Praga rządzi!

Minął rok i członkom grupy praskiej, jednej z najlepiej działających na Mazowszu, w zimowy wieczór zebrało się na wspomnienia.

Tomasz Bielecki

‒ Rany, co za tłok o tej porze – narzekała w  autobusie 525 starsza pani. – Tylu przyzwoitych ludzi w jednym miejscu jeszcze pani nie spotkała, co? – zareplikował jej sąsiad, a cały autobus zareagował śmiechem. Wysiedliśmy przy placu Na Rozdrożu, wszyscy jechali pod Trybunał Konstytucyjny protestować przeciw zamachowi na tę instytucję. Wsiedli ludzie osobni, wysiadła wspólnota, która wkrótce miała stać się KOD-em. Jeszcze nie kojarzyliśmy tej sytuacji z powiedzeniem Władysława Bartoszewskiego, że „warto być przyzwoitym”.

A potem poznaliśmy się, przeszliśmy – niezależnie od wieku ‒ na ty. Zaczęliśmy razem maszerować, protestować, malować plakaty, wystrzygać kotyliony i wkurzać się coraz potężniej na gang, który zawładnął krajem i zaczął nam, jeden po drugim, odbierać obywatelskie prawa i przywileje. Zgodnie przystaliśmy na nazwę „gorszy sort”. Minął rok, a ten „lepszy” nadal wywołuje u nas odruchy wymiotne.

Praga rządzi
Fot. Renata Zawadzka-Ben Dor

Barbara Dousa

Wygrana PiS-u spowodowała u mnie wielką frustrację, gniew, nie mogłam spać po nocach. Podobnie jak wiele osób wylewałam swoje żale na Facebooku, szukałam pocieszenia wśród podobnie myślących ludzi. Nagle zobaczyłam informację o tworzącym się KOD. Dołączyłam, gdy było nas kilka tysięcy. Namawiałam wielu znajomych do przyłączenia się, rozsyłałam maile. 26 listopada 2015 roku odbyło się pierwsze spotkanie w realu w Warszawie, przy ulicy Olesińskiej. Pojechałam tam z przyjaciółmi. Nikt nie spodziewał się takiej liczby osób, zabrakło krzeseł na sali przewidzianej na 50‒80 osób. Ludzie stali na ulicy, było ponad 200 osób ‒ drzwi otwarte, żeby mogli słyszeć, co się mówi. Wtedy tworzyły się pierwsze zręby podziału na różne sekcje pod kątem działań. My zapisaliśmy się do Sekcji Edukacji z pierwszym moim pomysłem, aby chodzić na uniwersytety trzeciego wieku i tłumaczyć ich uczestnikom zawiłości konstytucji, naszych praw i obowiązków. Pamiętam wielką nadzieję, jaką wtedy wszyscy czuliśmy i energię do działania. Pierwszy protest 3 grudnia pod TK ‒ stamtąd pamiętam wiele osób. Zaczęłam szukać kontaktów w Rembertowie lub pobliskich dzielnicach. Miałam do wyboru Wawer lub Pragę Południe, ale to już styczniowe daty.

Praga rządzi
Fot. Adam Wiśniewski

Roman Praszyński

Na początku było duszne uczucie bezradności i lęk, że PiS zabiera moją wolność, naszą wolność. Informacje o KOD znalazłem na Facebooku i 3 grudnia 2015 roku poszedłem pod Trybunał Konstytucyjny. Z bębnem. Biłem w bęben, bo nie mogłem wznosić okrzyków. Wzruszenie dławiło mi gardło. Była 10.00 rano, mniej niż setka ludzi. Pamiętam jakiegoś faceta w czarnym, skórzanym kombinezonie, z kitką. Waliłem w bęben z godzinę i poszedłem do pracy. Uspokojony, że nie jestem sam ze swoim pomieszaniem i protestem. Na następną manifestację szedłem z duszą na ramieniu, że będzie mało osób. Na szczęście było morze głów. KOD wystrzelił.

Na pierwszym spotkaniu praskiej grupy KOD w domu kultury przy Podskarbińskiej zapisałem się do grupy mediów. Poznałem wtedy Anię Lenar. Grupa mediów spotkała się w knajpce Zaraz Wracam na Saskiej Kępie, rozmawialiśmy o założeniu strony, dzieliliśmy się obowiązkami. I tak się to zaczęło toczyć…

Praga rządzi
Fot. Małgorzata marczuk

Władysław Majewski

Dzięki dokumentacji gromadzonej przez moją żonę Danusię, udało mi się ustalić, że do grupy KOD na Facebook zapisaliśmy się 21 listopada 2015. 26 listopada byłem na zebraniu KOD w kinie Przodownik przy ulicy. Olesińskiej, ale musiałem wyjść przed końcem, mieliśmy bowiem wykupione bilety na koncert. W tym czasie zacząłem już organizować inicjatywę Stop Inwigilacji 2015. 25 listopada współorganizowałem pikietę pod Sejmem, przemawiałem na niej, „Gazeta Wyborcza” zamieściła z niej fotoreportaż ze zdjęciem, w którym znalazłem się na pierwszym planie. Była to pierwsza znacząca manifestacja środowiska KOD. Na kolejnych manifestacjach KOD byliśmy 9 i 12 grudnia, a 13 grudnia, w rocznicę stanu wojennego, zapisaliśmy się do KOD Mazowsze. Nasz pierwszy kontakt z KOD Praga Południe nastąpił 25 stycznia, gdy pognaliśmy nad Balaton na Gocławiu, aby podpisać zgłoszenie do budżetu partycypacyjnego.

Anna Lenar-Bielecka

Trawestując słowa Dantego, najgorętsze miejsce w piekle należy się tym, którzy w dobie kryzysu moralnego nie robią nic. Lubię gorąco, ale nie w piekle, dlatego też postanowiłam „coś zrobić” i przyłączyć się do KOD najpierw na Facebooku. A że lubię patrzeć w oczy swoim rozmówcom, zaproponowałam spotkanie w realu. Nie byłam jedyna w tym pomyśle i tak narodziła się… Kicia Kocia. Działo się, burza mózgów, co będziemy robić, po co, gdzie i kiedy. Coś się rodziło, wszystkim się chciało, energia taka, że można byłoby całą dzielnicę oświetlić. I nikt nie chciał być lepszy, mądrzejszy, mieć więcej władzy. Każdy usiłował wykorzystać swoje umiejętności, możliwości, byśmy mogli się przeciwstawić nawale głupoty, agresji, złej woli, chamstwa wreszcie nienawiści, która właśnie ruszała.

Mój dorosły bratanek zapytał mnie niedługo potem, dlaczego właściwie angażuję się w działania KOD. Odpowiedziałam, że za nic nie chcę stracić odzyskanej nie tak dawno wolności ‒ sumienia, wypowiedzi, myśli, podróżowania. Że nie dam się zamknąć po raz drugi w orwellowskich murach. Czy to się uda? Nie wiem.

Praga rządzi
Fot. Katarzyna Pierzchała

Agnieszka Borowiec

Nie poruszyła mnie nawet tak bardzo wygrana PIS-u czy PAD-a, ale jedne z pierwszych obrad parlamentu i majstrowanie przy TK, kiedy było już widać arogancję i nieliczenie się z niczym marszałka Kuchcińskiego, pisowskich posłów i prezydenta. Dokładnie nie pamiętam chronologii wydarzeń, ale w listopadzie zapisałam się na stronę KOD-u na Facebooku. O tym, że jest, dowiedziałam się chyba z „Gazety Wyborczej”. Pamiętam, że gdzieś pod koniec listopada piłam ze znajomymi piwo w knajpie Paradoks przy Anielewicza i rozmawialiśmy o polityce. I wtedy jakoś tak powiedziałam: „Najwyżej wyjdziemy na ulice!”, myśląc po pierwsze, że to abstrakcja i ostateczność, która może się przydarzyć w dalekiej przyszłości, a po drugie, że to załatwi sprawę. Dokładnie tydzień później, 3 grudnia byłam na pikiecie pod TK! I jak widać nie załatwiło to sprawy. Potem był chyba marsz w obronie Trybunału 12 grudnia.

Tuż przed świętami była szybka zbiórka pod sejmem w celu zebrania 10 podpisów pod wnioskiem o rozpoczęcie zbierania podpisów pod Obywatelskim Projektem Ustawy o TK. Potrzebnych było 10 osób, a pojawiło się ze 100! Już nie chciano naszych podpisów, ale ludzie, skoro przyszli, chcieli się podpisać. Staliśmy w kolejce, by to zrobić, ktoś usiłował czytać projekt. Nawet chyba kilka osób na zmianę. Ale i tak chyba nikt w końcu nie wiedział, pod czym się podpisuje.

Nie pamiętam jak się dowiedziałam o zebraniu naszej grupy, to znaczy na pewno z Facebooka, ale nie pamiętam, kto je zorganizował. Byłam na pierwszym zebraniu 27 grudnia, na drugim – nie, ale potem już raczej tak. Z pierwszego zebrania wróciłam sfrustrowana. Pamiętam, że przez moment Henryk Sikora i Tomek Dutkiewicz – obaj rościli sobie pretensje, by przewodniczyć zebraniu, jako ludzie z centrali, a potem Henryk Sikora wygrał i objął przewodzenie. Niestety zapamiętałam to tak: HS omiótł wzrokiem salę (na której siedzieli ludzie przeważnie w wieku 40 plus) i powiedział: „Tak, tak, trzeba powiedzieć, że panie zawsze są piękne, ale ja uważam, że działać powinni młodzi”, po czym wybrał sobie dwie czy trzy najmłodsze uczestniczki zebrania i powierzył im odpowiedzialne funkcje, na przykład napisanie sprawozdania. Po tej akcji miałam zamiar poszukać sobie innej grupy, jako osoba zbyt stara do działania na Pradze Południe. Z zebrania zapamiętałam ponadto Tomka Bieleckiego, Leszka Cieplińskiego, Izę Kurażyńską, Anię Lenar, Samantę Mońko, Magdę Natorską i Monikę Rosłońską, Sergiusza Wizę. Pamiętam, że była mowa o tym jak skaptować młodych do KOD-u, że powinniśmy otrzymywać biuletyny informacyjne o wydarzeniach w kraju, żebyśmy sami wiedzieli, co się dzieje. Henryk Sikora tłumaczył ideę jawnych i niejawnych grup fejsbukowych, która dotychczas jest dla mnie nie do końca jasna.

Michał Dąbrowski

Moje początki w KOD, w grudniu 2015, to marsz, przyjęcie do praskiej grupy przez Henryka Sikorę, zebranie w „Gruzińskiej”. Ze wspomnień, pamiętam, że ściągnąłem ze strony RCL (wcześniej nie wiedziałem, że istnieje) i wydrukowałem grudniową ustawę PiS o TK  oraz konstytucję i z ołówkiem w ręku porównywałem je z sobą. Znalazłem kilka oczywistych, nawet dla nieprawnika niezgodności ustawy z konstytucją, podczas gdy przedstawiciele władzy twierdzili publicznie coś innego. To przekonało mnie, że trzeba się zaangażować w KOD.

Izabella Kurażyńska

Pierwsze spotkanie grupy odbyło się w klubokawiarni Kicia Kocia 27 grudnia 2015 roku. Kiedy, weszłam do małej salki, Henryk Sikora zapytał czy mam spakowaną szczoteczkę do zębów. Na wypadek aresztowania, oczywiście. Pamiętam, że na spotkaniu byli obecni państwo Bukowscy i Umińscy, Ania Lenar-Bielecka, Tomasz Bielecki, Henryk Sikora, Samanta Mońko z mężem Sergiuszem Wizą, Tomasz Dudkiewicz, Leszek Ciepliński, Magdalena Natorska, Krzysztof Kaczor… Wszyscy byliśmy pełni energii i zapału Wszyscy z wypiekami na twarzach proponowaliśmy działania na przyszłość.

Anna Raczkiewicz

Spróbuję streścić, co pamiętam z początków mojego zakodowanego knucia. Moje życie przedkodowe to praca, dziecko (wymagające szczególnej uwagi i troski), próby działalności naukowej, czasem „wypady” do Kici Koci. Sporadycznie i towarzysko chadzałam na manify. Obudziłam się jakoś we wrześniu 2015. Wtedy dotarło do mnie, że zarówno rząd (wtedy jeszcze PO), jak i „zwyczajni Polacy” nie chcą przyjmować uchodźców. Byłam na pierwszej, spontanicznej i dość niewielkiej manifestacji „Uchodźcy mile widziani!”. Po zwycięstwie PiS-u obawiałam się, że będzie jak za ich poprzedniej kadencji: bałagan, szczucie, szukanie „układu”. Nie spodziewałam się, że są już gotowi do totalnej rozbiórki demokratycznego państwa. Nie pamiętam, kiedy usłyszałam o KOD, chyba z radia. Myślałam, że to po prostu ludzie chodzący na demonstracje. Byłam potem w grudniu pod sejmem, na marszach w styczniu i lutym. Wtedy już zauważyłam straż kodowską i dziwiłam się, że panie w średnim i starszym wieku tak sprawnie radzą sobie z pilnowaniem porządku. Pomyślałam, że to dość sprytny zabieg, aby do straży wystawiać osoby wyglądające tak nobliwie i bezbronnie, bo to od razu hamuje ewentualną agresję. Dopiero później zrozumiałam, że KOD to generalnie „siwe pantery”, jak to pięknie ujął nasz kolega Roman. Was spotkałam po raz pierwszy oczywiście w Kici Koci. Siedzieliśmy sobie z Markiem przy piwie i ktoś powiedział: „Zobaczcie, tam siedzi KOD!”. Siedziało towarzystwo mieszane, bardzo rozbawione i bardzo zaabsorbowane pracami ręcznymi ‒ robiliście kotyliony. Od Izy dostałam wizytówkę i zaproszenie do grupy. Poszłam na pierwsze spotkanie, akurat było to spotkanie grupy Media. Siedziałam jak na „tureckim kazaniu” Była mowa o tym, że utrzymanie namiotu jest bardzo ważne (jaki namiot?), usłyszałam o jakichś „pikodach”, „akcji”, „oprawcach”. Wszyscy wydawali się tacy strasznie mądrzy, więc na wszelki wypadek się nie odzywałam. A potem się potoczyło… Dyżury pod namiotem i przedziwne rozmowy z ludźmi, których normalnie nigdy bym nie spotkała, pikody, akcje, narady, kotyliony, kręcenie filmu, podróże z konstytucją. Poczucie, że ciągle robię za mało, i jednocześnie zdziwienie, jakim cudem znajduję na to czas. Bycie w KOD nauczyło mnie otwartości na ludzi o innych poglądach. Nauczyłam się takiej, niby prostej rzeczy, żeby patrzeć rozmówcy w oczy i żeby się uśmiechać (oczywiście szczerze). To naprawdę działa!
Życzę sobie i nam przetrwania, doskonalenia się, pomysłów i dużo, dużo siły. Jeszcze więcej cierpliwości.

Ewa Umińska

Po usłyszeniu wyników głosowania z 25 października 2015 roku przez wiele dni chodziłam „jak we mgle” ‒ chciałam się jak najszybciej obudzić! Pierwszy mój bunt to wyjazd z Warszawy 11 listopada. Po raz pierwszy od 1980 nie świętowałam tego dnia pod pomnikiem Nieznanego Żołnierza. Jednocześnie na Facebooku śledziłam posty w grupie „B. Komorowski mój prezydent” i w innych, gdzie pisali ludzie przerażeni wynikiem wyborów. Aż do 21 listopada, kiedy to na Fb trafiłam na grupę KOD i umieszczone tam posty oraz manifest Krzysztofa Łozińskiego. Natychmiast zgłosiłam się do grupy i 23 listopada zostałam przyjęta (byłam chyba 236 osobą) Potem były rozmowy na Fb i wreszcie „zaproszenie” pod TK 3 grudnia. Byłam tam dwa razy. Spotkałam wtedy pana Pawła Deresza, prof. Monika Płatek, rozmawiałam z Mateuszem Kijowskim, Tomkiem Dudkiewiczem. Andrzejem Miszkiem i wieloma innymi osobami. Po południu, około 17.00, przyjechałam z Maćkiem i przy akompaniamencie modlitw i wyzwisk ze strony kontrpikiety, ale wśród miłych osób, dotrwaliśmy do jej końca. Później był marsz 12 grudnia, na który przyszłam w grupie sześciu osób. W tym samym towarzystwie byłam 19 pod sejmem, gdzie przyniosłam ciasteczka, herbatę i opłatek i tym wszystkim podzieliłam się z manifestantami. 13 grudnia zaś przyjęto mnie do grupy KOD Mazowsze, a 19 grudnia do KOD-Praga Południe. Chyba od razu Monika Rosłońska zadała pytanie, czy spotykamy się w realu jeszcze w 2015 roku, czy już w nowym roku. Zdecydowana większość zadecydowała, że jak najszybciej i tak Monika zarezerwowała na salkę w klubokawiarni Kicia Kocia. Na spotkanie przyszłam z przyjaciółką Basią i z Maćkiem. Z tego pierwszego spotkania nie pamiętam wszystkich, ale oczywiście Bożenkę, Samantę z Sergiuszem, Leszka, Monikę, Tomka. i Henryka. Jeszcze 20 grudnia Maciek był pod sejmem i wraz z paroma osobami podpisał się pod projektem „naprawczym” TK projektu KOD-u. Grudzień zakończyliśmy koncertem w Teatrze Roma (poznaliśmy tam Małgosię Marczuk).

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij