Przedświąteczny PIKOD na Ursynowie

Ursynowscy „koderzy” rozdawali „Obywatela” w nowym namiocie kupionym ze spontanicznej „zrzutki”.

Magdalena Rybka

Ni stąd ni zowąd podchodzi do nas dziewczyna – z termosem i plastikowymi kubeczkami i proponuje herbatę. „Z goździkami i pigwą” – zachwala. Trudno nie odmówić – pijemy, gorący kubeczek rozgrzewa zmarznięte dłonie, a napój jest rzeczywiście przedni. Zaraz potem rozpoznajemy ją – stoi nieopodal i sprzedaje wielkanocne palmy i … gorącą herbatę. Na sercu też jakoś robi się cieplej. Od nas nie wzięła ani grosza.

Przedświąteczny PIKOD
Fot. Beata Machocka

W przedświąteczną sobotę, 19 marca, w okolicach ursynowskiego bazarku Na Dołku (róg KEN i ulicy Płaskowickiej) atmosfera jest bardzo gorąca. Na ursynowskim Pikodzie robota aż furczy . Początkowo, gdy Dariusz i Natalia ogłosili akcję, wydawało się, że jest niewielu chętnych do pracy. Gdy jednak dowiedzieliśmy się, że jest nowy numer „Obywatela” zgłosiło się wiele osób do kolportażu. Bardzo dobrze, bo „Obywatel” cieszy się rosnącym zainteresowaniem. To ciekawe, bo namiot rozstawiliśmy dopiero drugi raz, a ludzie już tak się do nas przyzwyczaili, jakbyśmy stali tam od lat. Niektórzy dopytywali się, czy na pewno żadnego numeru „Obywatela” nie przegapili, inni pytali, czy za tydzień też będziemy stać w tym samym miejscu.  Dajemy tym ludziom jakieś poczucie normalności, którego wyraźnie bardzo potrzebują i nie mogą znaleźć gdzie indziej.

Naszym celem, obok rozdawania „Obywatela” i ulotek informacyjnych, było oczywiście zbieranie podpisów pod KOD-owskim projektem ustawy o Trybunale Konstytucyjnym i tu też zainteresowanie było duże. Byli tacy, którzy żałowali, że nie mogą podpisać drugi raz. Przychodzili też młodzi mężczyźni, którzy popierają naszą akcję obrony demokracji, ale nie mogą jej firmować własnym nazwiskiem, ponieważ boją się stracić pracę. W obliczu ostatnich wydarzeń w mediach publicznych ten lęk jest niestety uzasadniony.

W naszym punkcie było jednak miło, zwłaszcza że rozdawaliśmy też urocze naklejki z wielkanocnym jajem. Były uśmiechy, miłe słowa i składanie życzeń świątecznych. Takie osłabienie napięcia sprawia, że nawet inwektywy, którymi czasem jesteśmy obrzucani, brzmią jakby lżej i nieco humorystycznie. Dowiedziałam się na przykład, że na pewno jestem wśród 20 procent beneficjentów byłego systemu i wprawiło mnie to w dobry nastrój. Rozstałyśmy się z panią wygłaszającą podobne prawdy w wielkiej zgodzie, wymieniając uprzejmości. Ktoś inny zapytał mnie, kobietę w wieku Krystyny Pawłowicz, czy jestem w młodzieżówce KOD. Poczułam się odmłodzona.

Przedświąteczny PIKOD na Ursynowie
Fot. Bożena Sołtysik

Stolik czy namiot – oto jest pytanie. Koderzy z Żoliborza uważają, że lepszy jest stolik z parasolem. My jednak bardzo kochamy nasz nowy biały namiot z czarnym nadrukiem, na który sami zrzuciliśmy się. Chroni „bibułę” przed wiatrem, deszczem i wiosennym śniegiem, jak również zabezpiecza tyły i daje wrażenie przytulności. Nie żeby był czas na chwilę odpoczynku…

Praca na Pikodzie z całą pewnością uczy dystansu i pokory. Jakiemuś panu nie podobało się, że stoimy na chodniku, więc zawiadomił Straż Miejską. Inny pan nawymyślał nam od demonów i ubeków. Samo życie. Od czegoś przecież trzeba zacząć rozmowę. Być może jest to pierwszy kontakt dwóch plemion, a oswajanie rzeczywistości bywa czasem trudne i bolesne. Wiemy jednak, że jesteśmy potrzebni i poparcie mamy wielkie. Wielu przechodniów ubolewało, że nie mamy puszki na datki i nie mogą KOD-u wesprzeć finansowo. Uspokajaliśmy ich, mówiąc, że jeszcze będzie ku temu wiele okazji.

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij