Poznańska pyra w stolicy

O Tamarze Olszewskiej i jej fanach czyli o tym, jak pięknie łączy KOD.

Anna Dysińska

To była miłość od pierwszego wejrzenia – tak przynajmniej twierdzą fani prasówek i przygód Euzebiusza Plujki autorstwa poznanianki Tamary Olszewskiej. Od jakiegoś czasu przestała pisać do szuflady (– Robiłam to latami, część utworów spaliłam), a zaczęła wypowiadać się na Facebooku. I to jak… W ten weekend Tamara sprawdziła na własne oczy, jak wygląda odbiór jej „pisaniny” (jak mówi sama). Zamurowało ją i tak trzymało co najmniej trzy dni.

Tamara w przeszłości była nauczycielką historii, lubianą przez uczniów. – Nie uczę już dziewięć lat, a wciąż jeszcze moje dzieciaki, już dorosłe panny i chłopaki, odzywają się do mnie. Nie miała łatwo, bo od początku była nieposkromiona. Wspomina, że kiedy dostała pierwszą pracę, w sierpniu pojawiła się w szkole, a dyrektorka kazała jej zrobić coś z włosami.– Z jednej strony byłam lekko podgolona, a na te czasy to była prawdziwa rewolucja. We wrześniu dyrektorka pożałowała swoich słów, bo Tamara przyszła… ogolona z obu stron.

Jeszcze do niedawna bardzo zajęta (rodzina, małe córki, pisanie podręczników i scenariuszy lekcji), dziś tych obowiązków ma mniej. Ale kiedy zaczęto w Polsce wprowadzać DOBRE ZMIANY, Tamara poczuła nie tylko wenę, ale i przymus pisania. I zaczęła publikować „prasówki” czyli przeglądy wydarzeń bieżących, na podstawie publikacji w mediach.– Jestem zwierzęciem domowym, a zwłaszcza kanapowym. Potem doszły do tego codzienne-niecodzienne przygody Euzebiusza.

–  Prasówki Tamary od pierwszej chwili zwróciły uwagę profesjonalnym potraktowaniem źródeł, użyciem ironii i dowcipu na wysokim poziomie. Od tego zaczęła się nasza znajomość. Teraz doszły wieczorne spotkania muzyczne (w sieci – przyp. red.), gdzie z pasją przypominamy sobie najwspanialsze kawałki muzyczne naszego życia. Tamara to jest lek na całe zło… dla każdego – twierdzi Bohdan Mierzwiński, który za jej namową napisał jeden z odcinków przygód Euzebiusza Plujki.– Zrobił to naprawdę znakomicie – podsumowuje Tamara.

Poznańska pyra
Fot. Anna Pysiak

Pierwszymi czytelnikami byli jej znajomi, potem znajomi znajomych, a potem koderzy wrzucali jej wpisy na grupy lokalne. I tak nasza kochana Tamarka stała się gwiazdą internetu od Rzeszowa po Gorzów Wielkopolski, od Tatr po Bałtyk, od „stolycy” po najmniejszą mieścinę. I tak ten, który miał dzielić, połączył.

O dzięki ci, Jarosławie Kaczyński – pisze Tamara – masz u mnie pomnik dziękczynny za to, że gorszy sort górą, że jesteśmy skonsolidowani, zaprzyjaźnieni i przypomnieliśmy sobie, jak wspaniale jest być razem.

Czytelnicy zaczęli odzywać się do niej i zobaczyła, że to, co robi, ma nie tylko ogromny sens (nie każdy ogląda telewizję), ale także przynosi wiele radości. Oddam głos jej fanom z facebookowej grupy założonej przez Jacka Bielaka:

Dzięki, Tamaro, za codzienną lekturę! Sama się delektuję i podaję dalej… inni znów podają ją dalej… Twój głos rozchodzi się jak kręgi na wodzie.– Aldona

Nie ukrywam, że zaczynam mój dzień na fb szukając Twojej prasówki. Dzięki Tobie łatwiej mi przyjąć skrzeczącą rzeczywistość, za co Ci bardzo, bardzo dziękuję. – Benedykta

Nie zmieniaj się i dalej pisz trochę z przymrużeniem oka o koszmarach dnia bieżącego. – Anna

Jak się coś u nas zmieni, to sobie wydrukuję całość od Tamarki, będę miała Kronikę Upadku Głupiego Rządu Krok po Kroku. Oby ta książeczka była cieniutka, cieniusieńka…– Krystyna

Mam nadzieję na rozkwit Twojego talentu, dzięki któremu mroczne chwile są mniej mroczne, a niegodziwości łatwiej znieść, gdy opisujesz je oczami Euzebiusza, w jego krótkich galotkach.– Bohdan

Cud! Pyra poznańska sprawiła, że się regularnie wchodzi na mazowiecką (stronę – przyp. red.). – Marta

Komplementy sypią się od koderów z m.in. Łodzi, Lubaczowa, Płocka, Sztokholmu, Kolonii, Elbląga, Niekiełki, Świebodzic, Olsztyna i oczywiście rodzinnego Poznania. A Tamara wysyła swoje prasówki na kodowskie strony regionalne, w tym także na nasz portal (zakładka W MEDIACH).

I pewnie dalej nasza Tamarka siedziałby w swoim mieszkanku, gdyby nie zakochany w niej fan, który postanowił swej nieruszającej się z Poznania idolce zrobić wycieczkę do stolicy. Dlaczego?

Fot. Anna Pysiak
Fot. Anna Pysiak

Tamara wspomina: – Jedni marzą o Wyspach Kanaryjskich, inni o wspaniałym samochodzie czy wypasionym domku na łonie natury. A mnie się zatęskniło za Łazienkami, o czym wspomniałam nieopatrznie zaprzyjaźnionemu KOD-kowi z Warszawy. No i wziął mnie podstępem. Jak ta złota rybka, postanowił spełnić moje trzy życzenia: Łazienki, stare Powązki, cisza i spokój potrzebny, by delektować się nieśmiało wkraczającą wiosną. Która kobieta, nawet w wieku, gdy już się kobietę mało przypomina, nie uległaby takiej propozycji?

Krzysztof Garliński (to on wystąpił w oskarowej roli złotej rybki) postanowił przywieźć Tamarę do Warszawy. Własnym samochodem pojechał do Poznania i z powrotem. Kiedy na fanpage’u ogłosił swój pomysł, ludzie zaczęli się zgłaszać. Ktoś zaproponował nocleg, ktoś oprowadzanie po Łazienkach, inny upieczenie ciasta, kurczaka w sosie teriyaki i zrobienie laurki. – To przerosło moje oczekiwania – mówi Krzyś – bo ludzie potraktowali ją jak swoją krewną i chcieli jej nieba przychylić. Do ostatniej chwili przysyłali propozycje pomocy, dzwonili do mnie nawet, gdy jechaliśmy już z Poznania, a ja musiałem zachować tajemnicę. Nie było łatwo, bo Tamara była obok.

Poznańska pyra
Fot. Anna Pysiak

Przetrawiłam jakoś fakt – wspomina na fanpage’u autorka prasówek – że podczas podróży wciąż wisiał na telefonie. Zgodziłam się, by Łazienki zaliczyć następnego dnia, wytrzymałam nawet jego poganianie, gdy prawie się poparzyłam pijąc gorącą kawę na stacji benzynowej po drodze. Jednak zupełnie nie byłam przygotowana na to, co nastąpiło, gdy przekroczyliśmy progi gościnnego domu Ewy i Adasia w Nowym Prażmowie. Oczy wybałuszyłam i zamarłam prawie jak żona Lotta, gdy zobaczyłam roześmiane twarze naszej cudownej, Kodowskiej Kapeli. I tak już mi pozostało na kolejne godziny, gdy świat wokół nagle zrobił się kolorowy, muzyczny, pełen gwaru, życzliwości i ciepła. No, a kiedy nasz Konrad Materna ze swoją Anią rozpoczęli koncert, gdy kapela zagrała, zabębniła, roztańczyła noc, to już zupełnie emocje mnie pokonały. Znacie bajkę o Kopciuszku, prawda? To właśnie ja byłam tym Kopciuszkiem, który znalazł się na balu, o którym wcześniej mógł tylko pomarzyć. I jeszcze wspaniały głos Ani, ciepły, głęboki Konrada i ten młodziutkiej Julii, która dodała tyle aksamitu i delikatności do swojego występu…

Poznańska pyra
Fot. Anna Pysiak

Krzysztof Garliński mówi o Tamarze w samych superlatywach i podkreśla jej skromność. Moim zdaniem oboje są siebie warci; nie mają pojęcia, ile dobrego zrobili dla innych – Tamara pisaniem, a Krzysiek – przywiezieniem jej do Warszawy. – Patrzyłem na nią przez trzy dni, wożąc ją to tu, to tam – mówi – i widziałem w jej oczach szok i niedowierzanie, że komuś podoba się jej twórczość.

I znów wpis Tamary: Jest takie powiedzenie „puchnąć z dumy” Nie pozwoliłam sobie na to, ot chociażby dlatego, że moja kulistość mogłaby tego nie wytrzymać. Samokrytycyzm, spora pokora wobec życia i permanentne wycofanie dały mi wolne i pozwoliły po prostu delektować się naszym spotkaniem, Wami, całym naręczem życzliwości, które dostałam.

Z wielkim wzruszeniem opowiada o krótkich odwiedzinach w Łazienkach. Ma wyrzuty sumienia, bo Stefan Sterzycki (kolejny fan) zorganizował przewodnika, a nawet prywatne wejście do Pomarańczarni, jednak Tamara nie miała sił (nie pozwala rozpisywać  się o jej zdrowiu). Bal Kopciuszka trwał kolejny dzień. Przed Kancelarią premier Szydło spotkałam mnóstwo ludzi, których znałam tylko z postów, komentarzy na fb. Teraz nagle znaleźli się tuż obok mnie, wypełniając kolejne chwile sobą aż po brzegi. Temperatura skoczyła mi zapewne do 45 stopni, a każdą rozmowę, każde ciepełko, które do mnie trafiło mam odznaczone solidnym siniakiem na ręce. Nie miałam wyjścia i od czasu do czasu musiałam się uszczypnąć, by przekonać się, że to nie sen.

Poznańska pyra
Fot. Anna Pysiak

Kiedy w niedzielne południe jadłyśmy obiad na warszawskim Żoliborzu, a przed oknami ludzie spacerowali w wiosennym słońcu, widziałam, że nadal była oszołomiona, wzruszona, zszokowana bogatym programem wizyty (nie doszło do porannego spaceru po Powązkach; czy to z powodu, że Kopciuszek wstał za późno, czy to z powodu nadmiaru trunków na balu – nie dociekałam). Dziękowała za prezenty (od redakcji otrzymała kamizelkę Biura Prasowego, którą nosiłam, obsługując historyczny już marsz „My, Naród”, jej radość była wielka, bo nie mogła być wtedy w Warszawie), za uśmiechy, za poświęcenie Krzysia, za pyszności w Prażmowie, za gościnę i występy. Poznałam osobiście jej skromność i ciepło, jeszcze bardziej doceniłam talent (stąd nie siliłam się na opisywanie wszystkiego samodzielnie, tylko oddałam głos Tamarze, naszej autorce).

Zatem na zakończenie Tamara jeszcze raz:

Poznańska pyra
Fot. Anna Pysiak

Herbert w swoim wierszu „Napis” powiedział: Gdy zgaśnie niebo gwiazd będziemy świecić nocom, Gdy skamienieje wiatr będziemy wzruszać powietrze. Kochani, będąc z Wami i dzięki Wam poczułam, że nie ma takiej siły, która może nam zabronić prawa do życia w naszej demokratycznej Polsce. Nie ma takiej siły, która wpędzi nas w szarość i marazm. Nie ma takiej siły, która zmusi nas do akceptacji obecnego stanu naszej polskiej rzeczywistości. Jesteśmy razem, dajemy z siebie to, co w nas najlepsze, strzelamy kulturą i uśmiechem. Moc jest w nas, moc nie do pokonania. Wybiła godzina 24 i Kopciuszek wrócił do siebie. Ale już nie jest szaro i za to Wam wszystkim dziękuję z całego serca.

Nie byłabym sobą i nie byłoby to w stylu Tamary (kocha jeść, zwłaszcza te najbardziej niezdrowe potrawy, nie zdradzę, który sieciowy fast food lubi najbardziej), gdybym nie wrzuciła tu przepisu na kurczaka w sosie teriyaki (bardzo smakował Tamarze) w wykonaniu Ani Pysiak:

Składniki:

  • 0,5 kg udek z kurczaka, ze skórą, ale bez kości, umyte i osuszone
  • 1 łyżka oleju do kroku 4
  • 2 łyżki sake
  • 1 łyżeczka oleju do kroku 7

Sos teriyaki

  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki wody
  • 1 łyżka sake
  • 1 łyżka mirinu
  • 1 łyżka cukru
  • ¼ cebuli startej na tarce (razem z sokiem)
  • 2,5 cm imbiru startego na tarce (razem z sokiem)

Sposób wykonania:

  1. Każdy kawałek kurczaka pokroić na 4 części, ponakłuwać widelcem.
  2. Składniki sosu dokładnie wymieszać w misce.
  3. Włożyć kurczaka do sosu i marynować przez co najmniej 2–3 godziny w lodówce.
  4. Podgrzać olej na patelni na średnim ogniu, położyć kawałki kurczaka skórą w dół. Sos zachować. Nie dodawać na patelnię żadnego płynu.
  5. Kiedy skórka się zrumieni, przewrócić kurczaka, dodać sake, przykryć i gotować na średnim ogniu 8–10 minut.
  6. Zdjąć kurczaka z patelni i usunąć nadmiar tłuszczu.
  7. Zagrzać olej na patelni i ponownie włożyć kurczaka, skórą na dół i smażyć aż będzie chrupiąca.
  8. Przewrócić kurczaka na drugą stronę, wlać sos i gotować aż sos się zredukuje i zgęstnieje. Polewać mięso sosem podczas gotowania.
  9. Przełożyć mięso na talerz, skropić resztą sosu z patelni.

PS Tytuł pochodzi oczywiście od naszej dowcipnej autorki prasówek.

Anna Dysińska (która za innym fanem powtarza: cieszę się, że mogę z Wami wielbić Tamarę O.).

Komentarz

  • 5 kwietnia 2016 21:56
    Permalink

    Dziękujemy za ten wspaniały artykuł.
    Dodam, że Tamara i ja od czterech dni nie możemy otrząsnąć się z szoku spowodowanego ciepełkiem, jakie Ona doznaje od fanów. KODludki są wspaniałe! …i pomyśleć, że gdyby nie apel Kaczyńskiego („Narodzie! Obudź się!”) nie poznalibyśmy Tamary i tylu wspaniałych ludzi, dla których radość z dawania dobra jest większa, niż oczekiwanie na nie.

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij