Szrama na mapie miasta

Warszawa tonie w deszczu, a historia we łzach. Czy nadejdzie czas zapomnienia o podziałach?

Ewa Karwan-Jastrzębska

Wracam ze smutkiem do tego, czego byliśmy świadkami na Krakowskim Przedmieściu, do mojej podzielonej Warszawy. Trudno, aby było inaczej, jeśli miasto musi dźwigać tyle gniewnych krzyków i być świadkiem ponurego marszu w imię nauczania nienawiści. Bo dziesiątego kwietnia, jak nigdy dotąd, miasto zostało podzielone na sektory. W jednej części byli „ci lepsi”, w drugiej „ci zdrajcy”. Ta rana jest trudna do zabliźnienia, bo jednych wbiła w pychę, a drugim uświadomiła, że władza nie cofnie się przed niczym. Zrobi sobie miejsce, kreśląc na nowo granice miasta. Ponura operacja dokonana na Warszawie, ta bolesna krwawiąca szrama przypomina czas zamknięcia ludzi więzionych w pułapce wyłączenia, w getcie, w okresie okupacji. Wtedy też kordony policji oddzielały od siebie obywateli na ulicach, a mury skutecznie cięły świat na przestrzeń lepszych i gorszych.

Trudno uwierzyć, że to się dzieje tu i teraz w kontekście doświadczeń naszego miasta. 7 rocznica katastrofy lotniczej to data, którą pamiętać się będzie właśnie dlatego. Data przesuwania granic. Nie tylko fizycznych, ale też w głowach obywateli. Ci „lepsi” dali przyzwolenie na podział i mieli swoje prawdziwe święto.

Jak łatwo zmieszać w jednym tyglu smutek odejścia z ideologią zemsty. Jak łatwo odebrać ludziom prawo do indywidualnej żałoby czy wykreślić z listy żałobników niewygodnych. Jak trudno to naprawić i odwrócić. To już nie żałoba to szaleństwo nienawiści, odziane w kostium gorączkowych uroczystości i wznoszonych okrzyków pełnych obelg.

W historii czasem nadchodzi taki moment, kiedy ludzie odważają się być źli, legitymizują najgorsze czyny władzy, cynicznie przyklaskują dyktatorom. W imię ideologii, zafałszowanej i źle pojmowanej są w stanie wmówić sobie, że tak jest lepiej i opowiedzenie się po stronie „jedynego dobra” przyniesie nie tylko profity, ale i chwałę. Ten moment, narodziny takiej świadomości wyznaczają drogę ku zatraceniu i dewaluują wartości. Ludzie udają, że wierzą, aby wreszcie uwierzyć. Kiedyś nazywano to przekupstwem i zdradą dziś, w pewnych środowiskach praktycyzmem i mądrością życiową.

Warszawa wiele przeżyła i wiele udźwignęła. Dźwignie też ten czas, a potem o nim zapomni.

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij