Raport operacyjny nr 3

Ostatnio zwracano mi uwagę, że powinienem do ministra zwracać się z szacunkiem. W sumie trudno się z tym nie zgodzić. Do ministra, tak.

Tak więc, Drogi Zbyszku,

No to są już jakieś jaja! Kiedy kazali mi maszerować – maszerowałem, bo mi za to płacili. Kiedy kazali mi stać i pikietować – stałem, bo mi za to płacili (mimo, że za stanie stawka była o połowę niższa). Ale zrobić ze mnie straganiarkę?! Mnie?! W końcu do KOD-u werbował mnie sam pułkownik Zajcew z FSB! Znałem go jeszcze z KGB, dzięki koneksjom uzyskanym przez moją babcię, w której podkochiwał się Dzierżyński.

O jaki stragan chodzi? Otóż kilka dni temu, w trybie alarmowym, zwołał nas koordynator (pseudonim operacyjny Koordynator). Oznaczonego dnia założyłem walonki, kufajkę i pojechałem rowerem do naszej tajnej siedziby. Przed drzwiami stał ochroniarz, niejaki Henio, były ZOMO-wiec. Stał, dłubiąc paluchem w nosie. Robi tak bez przerwy, bo odkąd zabrali mu gumową pałę, nie wie co z rękami zrobić. Zażądał podania hasła. – Kondominium – odpowiedziałem konspiracyjnym szeptem, dobrze wytrenowanym na Łubiance. – Niemieckie – usłyszałem odzew i zostałem wpuszczony do środka. Spotkanie właśnie się zaczynało. Zaczęliśmy od aperitifu. Koordynator wyciągnął spod stołu skrzynkę wódki, którą rozlaliśmy do musztardówek (wzór z 1972 roku). Następnie nasz przywódca zapalił cygaro grube jak rura kanalizacyjna, którego dym śmierdział jak palący się polipropylen.

– Towarzysze – zagaił (kiedy jesteśmy sami, zwracamy się do siebie tradycyjnie). – Jest taka sprawa… Po czym wyjaśnił nam, w czym rzecz. Okazuje się, że MOSAD dosłownie zrozumiał słowa min. Waszczykowskiego i zamiast obiecanych dolarów, nasi izraelscy mocodawcy przysłali nam kilka kontenerów marchewek. Ponieważ skutki waszej dobrej zmiany zaczynają na własnej skórze odczuwać emeryci, na nasze marsze przychodzi ich coraz więcej. Leniom nie chciało się ciężko pracować jak posłance Pawłowicz i zamiast wziąć (wziąść) się do jakiejś roboty, przyłażą na nasze marsze skuszeni możliwością podratowania swoich budżetów. No i kasy zaczyna brakować. Dlatego Dowództwo Centralne podjęło decyzję, żeby tę marchew zamienić na pieniądze. Na nasz oddział przypadły dwie tony. Plan był taki, żeby ustawić w centrum miasta stragan i warzywo sprzedać.

Cóż było robić. Kto jak kto, ale ty wiesz, że kiedy przychodzi rozkaz z góry, to się go wykonuje bez gadania. Trzeba przyznać, że stragan nawet ładnie nam wyszedł. Namiot mieliśmy jeszcze z czasów czynów społecznych. Staliśmy wśród przysłanych przez Putina kwiatów i pogryzając podarowane przez Merkel cukierki, zachęcaliśmy przechodniów, aby do nas podchodzili, nawołując ich przez wydzierżawioną od CIA aparaturę nagłaśniająco-podsłuchową.

Rzeczywiście, Polacy to naród warchołów i mącicieli. Jak tylko się dowiedzieli, co planujemy, natychmiast zaczęli się wokół nas gromadzić, brać ulotki i znaczki KOD oraz podpisywać listy poparcia, bez względu na temat. I to w takim tempie, że musieliśmy w pośpiechu dodrukowywać formularze.

Gdyby należeli do pierwszej kategorii, wzięli by od Was te 500 zł i czekali na to, aż staniemy się światowym mocarstwem dzięki planowi Morawieckiego, sławiąc uroki naszej katolickiej ziemi, której ani piędź nie trafi już w ręce zagranicznych faszystowskich rewizjonistów. Ale oni wolą chodzić na pasku żydowskich kapitalistycznych neoliberałów. Więc czeka Cię chyba mnóstwo pracy.

TW Jacek i Agatka

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij