Pseudokonsultacje złej ustawy i… wielkie NIC

Projektodawcy ustawy metropolitalnej mieli słuchać mieszkańców. Nie słuchali. Podsumujmy zakończoną kilka dni temu szumnie zapowiadaną akcję „konsultacje”.

Leszek Żarnowiecki

Biliśmy na alarm, bo te konsultacje były nierzetelne i prowadzone bez poszanowania zasad, jeśli chodzi o czas, ale także formę i skalę.Jak wyglądały, sprawdzaliśmy z wolontariuszami zespołu Obserwatorium Wyborczego, w skład którego wchodzą członkowie i sympatycy KOD. Przypomnijmy, że w sprawie metropolii PiS zaproponował dwie formy wypełniania ankiety: drogą tradycyjną (terenowe konsultacje) oraz elektroniczną przez stronę internetową (dodać należy, że ankieta była tam przynajmniej raz poprawiana, więc tak naprawdę nie ma wartości poznawczej, bowiem są to różne ankiety; ale o tym pomysłodawca akcji nie wspomina).

Miały być także spotkania z mieszkańcami, głównie z gmin podwarszawskich. Nieporozumieniem okazało się to, do którego doszło w Ożarowie Mazowieckim, bowiem ściągnięty tam przez radnych z PiS min. Jacek Sasin został wygwizdany, a dzień później mieszkańcy wraz z radnymi przeciwni przyłączeniu do stolicy, przeprowadzili blokadę drogi. Było jeszcze spotkanie w Markach (https://www.kod-mazowsze.pl/markowane-konsultacje-w-markach/). Na obu spotkaniach mieszkańcy, często nie związani z żadną partią czy ruchem społecznym, mówili o brakach w projekcie lub wykazywali brak wiedzy u prowadzących spotkanie. Prelegenci proszeni o argumenty za przyjęciem projektu mówili niejasno lub wbrew zdrowemu rozsądkowi (np. pytani o dopłaty unijne, które znikną, jeśli gmina stanie się częścią metropolii, twierdzili, że to nie jest problem). Nie odnotowaliśmy więcej spotkań, choć frekwencja na obu była spora i takie rozmowy z wnioskodawcą ustawy mogłyby stać się naprawdę cenną formą dyskusji. Ale przecież na dyskusji PiS zależy najmniej…

„Mało nas, mało nas” albo wcale

Sasin postawił zatem na „potyczki” w terenie, czyli na wypełnianie ankiet w tradycyjny sposób. Ważne, że była to inna ankieta niż na stronie (wersja skrócona). Każdego dnia na stronie internetowej ogłaszano nowe miejsca, gdzie można będzie spotkać ankieterów. Informacje pojawiały się znienacka, często zmieniało się zestawienie punktów konsultacyjnych i to w sposób nieprzewidywalny – czerwone punkty („zrealizowane konsultacje”) zmieniały się w szare („miejsca planowanych konsultacji”) albo niebieskie („miejsca z ustalonym terminem”).

Ankieterzy bawili się z mieszkańcami w chowanego. Nasze wizyty w godzinach i miejscach podanych na stronie internetowej wykazały, że część spotkań w ogóle nie odbyła się (tak było na początku kwietnia w  Halinowie, Sulejówku i Wesołej; czytaj https://www.kod-mazowsze.pl/cuda-dziwy-konsultacji-sasina/), część zakończono przedwcześnie. W ostatnim dniu kampanii ankieterzy także sobie odpuścili; w Wilanowie nie było nikogo.

Pseudokonsultacje złej ustawy i… wielkie NIC.
Wilanów – wg PiS miały być konsultacje, obecne były tylko … autobusy. Fot. AS

Warto dodać, że ankieterzy PiS, „ochotnicy” – jak mówił Sasin, jeśli już pojawiali się we wskazanych miejscach, to nie zawsze byli przygotowani lub nie mieli ochoty na rozmowę, nie posiadali elementarnej wiedzy o zapisach projektu ustawy oraz skutkach jej wprowadzenia, często nie mieli ze sobą ankiet, a rozdawali jedynie partyjne ulotki informacyjne.

Ankieta – od początku do końca manipulacja

Jak pisaliśmy w analizie ankiety (https://www.kod-mazowsze.pl/konsultacje-sciema-cz-1/, https://www.kod-mazowsze.pl/konsultacje-sciema-cz-2/ ), nie była ona przygotowana profesjonalnie, a obiektywizm to ostatnie, co można jej zarzucić.

Równolegle z konsultacjami miały być powołane zespoły problemowe. Zapowiedział to podczas marcowej konferencji Jacek Sasin, poseł wnioskodawca. Nikt o nich nie słyszał.

Ustawa miała być konsultowana przez NGOS-y i inne podmioty zainteresowane zmianami. W prasie pojawiły się skargi NGOS-ów, które chciały zabrać głos w dyskusji, a mimo starań nie mogły skontaktować się z pomysłodawcami ustawy metropolitalnej. „Jako Stowarzyszenie Klon/Jawor, wydawca portalu ngo.pl, zgłosiliśmy się do udziału w konsultacjach. Skontaktować się z nami mieli wolontariusze. Niestety, do dziś, czyli do 18 kwietnia, nie odebraliśmy w tej sprawie ani maila, ani telefonu” – czytamy na profilu FB stowarzyszenia. Zapytaliśmy i my mailowo, jakie organizacje zgłosiły się do „doradztwa” i ile było takich podmiotów. Również nie otrzymaliśmy odpowiedzi. 

Dalej jeszcze gorzej

Poseł Jacek Sasin „odpalił” fanpage na FB, ale aktywność czytelników jest na poziomie portaliku wioski rybackiej w sezonie połowowym, a przecież sprawa dotyczy ponad 2,6 mln ludzi (tyle osób zamieszkuje obszar, którego ustawa dotyczy). Jak można sprawdzić, niewiele ponad 200 osób polubiło ten fanpage; o 40 więcej polubień ma lecznica weterynaryjna w Michałowicach, a Miejskie Centrum Sportu w Ząbkach – ponad 20 razy więcej!!! Szału nie ma, jak mawia młodzież.

Nawet przeciwnicy ustawy nie mieli ochoty zamieszczać tam niepochlebnych komentarzy (innych nie znaleźliśmy); życia tam tyle, co na cmentarzu. Widocznie suweren uznał, że nie warto zamieszczać krytycznych uwag, choć na początku było ich sporo, np.: „Godz. 17:50. Metro Politechnika. Powinniście być do godziny 19:00. Nie ma was przy żadnym z siedmiu wejść na stację.”, „Nie wciskajcie ludziom ciemnoty, ma być referendum! Tak wasza premier przed wyborami mówiła, a tymczasem wojewoda robi wszystko, żeby referendum nie było, bo widzi, że suweren nie chce metropolii. Kłamiecie ludziom w żywe oczy!”, „Codziennie wchodziłam na stronę, żeby sprawdzić aktualny stan konsultacji i interesował mnie punkt w pobliżu urzędu na Imielinie, punkt był dzisiaj rano jeszcze zaznaczony jako zaplanowany, teraz zniknął i widnieje czerwony punkt Metro Imielin z konsultacjami, które odbyły się 3 kwietnia”.

Co na to gminy?

Widząc, co się dzieje, kolejne samorządy ogłaszały referenda w sprawie przystąpienia do metropolii. Część z nich robiła to z inicjatywy mieszkańców.  Bogusław Stanisławski, który niedawno dołączył do grona Obserwatorium Wyborczego, a jest osobą aktywną nie tylko w życiu społecznym w kraju, ale też w swojej gminie, był od początku przeciwny narzucaniu mieszkańcom tworu w postaci metropolii. Razem z innymi mieszkańcami Pruszkowa zbierał podpisy pod wnioskiem o  referendum gminne. – Naszą inicjatywę poparło 7 tys. osób, czyli ponad 14 procent mieszkańców Pruszkowa – mówi. – Byłem na sesji rady, obserwowałem debatę nad uchwałą i jej głosowanie. Jestem pod wrażeniem obywatelskiej postawy radnych PiS, co pozytywnie zaskakiwało po ich agresywnym zachowaniu na poprzedniej sesji, kiedy głosowana była „uchwała protestacyjna” wobec pomysłu „aneksji”. Nawet jeśli ta „obywatelskość” wynikała z odczytania nastrojów społecznych, to dobry znak.

Podobnie było w Ożarowie Mazowieckim, gdzie radni PiS także głosowali za referendum.W Raszynie było jednak odmiennie;na sesji PiS-owscy radni nie dopuścili nawet do wprowadzenia pod obrady wniosku o referendum. W Markach podobnie – po raz drugi zostało odrzucone przez radnych.

Ale zachęceni wynikiem referendum w Legionowie i nie zważając na wycofanie przez Sasina projektu, burmistrzowie innych miast podtrzymują wolę zapytania mieszkańców o zdanie. To będą prawdziwe konsultacje, a nie to, co nam za nasze pieniądze zafundował projektodawca megastolicy. To nie będzie zabawa w chowanego, panie Sasin. To będzie głos suwerena, z którym musi się pan liczyć!

Leszek Żarnowiecki

Musimy patrzeć władzy na ręce, każdej władzy … dlatego zachęcamy do zgłoszenia się do pracy Obserwatorium Wyborczego.  Więcej o tym – 

 

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij