Sieroty IV RP

Trybunał Konstytucyjny, banki i araby, ale także kobiety i dzieci – zakładnikami dobrej zmiany.

Magdalena Rybka

Nie tylko Trybunał Konstytucyjny, banki i konie arabskie stały się zakładnikami dobrej zmiany. Są też nimi niestety kobiety, a przede wszystkim nasze dzieci i wnuki.

Po pierwsze, dzieci dokładnie wyceniono. Cena niewygórowana, bo 500 złotych; dużo, jeśli ma wspomóc budżet domowy, mało, jeśli ma być zachętą do rodzenia dzieci w kraju tak niestabilnym jak dzisiejsza Polska. Nie mam dokładnych danych, ale czytałam wielokrotnie, że wzrostowi skłonności do posiadania dzieci sprzyja ustabilizowany rynek pracy, pewność, że po urlopie macierzyńskim kobieta zachowa miejsce pracy lub będzie mogła wybrać jakąś elastyczną formę zatrudnienia (jak w Szwecji), no i oczywiście świadomość wszechstronnego wsparcia ze strony partnera i państwa.

Sieroty po IV RP
Fot. Małgorzata Marczuk

Czy w Polsce te warunki są spełnione? Boję się, że poza 500 zł państwo niewiele kobietom ma obecnie do zaoferowania. Po pierwsze, brak pewności zatrudnienia: zatrudnienie na umowach czasowych, czystki w urzędach, spółkach państwowych, armii, policji, a za chwilę w wielu innych instytucjach pogłębiają niepewność. Szefowie firm siedzą jak na rozżarzonych węglach, bo rokowania gospodarcze nie są najlepsze. Kapitał odpływa, rating Polski spada …. Możemy stracić rynki zbytu nie tylko w Rosji, ale też w Europie, jeśli rząd będzie kontynuować obecną politykę.  Jednym słowem, o stabilizacji i bezpieczeństwie pracy możemy zapomnieć.

Po drugie, w przedszkolach brakuje miejsc dla trzylatków, co też nie sprzyja decyzji o powrocie do pracy. Nie widziałam jeszcze, żeby rząd prowadził tak totalną wojnę z samorządami kosztem dzieci i ich matek. To przykład wielkiego cynizmu władz. Szkolne ławy przygotowane dla sześciolatków będą świecić pustkami a trzylatki zostaną w domach z często sfrustrowanymi matkami. Gdzie tu jakiś rachunek ekonomiczny i dbałość o dobro społeczne? Chodzi tylko i wyłącznie o postawienie samorządów pod ścianą. Może też trochę oszczędności budżetowe grają tu pewną rolę, bo dofinansowanie państwa dla szkół jest wyższe niż dla przedszkoli. W ten sposób państwo przerzuca koszty na niepokorne samorządy. Czy na pewno chodzi tu o dobro dzieci i ich przyszłość w świecie, w którym wiedza, umiejętność pracy w grupie i samodzielność są coraz ważniejsze? Na pewno nie jest to też polityka wspierająca niezależność kobiet i sprzyjająca realizacji ich aspiracji. Trudno się zresztą dziwić, bo przecież nowe władze stawiają na tak zwane tradycyjne wartości, a zgodnie z nimi miejsce kobiety jest w domu, przy dzieciach i mężu.

Wszyscy wiemy, że dzieci to przyszłość narodu. Żeby jednak mieć tę nadzieję na lepszą przyszłość, trzeba także hołubić autorytety, a nie je brutalnie niszczyć. Lech Wałęsa bez względu na swoje liczne, powszechnie znane wady, jest dla wielu młodych ludzi legendą. Niszcząc ją, przekreślamy to, w co wierzyli i co jeszcze niedawno było dla nich ważne, zostawiamy ich z pustymi rękami. Boję się, że młodzież, która bezkrytycznie chłonie „heroiczną” propagandę PiS, będzie największą ofiarą „dobrej zmiany”, tworząc kolejne „stracone” pokolenie. Nie dopuśćmy do tego i stawiajmy opór fali politycznego wyrachowania i manipulacji.

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij