Poznańska Pyra w grudniową noc

Bałam się, ale wiedziałam, że ten żołnierz obok mnie bał się bardziej. Po latach zastanawiam się, jak potoczyły się losy tego chłopaka w mundurze, który nie chciał strzelać do swoich.

Tamara Olszewska

To była noc 12/13. grudnia 1981 roku. Kolejna noc w szpitalu, gdzie lekarze usiłowali wpaść na to, co się właściwie ze mną dzieje. Pamiętam, oddział wypełniony był maksymalnie, pacjenci leżeli nawet na korytarzu. Wieczorem dostałam jakiś zastrzyk, by przespać kolejne godziny, ale co rusz budził mnie jakiś gwar, rozmowy, hałasy, czyjś płacz. Kiedy rano wstałam, przeżyłam szok. Oddział był pusty. Z pacjentów byłam tylko ja, cała reszta gdzieś zniknęła. Na korytarzu stały łóżka polowe, kręcili się żołnierze, a za oknem zobaczyłam przejeżdżającą kolumnę czołgów. Byłam coraz bardziej przerażona, a w głowie układały mi się różne scenariusze. Jakiś najazd na Polskę, wejście wojsk Układu Warszawskiego, wybuch epidemii? Nikt nie chciał mi powiedzieć, co się dzieje. Dopiero gdy włączyłam telewizor usłyszałam przemówienie Jaruzelskiego. Wróciłam do łóżka i zaczęłam płakać. Bałam się. Nie o siebie, bo nie pełniłam żadnej znaczącej roli w NZS-ie, ale bałam się o moich kolegów, o tych, którzy aktywnie działali w „Solidarności. Czekałam na moją mamę, bo tyle miałam pytań, tyle niepokoju, tyle strachu.

Do dzisiaj pamiętam rozmowę dwóch młodych żołnierzy. Siedzieli na polówce przed moim pokojem i jeden z nich drżącym głosem komentował to, co się dzieje. Mówił o swoim strachu. Mówił, że on nie stanie przeciwko ludziom Solidarności. Mówił, że nikt nie zmusi go, by strzelał. Słuchałam go i wręcz nie rozumiałam, o co mu chodzi. Jakie strzelanie do ludzi, jakie wyjście na ulice, jaka wojna domowa?

Wydawało mi się to tak abstrakcyjne, tak niemożliwe. W kilka dni później już wiedziałam. To nie koszmar senny, to nie scenariusz filmu sensacyjnego. To prawda. Kopalnia Wujek, Gdańsk, Wrocław, tam padły pierwsze ofiary. Tam Polak strzelał do Polaka. Tysiące internowanych, straszenie, torturowanie. Polska zrobił się szara, ponura, jeszcze bardziej obca, jeszcze bardziej nieprzyjazna.

Nie byłam bohaterem tamtych czasów. Byłam tylko młodą studentką historii. Swój protest manifestowałam, nosząc wpięty opornik. Sporo tych oporników miałam w torebce, bo wielokrotnie przechodząca obok milicja zatrzymywała mnie i wyrywała mój „oporniczek”. Kiedy tylko znikali mi z oczu natychmiast wyjmowałam kolejny, przyczepiałam i dumna  z siebie szłam dalej. Tak jak wielu, czytałam materiały prasy podziemnej, słuchałam radia „Wolna Europa”, próbowałam składać kwiaty pod Krzyżami na pl. A. Mickiewicza, czasami obstawiałam „ulotkarzy”. Ilekroć widziałam starcia z ZOMO czy milicją, zastanawiałam się, jak potoczyły się losy tego żołnierza ze  szpitala. Czy został zmuszony, by stanąć przeciwko swoim? A może strzelał właśnie tam, pod kopalnią Wujek?

Minęły lata. 13 grudnia 2016 roku. Za chwilę zapadnie zmrok. Jest zimno, gdzieś pada śnieg, gdzieś deszcz. Za chwilę cała Polska zamknie się w pamięci tragicznych dni sprzed 35 lat. Za chwilę spotkamy się wszyscy, bez uśmiechu, zadumani, smutni. Historia zatoczyła koło. Szara, ponura Polska wróciła, podobnie jak wrócił strach, co dalej. Patrzę na twarze tych, którzy wtedy byli internowani, prześladowani, bo zachciało im się wolnej Polski. Dzisiaj stoją obok mnie, bo znowu Polska potrzebuje pomocy. Są obok mnie, znowu silni, zmobilizowani, niezłomni. Wyzywają ich dzisiaj od esbeków, komuchów. Tych, którzy oddali tyle swego życia Polsce. Czy ktoś jest w stanie to pojąć?

Moja pamięć łączy się dzisiaj z Polską, w której rządzą błazny historii, rozgrywając swoją grę o Polskę przy zielonym stoliczku prywaty, rozbuchanego ego, żądzy władzy, chęci zemsty. Ale ja pamiętam. I Was wołam:

Górnicy z kopalni Wujek: Józefie, Joachimie, Ryszardzie, Bogumile, Andrzeju, Janie, Zbyszku, Zenku!

Antoni z Gdańska!

Michale, Mietku, Andrzeju z Lubina!

Wojtku i Kazimierzu z Poznania!

Władku ze Szczecina!

Wojtku z Białej Podlaskiej!

Stanisławie z Rzeszowa!

Ojcze Jerzy!

Was wszystkich, którzy oddaliście życie za wolną Polskę!!! 

Wasze marzenie rozpada się jak domek z kart, wraca do mrocznych czasów, gdy milicja miała „odwagę” do Was strzelać. Patrzę w niebo i wołam Was. Jak bardzo jesteście nam dzisiaj potrzebni. Dajcie nam swoją siłę, wiarę, nadzieję. Dajcie nam swoją miłość do Ojczyzny. Bez Was, bez pamięci o Was nie damy rady!

Tamara Olszewska

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij