Trzeba skończyć tę gehennę

Nawet bogatych państw nie stać na zrealizowanie wszystkich potrzeb społeczeństwa w zakresie opieki zdrowotnej, ale żeby zamieniać złe na gorsze, trzeba „zdolności” rządu PiS.

Proszę zgadnąć, kto to powiedział:
„Pomysł tworzenia sieci obejmującej wszystkie rodzaje szpitali jest po prostu nie do zrealizowania” (…) „niebezpieczna utopia”, „mam nadzieję, że nigdy nie wejdzie w życie, w przeciwnym wypadku grozi nam centralizm i etatyzm na skalę niespotykaną w żadnym nowoczesnym kraju”.

To są słowa Konstantego Radziwiłła, obecnego ministra zdrowia, który krytykował 10 lat temu pomysł ówczesnego ministra w rządzie PiS, Zbigniewa Religi, utworzenia sieci szpitali.

Dzisiaj, kiedy projekt takiej ustawy (znacznie gorszy) przyjęty został właśnie przez rząd, minister Radziwiłł mówi: „to ważny dzień w drodze reformowania systemu służby zdrowia; systemu, który dzisiaj nie zadowala w zasadzie nikogo (…) ludzie chorzy często przeżywają w systemie gehennę i trzeba już z tym skończyć, a żeby skończyć, trzeba dokonać zmiany i ta zmiana musi być istotna, dlatego że to, co teraz dzieje się z pacjentami, jest nie do zaakceptowania”.

Cóż, wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, tym bardziej że miejsce obok ministra zajmowała premier Beata Szydło, która jak zwykle z troską pochylała się nad suwerenem:
„To nie jest łatwa reforma, ale jesteśmy do niej dobrze przygotowani – mówiła. To jest reforma, która zapewne będzie wywoływała i wywołuje już dyskusje, ale jesteśmy do niej dobrze przygotowani. Wprowadzamy te zmiany, przede wszystkim myśląc właśnie o pacjencie. O tym, żeby była większa dostępność, żeby skrócić kolejki, żeby szpitale publiczne, samorządowe, powiatowe, które dzisiaj mają bardzo często kłopoty z finansowaniem usług, wreszcie mogły bezpiecznie myśleć o leczeniu pacjentów, a nie martwić się o to, że braknie im środków na zabezpieczenie dla pacjentów”.

No to przypatrzmy się, na czym ma polegać ta reforma. Projekt dotyczący utworzenia systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej, jak to się fachowo nazywa, zakłada, że w sieci znajdą się szpitale, które od co najmniej dwóch lat mają umowę z NFZ i w których funkcjonuje izba przyjęć albo szpitalny oddział ratunkowy (drugiego warunku nie będą musiały spełniać szpitale ogólnopolskie, onkologiczne i pulmonologiczne). I te dostaną pieniądze z NFZ. Dziś na lecznictwo szpitalne ta centralna instytucja (nie wiadomo czy będzie się nazywała Narodowy Fundusz Zdrowia) przeznacza około 30 mld zł. Po wejściu w życie nowej ustawy, 90 procent tej sumy pójdzie na ryczałty dla szpitali włączonych do sieci. Przyznawane będą raz na cztery lata, niezależnie od liczby pacjentów. Jeżeli szpital będzie chciał wydać więcej pieniędzy na aparaturę, procedury, pensje czy co tam jeszcze, ograniczy liczbę przyjęć pacjentów. Kolejki do szpitali i tak już długie, jeszcze się wydłużą.

To jednak nie koniec szczęścia, które przyniesie nam dobra zmiana. Ryczałt na wszystkie oddziały dostaną tylko: instytuty, szpitale kliniczne i wielospecjalistyczne.  Szpital miejski czy powiatowy otrzyma pieniądze na oddział internistyczny, chirurgiczny i jeszcze jakiś. Pieniądze na okulistykę, ortopedię czy kardiologię będzie musiał zdobyć w konkursie, w którym do podziału będzie tylko 3 mld zł. W efekcie tych „usprawnień” dyrektorzy będą zapewne zamykali niedochodowe oddziały, a kolejki do dużych szpitali zwiększą się wielokrotnie.

Jest jeszcze trzeci problem. Sieć jest tak skonstruowana, by nie weszły do niej małe szpitale prywatne, których w kraju jest kilkaset. Utrata przez nie kontraktów z NFZ spowoduje, że na przykład usuwanie zaćmy, żylaków, wszczepianie endoprotez, inne operacje ortopedyczne trzeba będzie czekać w szpitalach sieciowych aż do ślepoty, kalectwa lub śmierci. Do sieci nie wejdzie jedyny w kraju szpital geriatryczny (pewnie, do czego jest potrzebny w starzejącym się społeczeństwie) ani dziesiątki prywatnych pracowni kardiologicznych. Efekty, jak wyżej.

Teoretycznie prywatne szpitale będą mogły startować w konkursie, ale kryteria oceny ofert wymyślono tak, by dostały mało punktów. Bez pieniędzy z NFZ będą leczyć tylko komercyjnie i zaczną plajtować, bo mało kogo będzie stać na zapłacenie kilkunastu tysięcy za zabieg.

Pani premier ani pan minister nie martwią się takimi rzeczami, oni korzystają z lecznicy rządowej.

Systemy opieki zdrowotnej nigdzie na świecie nie są doskonałe i nie ma takiego państwa, które byłoby stać na zrealizowanie wszystkich potrzeb społeczeństwa w tym zakresie, ale żeby zamieniać złe na gorsze, trzeba „zdolności” rządu PiS.

AL

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij