Do sióstr i braci koderów

To nie PiS prowadzi Polskę do faszystowskiej katastrofy. To nie PiS to wymyślił. PiS tylko odkręcił zawór z tym, co się w tych skołtunionych, zabobonnych łbach roiło od zawsze. Wielka Polska, niezłomna, od morza do morza, skrwawiona pod Racławicami i zwycięska spod Wiednia.

I jeżeli nie będzie kubła zimnej wody na tępe, nacjonalistyczne łby, a mówiąc wprost solidnego trzepania tyłków  poprzez pustki w garnkach, kieliszkach i portfelach, to PiS, albo pisiopodobne partie będą dalej wiodły ciemnotę w miraż wielkości. I żadne sejmowe protesty opozycji nic nie zmienią. Zmienić może głód, chłód i nędza.

Do sióstr i braci koderówW połowie lat osiemdziesiątych nie potrzebowaliśmy żadnej organizacji do wyrażenia naszego sprzeciwu wobec PRLowskiej władzy. Była „Solidarność” z jej różnymi odnogami. Podzielona, walcząca przede wszystkim sama ze sobą. Był NZS, który po pacyfikacji jego struktur w stanie wojennym był tak marginalny, że prawie się nie liczył. Były jakieś organizacje, a właściwie „kluby dyskusyjne” warszawskich intelektualistów, w których przelewano setki herbat i miliony słów.

Po prostu nie było gdzie należeć i nie było sztandaru nad głową.  A jednak… jak była potrzeba, to wychodziło się na ulice.

Rzecz jasna nie było też internetu przez który można zwołać wydarzenie. Jak coś się działo „na mieście” to ktoś dzwonił z budki (komórek tez nie było), a potem dzwoniło się do następnych dziesięciu osób, wsiadało w tramwaj i jechało „rozwalać komunę”.

Czy nam przeszkadzało, że nie mieliśmy struktur, statutu, lidera, skarbnika, zwrotu kosztów, i profesjonalnego nagłośnienia? Nie przeszkadzało. Czy nam przeszkadzało, że nie mieliśmy znaczków, flag, transparentów wykonanych przez profesjonalnych grafików? Nie przeszkadzało.

Kolega dostał wciry od matki większe niż od „zomoli” za poświęcenie pierzyny i prześcieradła na polskie flagi.
Ja znalazłem beczkę wapna. Kumpel miał wiadro i pędzel. Woda z kałuży i już mieliśmy farbę do malowania „wywrotowych” haseł na murach. Tak. Na murach, bo dykty na transparenty też nie mieliśmy. I tacy zupełnie niezorganizowani przyłożyliśmy łapę do wywalenia PRLu w niebyt.

Uwierzcie mi. Nie potrzeba żadnych formalnych organizacji skoro cel jest jeden i w dodatku jasny. Żadnych zarządów, komisji rewizyjnych, biur terenowych i centralnych, walnych zgromadzeń i tym podobnych.
Skoro teraz najważniejsze jest jaki będzie nowy zarząd, nowy lider, nowa struktura … to chyba nie nadszedł jeszcze czas wystarczającej determinacji, aby odsunąć „pisiorów” od władzy. Czego jeszcze potrzebujecie, aby być wystarczająco zdeterminowanymi?

Jacek Mrozowski, sympatyk demokracji

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij