Przywróćmy tamte emocje

Mija piętnasty miesiąc od narodzin największej od czasów „Solidarności”, organizacji, która powstała dzięki masowemu niepokojowi tysięcy obywateli, obudzonemu przez wyniki wyborów prezydenckich i parlamentarnych.

Tak, były to w pełni demokratyczne wybory i nie padł ani jeden zarzut, podobny do tego, jaki po wyborach samorządowych sformułował i rzucił z trybuny sejmowej prezes PiS Jarosław Kaczyński – „Sfałszowaliście te wybory!”. Absurdalność i kłamstwo zawarte w tym zarzucie, były jednymi z ważniejszych czynników, które wpłynęły na pogłębienie niepokoju dużej, jeśli nie większej części polskiego społeczeństwa.

Na marszu KOD-u
Fot. Paweł Kazimierczuk

U podstaw Komitetu Obrony Demokracji, który powstał w odpowiedzi na wynik wyborów, legły emocje. To emocje, a nie, jak to usiłowała wmówić reszcie społeczeństwa pisowska propaganda, jakieś tajemnicze, wrogie Polsce siły, kazały tysiącom Polaków wstać sprzed telewizorów i wyruszyć na place i ulice polskich miast. Po to, żeby okazać beneficjentom tych wyborów, że nie pozwolą na beztroskie niszczenie dorobku ostatniego, najlepszego w historii Polski ćwierćwiecza.

Niepokój tysięcy Polaków nie wziął się przecież z niczego. Był związany z pamięcią o antydemokratycznych wyczynach ludzi, którym już raz elektorat powierzył władzę i szybko, bo po niespełna dwóch latach ją odebrał. Społeczeństwo nie chciało się pogodzić się z próbami zaprowadzenia autorytarnych porządków. O ile tamte, jeszcze nieśmiałe próby omijania reguł demokratycznego państwa można było potraktować jak ruchy ćwiczebne w dziele łamania prawa zapisanego w konstytucji, o tyle ośmioletni okres trwania PiS i jego wodza w opozycji nie pozostawiał większych złudzeń co do sposobu sprawowania ich rządów, a przypadkowo zdobyta przez nich większość parlamentarna tylko ten niepokój pogłębiała.

Przywrócić tamte emocje
Rys. Obywatel Janek

Niestety rzeczywistość przerosła najczarniejsze scenariusze. Dzisiaj już chyba nikt nie myśli, że władzę w Polsce sprawują ludzie odpowiedzialni, kierujący się troską o nasze wspólne dobro. Coraz większe obszary władzy przekazywane są w ręce nieodpowiedzialnych dyletantów, łasych pieniędzy i zaszczytów, których symbolem jest Misiewicz, młody totumfacki ministra obrony narodowej. Obecna władza już nawet nie stara się tuszować codziennych większych i mniejszych wpadek swoich przedstawicieli. Brakuje jej zwykłego wstydu, ale przede wszystkim nie nadąża. Leczenie nagminnych przejawów patologicznych naruszeń demokratycznego prawa odbywa się sposobem; na gorączkę najlepszym sposobem jest stłuczenie termometru. Nieustannie obrażający nieposłuszną jego woli część społeczeństwa, „naczelnik” państwa uważa, że na krytykę jego poczynań pojawiającą się w niezależnych mediach, najlepsze będzie ich przejęcie i glajszachtowanie, jak to zrobił już z mediami państwowymi.

Trybunał Konstytucyjny - szyld
Fot. Adam Wisniewski

Polska, jeszcze przed wyborami należąca do liderów przemian demokratycznych, stawiana za wzór do naśladowania, w ciągu zaledwie paru miesięcy panowania „dobrej zmiany” stała się outsiderem tych zmian, chorym człowiekiem Europy. Do czego należy dołożyć odczuwalne, fatalne skutki prób ręcznego sterowania procesami gospodarczymi. Systematyczne, mające wszelkie cechy zaplanowanej akcji niszczenie naszych sił zbrojnych; zrujnowanie Trybunału Konstytucyjnego i działania w kierunku naruszenia niezawisłości sądów. Nieprzemyślana, reforma edukacji narodowej, obniżanie jakości uspołecznionej służby zdrowia, degradacja środowiska naturalnego, majstrowanie przy ordynacji wyborczej. A także zamach na administracyjny podział państwa, uznawany za jedno z większych osiągnięć naszej państwowości, przeprowadzany w imię zaspokojenia chęci objęcia władzy w Warszawie przez nieudaczników, którym skończyła się wiara w zwycięstwo w uczciwych wyborach.

I najgorsze – gwałtowne pogłębienie istniejących w społeczeństwie podziałów, wzniecanie i podsycanie, jak to pokazał naczelny kibol Andrzej Duda, ksenofobii i nienawiści na tle rasowym, kulturowym i światopoglądowym. A to nie koniec, bo w perspektywie mamy jeszcze wpadnięcie w zaborcze łapska putinowskiej Rosji i budowanie, jak za dawnych złych lat „bratniej przyjaźni” z tworzącym się blokiem antydemokratycznych państw.

Wszystko to sprawia, że niepokoje ludzi utożsamiających się z demokratyczną Polską, stanowiące podwalinę powstania Komitetu Obrony Demokracji, zmuszają nas do zwiększenia wysiłków na rzecz odzyskania swoich praw. Bo wbrew prymitywnym pomówieniom, to nie jakieś wyssane z brudnego palucha oderwanie od koryta, lecz autentyczny patriotyzm i troska oraz niepokój o rozwój ojczyzny sprawiły, że ponad rok temu spotkaliśmy się na pierwszych protestach, pikietach, manifestacjach i demonstracjach i z radością skonstatowaliśmy, że jest nas, podobnie zaniepokojonych i podobnie myślących, wielu, bardzo wielu.

Dzisiaj mimo, a właściwie dlatego, że występują w naszej organizacji, częściowo sprokurowane przez „nieznanych sprawców”, a częściowo wynikające ze zwykłych ludzkich słabości, niepotrzebne zawirowania, niejasności i spory, usiłujemy ponownie się zmobilizować i obudzić w sobie zapał, z jakim przystąpiliśmy ponad rok temu do obrony demokracji.

Warszawa czarny protest czarny poniedziałek plac Zamkowy
Fot. Katarzyna Pierzchała

Jeśli uda nam się wzbudzić w sobie jeszcze raz emocje sprzed roku, tamten zapał i płynącą ze wspólnego spontanicznego działania nadzieję, to może zmusimy Kaczyńskiego i jego sitwę do przyhamowania barbarzyńskiego tempa rozkradania Polski i niszczenia naszego wspólnego dorobku. Ta władza, na razie tylko raz przestraszyła się protestów obywateli, ale muszą być one, co najmniej tak liczne i tak zdecydowane, jak pamiętny Czarny Protest wściekłych kobiet.

Stać nas na to!

A teraz trochę „ku pokrzepieniu serc”, a trochę dla wznowienia emocji, jakie rozpoczęły nasz ruch, garść wspomnień członków Grupy KOD Praga Południe o ich pierwszych powyborczych niepokojach, poszukiwaniach „światełka w tunelu”, spotkaniach i obudzonych nadziejach. Przytoczone tu świadectwa są częścią opracowywanego zbiorczego materiału zatytułowanego roboczo „Jak to się zaczęło”. W zamyśle członków grupy praca ta ma być kontynuowana i ma przypomnieć ogrom naszych wspólnych dokonań oraz być inspiracją i zachętą do dalszych działań.

W tym miejscu, aż palce swędzą, żeby wystukać na klawiaturze hasło, jakim swoje pisemne wystąpienia kończył były, ale swego czasu bardzo ważny członek naszej grupy, koordynator  i niestrudzony inspirator i działacz, Arkadiusz Stańczykowski:

Vive la KOD! Vive la Praga Płd.!

Grupa KOD Praga Płd.

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij