Szarża mokotowian

Kolejna relacja z okopów koło licznika.

Do naszej wachty podeszliśmy metodycznie. Wiedząc, że samym tylko staniem  niewiele wskóramy, zaplanowaliśmy, że od początku wywierać będziemy bezwzględny nacisk psychiczny na urzędującą po drugiej stronie ulicy premier. Niewielu premierów jest w stanie wytrzymać taki atak chuchania w dłonie, tupania w miejscu i zbiorowego picia herbaty – wiedzieliśmy to dobrze. Aby wzmocnić efekt, zaprosiliśmy kilku palaczy, którzy co jakiś czas demonstracyjnie zapalali papierosa. Robili to niby od niechcenia, ale każdy doskonale wiedział, o co chodzi.

Szarża mokotowian
Renata Zawadzka-Ben Dor

Podobnie było ze styropianowymi jajkami, które tkwiły na patyczkach nieme, nieruchome, jak wyrzut sumienia. Ktoś powiedział „przez ten PiS chyba się tu przeziębię”, ktoś inny wyznał „przyjechałem tu bez obiadu” . Słowa te wybrzmiewały echem po całej ulicy, uderzając w gmach KPRM z siłą równą tsunami. Kiedy po południu w jednym z okien kancelarii poruszyła się firanka, wiedzieliśmy, że mamy ich w garści. Być może na podpis trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, ale tylko tyle, ile zajmie pani Beacie opanowanie drżenia dłoni po tym, co dziś przez nas przeżyła.

P. Czyk

Szarża mokotowian
Renata Zawadzka-Ben Dor

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij