaszczania państwa, nie pozwoliłyby na to. Dlatego demontaż demokracji w wykonaniu PiS rozpoczęto od TK, najważniejszego ogniwa tego łańcucha. Obecnie widzimy nagonkę na sądy i poszczególnych sędziów oraz RPO, którzy opowiedzieli się w tym sporze za TK i reprezentującym go prof. Rzeplińskim. Takiej napaści na demokratyczne instytucje i stosowane przy tym socjotechniki Polska doświadczyła po 1944 r., gdy umacniano władzę ludową z nadania Moskwy. Budowa komunizmu wymagała bowiem zniszczenia całej dotychczasowej struktury społecznej, w czym oczywiście wydatnie pomogła II wojna światowa, niemniej należało zdławić wszelkie próby i chęci powrotu do starych porządków. Z psychologicznego punktu widzenia najbardziej ciekawe jest chyba zachowanie tych posłów z PiS, którzy byli w PZPR, często do końca jej istnienia i na wysokich stanowiskach. Obecnie z całą determinacją walczą z postkomuną, która usilnie chce „wrócić” do władzy, wymadlając przy okazji to zwycięstwo na Jasnej Górze, w Licheniu, Toruniu i Bóg wie, gdzie jeszcze. O ile bowiem dawni członkowie partii znajdują się wszędzie, o tyle tylko w PiS doznali oni wewnętrznego katharsis i zewnętrznego oczyszczenia, połączonego ze swoistym imprimatur prezesa do dalszego działania dla „dobra” narodu. 

Polska dla Polaków?

Jednym z głównych haseł propagandowych obecnej władzy, powtarzanych bardzo często, a już obowiązkowo przy każdym akcie terroru, o którym donoszą światowe media, jest uchronienie Polski od zalewu muzułmanów i skuteczna ochrona przed przestępstwami, których rzekomo mieliby się dopuszczać w naszym kraju. Imigranci z Bliskiego Wschodu mieliby przy tym zniszczyć naszą kulturę i religię. Małej wiary człowiekiem musi być zatem Jarosław Kaczyński i jego zausznicy, skoro nie wierzą w siłę wiary Polaków i podejrzewają ich o chęć szybkiego przejścia na islam. Może atrakcyjność modelu wielożeństwa, połączona z ofertą 500+, a niedługo i mieszkanie+, które pozwoliłyby takiemu nomadzie spod Białegostoku żyć wygodnie na koszt państwa, stanowiłaby magnes tych zmian. Tym smutniejsze więc, że hasła takie głoszą niektórzy księża katoliccy, czyli orędownicy dobrej nowiny i miłości bliźniego. Polska ma być katolicka i jednorodna i chyba tylko taki cel stawia sobie obecna władza. Rozmija się to jednak z pozostałymi postulatami. Rząd chce silnej gospodarki i obiecuje kraj mlekiem i miodem płynący, a to już jest sprzeczne z pierwszym celem. Jeśli bowiem Polska swoim PKB, standardem życia, opieki medycznej i społecznej prześcignie kraje starej Unii, niewątpliwie to my staniemy się mekką dla uchodźców, a nie Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. I wtedy żadne granice nie pomogą, szczególnie w stosunku do tych, którzy będą posiadać obywatelswto UE. Można nawet sobie wyobrazić, że osoby takie będą zabiegać o obywatelstwo unijne w innych krajach tylko po to, żeby bezproblemowo wjechać do Polski. Nasz kraj, stojący tyłem do Unii, nie będzie nawet pytany o zdanie, zgodnie z przyświecającą nam obecnie maksymą: wolnoć Tomku w swoim domku.

Ekonomicza ofensywa, czyli wiem, że nic nie wiem

Już teraz widać, że PiS nie ma żadnego pomysłu na gospodarkę. Plan Morawieckiego to gospodarcza hucpa, wróżenie z fusów i żonglowanie wskaźnikami makroekonomicznymi dla doraźnych celów politycznych. Inwestorom radziłbym zadzwonić raczej do wróża Macieja niż opierać się na zapewnieniach ministra gospodarki. Program 500+, który miał być kołem zamachowym gospodarki, nie spełnił swoich oczekiwań. Jak widać, obywatele zamiast konsumować, wolą odkładać na czarną godzinę, skoro prawo przestało cokolwiek znaczyć. Ci, co muszą, wolą dać zarobić Niemcowi za golfa III po emerycie, który woził wnuków do szkoły i płakał, jak sprzedawał, niż zainwestować w hussaryę, w której lansuje się wicepremier. Zresztą, w przeciwieństwie do husarii Sobieskiego, która zatrzymała Turków pod Wiedniem, współczesna hussarya nie dojechała nawet do Warszawy, wycofując swoje plany debiutu giełdowego, studząc zarazem zapał potencjalnych inwestorów. Tak szumnie zapowiadana i pochwalana w tym wypadku innowacyjność polskiej myśli technicznej ograniczyła się w tym projekcie do zmyślnego połączenia podzespołów uznanych światowych koncernów motoryzacyjnych. Za chwilę okaże się, że jedyny polski wkład to znaczek na masce i brelok do kluczyka, które robi pan Mietek spod Grójca, w przerwach między biciem świętych medalików, na które popyt pewnie będzie wzrastał. Ostatnio premier Morawiecki chwalił się także nową inwestycją Mercedesa. Zapomniał tylko dodać, że fabryka powstanie w specjalnej strefie ekonomicznej, a więc inwestor zwolniony będzie z podatków na wiele lat, a dodatkowo rząd dofinansuje inwestycję kwotą 19 mln zł. Jednym słowem, powstaje kolejna montownia, gdzie Polacy będą tylko tanią siłą roboczą. Gdzie więc szumnie zapowiadana innowacyjność i odejście od złego modelu gospodarczego?

Minister finansów i rozwoju planuje przeznaczyć 1 mld zł na innowacyjną gospodarkę, z czego budżet ma pokryć 1/5 tej kwoty, a resztę wyłożą inwestorzy krajowi. To kolejna mrzonka, której nie da się zrealizować w państwie bezprawia, którym powoli się stajemy. Przedsiębiorcy nie są pewni tej władzy, która nie przestrzega konstytucji, a urzędowanie rozpoczyna od podwyżek podatków na pokrycie kosztów rozdmuchanych programów socjalnych. Niewydolny polski przedsiębiorca, przygnieciony m.in. kosztami ZUS, któremu odmawia się odliczania nawet pełnego VAT od paliwa czy środków transportu, traktując go jak wyłudzacza budżetowych pieniędzy kosztem reszty społeczeństwa, obecnie raczej drży o swój przyszły los, niż ma zamiar inwestować w PiS-owską „innowacyjność”. Według zapewnień rządu budżet ma się świetnie i stać nas na program 500+, który w 2017 roku będzie kosztował podatników ok. 22 mld zł. Czy nie lepiej byłoby więc zrobić program 450+ i zaoszczędzone 10 procent przeznaczyć na innowacyjność? Beneficjenci tej różnicy by nie odczuli, a innowacyjność miałaby dwa razy większe wsparcie finansowe, kwotą ok. 2,2–2,5 mld zł, bez liczenia na osoby trzecie. A tak mamy durny program socjalny, który skończy się katastrofą, nie tyle może ekonomiczną, co społeczną. Wyprodukujemy pokolenie ludzi uzależnionych mentalnie od socjalu. Może o to właśnie chodzi, bo to przecież najlepszy elektorat, który nie da sobie odebrać osiągnięć współczesnego socjalizmu w wydaniu PiS.    

Jarosław uchyla wieko. Tajemnicy!

Warto przypomnieć wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego dla agencji Reutersa, w której wskazał, że gotów jest poświęcić wzrost gospodarczy Polski, jeśli tego wymagałoby zrealizowanie jego wizji Polski. Niby jedno zdanie, ale jakże istotne. Prezes już nieraz potrafił w jednym zdaniu streścić swoje credo polityczne, w zalewie mnóstwa innych kłamstw i komunałów. Tego stwierdzenia należy się jednak bać. Politycy i dziennikarze powinni uczepić się tej wypowiedzi jak rzep psiego ogona i próbować zmusić prezesa do jej rozwinięcia. Gazety i portale powinny pisać o tym codziennie, dopóki nie uzyskają odpowiedzi. Ostatecznie chodzi przecież o nasz dobrobyt, jedno ze sztandarowych haseł wyborczych PiS. Ponoć poprzednicy zmarnowali osiem lat, a teraz mamy raptownie przyspieszyć. Na razie zaczynamy w rankingach pikować w dół, zarówno w zakresie obniżania się standardów demokracji, jak i gospodarczych. Mamy obecnie jeden z najszybszych spadków wzrostu PKB wśród krajów UE.    

Na razie ofensywa gospodarcza rozpoczęła się od drenowania portfeli obywateli i małych oraz średnich przedsiębiorców, którzy decydują o sile gospodarki. W połączeniu z zapowiadanym „uszczelnieniem” systemu podatkowego, drakońskimi karami za wyłudzenia VAT i drobne nawet błędy w wystawianych dokumentach (które uderzą zapewne nie w przestępców, tylko skończą się dokręceniem śruby tym najmniejszym, bo tak łatwiej) możemy się spodziewać raczej zamykania biznesów lub przenoszenia ich do „rajów” podatkowych jak Czechy, Słowacja czy Cypr. Drugim aspektem tej ofensywy jest renacjonalizacja majątku, jak choćby zakupienie ostatnio akcji banku Pekao S.A. od włoskiego UniCredito. Dziwnym trafem akcjonariusze spółki podjęli decyzję o wypłacie całego zysku za 2015 r. w formie dywidendy. Czyżby przypadek?

Trzecia droga PiS

Z działań PiS oraz wypowiedzi jego szefa i ministra finansów i rozwoju Mateusza Morawieckiego wynika, że czeka nas raczej tzw. „trzecia droga”. Od kilkudziesięciu lat stosują ją Chiny i jeszcze kilka innych państw. Jest to mniej więcej pomieszanie systemu kapitalistycznego w gospodarce z socjalizmem w zakresie praw człowieka, z silnym ograniczeniem prawa do zrzeszania się, zgromadzeń, kontroli konstytucyjnej rządzących, nadzorowaniem wymiaru sprawiedliwości oraz ograniczeniem dostępu do sprawowania władzy. We wszystkich tych dziedzinach obecna władza już coś zmajstrowała lub do tego się przymierza w najbliższym czasie. Niedługo zmieniane będą ustawy dotyczące funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości oraz prawa wyborczego. Tym bardziej zastanawiające jest, co kryje się pod pojęciem zmian w państwie, o których w kampanii wyborczej milczano, a co teraz realizowane jest w trakcie nocnych głosowań. I co jest tak ważne, że Kaczyński jest gotów poświęcić wzrost gospodarczy, a tym samym dobrobyt Polaków, dla  realizacji tego celu? Jego dotychczasowe działania wskazują, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Może jednak tak? Jest szansa, że uda się zbudować na obecnym oporze i puczu społeczeństwo obywatelskie, a piewcy dobrej zmiany, jak już stracą swoje oszczędności i będą płacić więcej za wszystko, zrozumieją, że Komitet Obrony Demokracji miał rację. Ostatecznie jego członkowie to też suweren, ale z diametralnie innym podejściem do spraw państwowych i wspólnoty.    

Artur Stachurski

koordynator KOD Bemowo i Wola

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij