Święto majowe 2025

Przyśniło mi się święto majowe w roku 2025. Oglądane przymusowo na telewizorze w ośrodku reedukacyjnym dla niepoprawnych lemingów.

Jacek Mrozowski

Strażnik wprowadził nas do świetlicy, posadził na ławkach i nastawił telewizor na TVP1, po czym zamknął wyłącznik na kłódkę.

Już od 8.00 rano kamery pokazywały radośnie przystrojoną stolicę. Ulica Marszałkowska cała we biało-czerwonych flagach. Żadnego błękitu. Wszystko co niebieskie (z wyjątkiem nieba) zostało przysłonięte. Komentator nie szczędził słów zachwytu.

‒ Spójrzcie państwo na tę radość malującą się na twarzach warszawiaków w dniu wesołego majowego święta. Chodniki są szczelnie wypełnione wiwatującym tłumem, bo oto pod trybunę honorową podjeżdża kawalkada samochodów z przedstawicielami najwyższych władz partyjnych i państwowych.

Kamera pokazuje oficjeli dumnie wkraczających na odnowioną trybunę na placu Defilad.

‒ Na trybunę wchodzą kolejno: premier Joachim Brudziński, prezydent Antonii Macierewicz, marszałek sejmu Krystyna Pawłowicz, minister obrony narodowej, marszałek Polski Patryk Jaki, delegacje partyjne i państwowe zaprzyjaźnionych mocarstw. Węgier, Turkmenistanu i Białorusi. Wszyscy machają przyjaźnie do tłumów wiązankami biało-czerwonych goździków.

Ileż piękna, ileż radości jest w tych prostych gestach naszych drogich przywódców… Jednak wszyscy czekają. Czekają w napięciu na najważniejszego gościa.

Jedzie? Jedzie! Słychać już wiwatujące tłumy stojące wzdłuż Alej Jerozolimskich. Zbliża się kolumna samochodów wioząca naczelnika państwa.

Na czele szpaler dwunastu policyjnych motocykli. Po obu stronach kolumny samochodów Naczelnika biegną rośli ochroniarze w czarnych garniturach.

Najpierw samochody ochrony. Potem wóz transmisyjny Telewizji Trwam, aż w końcu… Widzę! Widzę! Już zbliża się czarna skoda ze złoconymi klamkami. To limuzyna naczelnika.

Zbliża się do trybuny. Staje. Podbiega do niej zastępca pierwszego sekretarza PiS, towarzysz Marek Kuchciński i otwiera drzwi limuzyny.

Jak zawsze naczelnik państwa zajął miejsce obok kierowcy. Jakże wzruszający jest ten symboliczny gest równości. Gest zbratania się z prostym ludem. Towarzysz pierwszy sekretarz Prawa i Sprawiedliwości, naczelnik państwa nie wywyższa się. Nie okazuje wyższości skromnemu kierowcy. Siedzą obok siebie jak bracia. Ramię przy ramieniu!

Nie mogę mówić! Łzy wzruszenia zalewają mi oczy.

Towarzysz pierwszy sekretarz Prawa i Sprawiedliwości wchodzi na trybunę. Nie widzimy go przez chwilę. Poręcz go zasłoniła, ale już biegnie oficer BOR z tradycyjną drabinką.

Ileż majestatu i wielkości ma w sobie ten człowiek.

Święto majowe 2025
Fot. Piotr Gołąbek

Jest! Pojawił się na trybunie. Najpierw czapka. O tak. Pamiętamy słynną czapkę przesiąkniętą wiedzą i mądrością promieniującą z głowy ojca narodu. I wreszcie oczy. Te dobre oczy troskliwego gospodarza. Oczy dostrzegające każdą niegodziwość popełnianą przez morderców i imperialistycznych sługusów rządzących niegdyś tym umęczonym krajem.

Tłumy wiwatują! Wszędzie powiewają chorągiewki. Dzieci trzymają kolorowe baloniki. Wszędzie słychać skandowanie

Jarosław, Polskę zbaw, Jarosław, Polskę zbaw!

Niektóre kobiety w pierwszym rządzie przy barierkach od strony Domów Towarowych im. Przemysława Gosiewskiego (dawniej Centrum) klękają i kreślą w powietrzu znak krzyża. Ach, jakież to piękne i wzruszające powitanie naszego drogiego przywódcy.

Ale rusza już pochód. Kolorowe szeregi nadciągają od strony dawnej ulicy Świętokrzyskiej noszącej teraz nazwę ulicy Najświętszokrzyskiej.

Na czele idzie nasze wojsko.

Pochód naszych dzielnych żołnierzy otwiera kapelan polowy Wojska Polskiego generał dywizji ksiądz Jacek Międlar jadący na białym ogierze.

Za nim w równych szeregach jadą nasi dzielni ułani. Lance błyszczą w majowym słońcu, biało-czerwone proporce furkoczą. Ileż w tym siły, ileż mocy drzemiącej w mięśniach tych dzielnych zwierząt. Polskich koni. Potomków tarpanów spod Somosierry i Kircholmu wyhodowanych w naszych stadninach w Janowie Podlaskim i Michałowie.

A za ułanami jadą wozy drabiniaste Obrony Zachodniej Granicy. Na nich nasi dzielni pogranicznicy z narażeniem życia strzegący na co dzień naszej granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Codziennie ci dzielni chłopcy pełnią straż przy piastowskich słupach, które Mieszko Pierwszy wbił w brzeg Odry, aby strzegły naszego umiłowanego kraju przed germańską nawałą i zbrodniczą neoliberalną ideologią sączoną zdradziecko zza zachodniej granicy.

Ksiądz generał Jacek Międlar pozdrowił towarzysza pierwszego sekretarza Jarosława Kaczyńskiego znakiem krzyża wykonanym błyszczącą szablą. Towarzysz pierwszy sekretarz odpowiedział przyjaznym skinieniem głowy.

A oto kroczy nasze duchowieństwo pod przewodnictwem prymasa Polski ojca dyrektora Tadeusza Rydzyka. Oto ojcowie naszego Narodowego Kościoła Wszechpolskiego. Jedynej prawdziwej wiary, która twardo i bezwzględnie przeciwstawiła się obrzydliwym, liberalnym  praktykom skorumpowanego Watykanu pod wodzą Franciszka Pierwszego, znanego wroga patriotycznego duchowieństwa.

Pochód duchowieństwa posuwa się wolno, gdyż lektyki z hierarchami niosą na barkach wierni.

Jednak już widać kolejnych uczestników pochodu. To idą warszawskie zakłady pracy. Pochód otwiera Warszawska Odlewnia Dzwonów i Pomników imienia Lecha Kaczyńskiego. Ten przodujący zakład pracy powstał w wyniku zreformowania dawnej Huty Warszawa. W ubiegłym roku przekroczyli plan, odlewając o 30% pomników więcej, niż zakładano. Brawo nasi dzielni odlewnicy! Stanowicie awangardę polskiego przemysłu! To wy wyznaczacie drogę, którą będzie kroczyła nasza narodowa klasa robotnicza.

Za Warszawską Odlewnią Dzwonów i Pomników imienia Lecha Kaczyńskiego maszerują nasi artyści z Telewizji Narodowej. Na czele prezes Narodowego Komitetu Mediów i minister propagandy towarzysz Jacek Kurski. Uśmiecha się radośnie do witających go z trybuny honorowej gości dzisiejszej uroczystości i puszcza filuternie perskie oko do mieszkańców Warszawy. Ach ten Jacek. Wieczny żartowniś. Pracownicy telewizji niosą portrety koryfeuszy polskiej sztuki. Te twarze znamy ze szklanego ekranu: Jerzy Zelnik, Katarzyna Łaniewska, Jan Pietrzak, to tylko nieliczni laureaci narodowej Nagrody Kulturalnej im. Marii Kaczyńskiej, przyznawanej najwybitniejszym twórcom. Ale cóż to? Ha ha ha! Jaki przedni żart. Niosą karykatury skompromitowanych artystów, sługusów zbrodniczego reżimu poprzedniej ekipy. O tak, panowie Wajdo i Olbrychski, naród polski już nie chce oglądać waszych przesiąkniętych kłamstwem i nienawiścią dzieł i kreacji…

‒ Te, leming! ‒ Klawisz szturchnął mnie pałką. ‒ Patrz uważnie, psi synu, bo będziesz musiał potem z tego napisać wypracowanie.

‒ Tak jest, proszę szanownego pana strażnika. Napisać wypracowanie.

……………..

Obudziłem się zlany zimnym potem.

Jacek Mrozowski

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij