Rachunek za śmierć

Dostałam właśnie, jak każdy zresztą obywatel naszego pięknego kraju nad Wisłą, fakturę za usługę dystrybucji energii elektrycznej od RWE Polska S.A. Pojawiła się na niej nowa pozycja o nazwie: opłata OZE.

Kwota nieduża – 2,51 zł. Mogę płacić, zwłaszcza na odnawialne źródła energii. Ale przypomniałam sobie, że właśnie nasz światły parlament znowelizował ustawę o OZE i  obudziło się we mnie podejrzenie, czy aby moje 2,51 zł nie pójdzie na całkiem inne cele.

Dla wyjaśnienia: OZE to przede wszystkim energia wodna, geotermalna, słoneczna, energia prądów morskich, pływów i falowania, wiatru, biopaliwo, biomasa, biogaz oraz energia cieplna oceanu.  Odnawialne źródła energii są  bardziej przyjazną dla środowiska i ludzi alternatywą dla tradycyjnych jej źródeł – paliw kopalnych. Wykorzystywanie OZE w znacznym stopniu zmniejsza szkodliwe oddziaływanie energetyki na środowisko naturalne, głównie poprzez ograniczenie emisji szkodliwych substancji, zwłaszcza gazów.

Opłata na OZE, z której mają być pokrywane koszty dopłat dla producentów zielonej energii, i która od tego miesiąca będzie doliczana do rachunków za energię, wprowadzona została w  pierwotnej wersji ustawy o OZE w 2015 r. W ten sposób miało się promować technologie najtańsze. Jednakże 1 lipca tego roku weszła w życie nowelizacja ustawy o OZE, gruntownie zmieniająca zasady wsparcia dla producentów zielonej energii. Największe dofinansowanie przewidziano dla tych źródeł, które produkują energię w sposób stabilny i przewidywalny oraz wykorzystują lokalne zasoby. Oznacza to, że mniej będzie subwencji na produkcję energii z wiatru i słońca, a więcej dla biogazowni czy współspalania biomasy z węglem. Przy okazji – biomasa to także drewno, np. z Puszczy Białowieskiej. Stawiam orzechy przeciwko dolarom, że energetyka wiatrowa, dla której dodatkowym problemem jest tzw. ustawa antywiatrakowa, straci na tych zmianach, a zyska – mówiąc w uproszczeniu – stara dobra energetyka węglowa.

Ciekawe, w jaki sposób, prowadząc taką politykę, nasz rząd doprowadzi do zredukowania emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych do atmosfery, do czego zobowiązał się ustami premier Beaty Szydło podczas szczytu klimatycznego w Paryżu. Przypomnę, że głównym celem zawartym w porozumieniu klimatycznym jest ograniczenie wzrostu temperatury na świecie do poniżej 2 st. C i dążenie do nawet 1,5 st. C. Z analiz naukowych wynika, że jeśli nie podejmiemy żadnych działań, do 2100 r. średnia temperatura na świecie wzrośnie o 4,5 st. C. Co  ma bezpośredni związek z emitowaniem… jak powyżej. Tego nikt nie przeżyje, nawet PiS. Ale co tam, po nas choćby potop.

AL

Fot. Dirk Ingo Franke [CC BY-SA 1.0], via Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij