Szefa przemyślenia i niepewności

Kiedy zacznę mówić „na pewno”, trzepnijcie mnie w łeb. Bo to oznaczać będzie, że już nie myślę. Już tylko wiem.

Coraz mniej zaglądam do grup facebookowych naszego KOD. Tolerancja dla wiedzących „wszystko i jedynie”wyczerpuje mi się. Buta i zamierzona lub nie kpina z mających inne zdanie lub choćby wątpiących – poraża. Nie trzeba przebiegłości ScherlockaHolmesa, by dostrzec, że przytłaczająca większość naszej do niedawna jednorodnej społeczności zamilkła. Z zażenowania, zniechęcenia, gasnącej nadziei, że ten chocholi taniec pogardy dla innej opinii się skończy. Przestrzeń do tej pory wypełnioną przez ludzi otwartych na dyskusję opanowała hejtująca się nawzajem gromadka. Odcięło to tlen swobodnej wymianie myśli. Skutecznie póki co.

Czy to oznacza, że opadły mi skrzydła? Że się poddaję? Nie, do tego mnie żaden hejt, żadna spirala domysłów, plotek ani pomówień nie skłoni. Jestem w KOD z pełną świadomością celu. Bo nie umiem spokojnie patrzeć na kolejne pożary, które wypalają to, co w moim domu, w mojej ojczyźnie cenię i kocham.

Szefa przemyślenia i niepewności
Fot. Krzysztof Malinowski

Obawiam się, że wielu fantastycznych ludzi, pięknych w swej niezgodzie na dziejące się zło, opuści nasze szeregi. Wielu z nich znam i zasmuca mnie, gdy słyszę „już nie daję rady, poddaję się”. Nie walka z narzucaną nam rzeczywistością przez niemiłosiernie nam panujących ich zniechęciła. To owe„moja prawda jest najmojsza”, brak szacunku dla trochę choćby odmiennej opinii, autorytaryzm, monowładza, a czasem zwyczajne chamstwo – to odbiera im siłę i wiarę, że z KOD i w KOD da się coś jeszcze wspólnie zrobić.

Wszędzie znajdą się tacy, którym miłość własna przesłania wszystko, każdy cel, każdą wartość, szacunek dla innych. Naiwnością było wierzyć, że KOD będzie wolny od takich zachowań. Boli, bo przecież przeciw temu stanęliśmy na ulicach. Ale poradzimy sobie z tym, jeśli tylko przypomnimy sobie, co nas zjednoczyło.

KOD to nie małe grupy mniej lub bardziej hałaśliwie wymachujących swoim „wszystkowiedzeniem”. To my wszyscy, z wadami i zaletami. Jeśli tylko przestaniemy karmić trolli, nie będziemy reagowali na ich zaczepki, robiąc swoje – dotrzemy do celu. Nie wolno pozwolić na zawłaszczenie wspólnej idei przez krzykaczy. Wygrywa ten, który najdłużej zachowa spokój.

Dopóki szukam, wątpię, słucham, dotąd jest nadzieja, że rzadziej będę błądził. Bo przecież mylił się będę. I zdarza mi się mylić. Na szczęście. Bo nieomylność to jeden z pierwszych szczebli do odrealnienia.

Bierzmy się do roboty. Mimo wszytko. Bo KOD się nie kończy. On ewoluuje. Popełnia błędy, jak my wszyscy. Mając świadomość błędów, możemy im zaradzić. Popadając w miłość własną, pozostaniemy bezsilni i samotni.

Mirek Michalski, lider grupy KOD Łódź

(tytuł pochodzi od redakcji)

Zdjęcie grupy łódzkiej zrobione zostało po całym dniu wspólnej pracy. Bardzo zmęczeni, ale szczęśliwi.

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij