Powstanie tandetne

Już za niewiele ponad miesiąc kolejna rocznica wybuchu powstania warszawskiego. I już się zastanawiam, co za kretynizm z tej okazji wymyślą nowo rządzący. To, że wymyślą, jest pewne. Nie wiem jeszcze jaki, ale z pewnością żenujący.

Jacek Mrozowski

Próbkę dał pisowski radny warszawskiej gminy Białołęka, zgłaszając do budżetu obywatelskiego pomysł zorganizowania „powstańczego placu zabaw dla dzieci”. Aż przysiadłem ze zgrozy, gdy przeczytałem wiadomość o tym. Mają być rury imitujące kanały, warszawski tramwaj, jakaś barykada, płotki udające ruiny domów… diabli wiedzą, co on tam jeszcze nawymyśla i jak sobie wyobraża dziecięce zabawy w tym przybytku.

W co się dziateczki będą bawiły? W rzeź Woli, palenie żywcem rannych w powstańczych szpitalach? A może w zbiorowe gwałty dokonywane przez chłopców z grupy Borsuków udających esesmanów Dirlewangera na dziewczynkach z grupy Biedronek? Pomysł po trzykroć chory i obrażający warszawskich powstańców. Sprowadzający tragedię Powstania Warszawskiego do wymiaru groteski. Do wymiaru komiksu z Batmanem. Obrzydliwość.

Nie pierwszy to z poronionych pomysłów szmatławiących Powstanie Warszawskie. W wyniku „akcji promocyjnych” wymyślanych przez szalonych copywriterów na zlecenie producentów żądnych (to naturalne) zysku i przy łaskawej aprobacie władz, powstały już sterty śmieciowych gadżetów. Kolorowanek, gier komputerowych, figurek kolekcjonerskich, wpinek, breloczków, gier planszowych. Wszystko to w obowiązującej marketingowej narracji: „Zbierz kolekcję obrazków żołnierzy Batalionu Zośka dołączonych do chipsów i wymień w sklepie na dużą butelkę napoju gazowanego”.

Powstanie tandetnie
Fot. Bartosz Nowacki

Kilka lat temu przyjęto kurs na promocję Powstania Warszawskiego wśród dzieci i młodzieży. Teoretycznie miało to utrwalić pamięć o tym zrywie w umysłach młodego pokolenia, ale – jak to najczęściej bywa – przybrało formę groteski. Na tej fali powstał film „Miasto 44”, będący jakimś kiczowatym romansidłem rozgrywającym się wśród ruin i umierających mieszkańców Warszawy.

Pamiętam wywiad, którego udzielił kiedyś  Jan Komasa, reżyser tego obrazu. Powiedział:

– Musieliśmy przyjąć taką narrację, aby trafić do młodego widza. Musieliśmy opowiedzieć historię jego językiem.

I co dostaliśmy? Banalną historyjkę, naturalistyczne obrazy rozrywanych ciał, okrucieństwo, ujęcia rodem z „gry strzelanki” i hip-hopową muzykę. Na całe szczęście powstańcy na barykadach w tym filmie nie mówili: – Hej, ziom. Nadstaw radary, czy Szkopy nie nadchodzą, a ja tupnę się na kwadrat, bo tam się niezły melanż odbywa.

Ale wcale bym się nie zdziwił, gdybym i to usłyszał w ramach przybliżania młodzieży tragedii Powstania Warszawskiego.

Powstanie tandetnie
Fot. Bartosz Nowacki

Wszystko to kreuje obraz powstania jako fajnej zabawy na gustownie urządzonym placu zabaw. Można było pobiegać po gruzach, postrzelać z erkaemu, zabawić się z koleżanką sanitariuszką. Pośpiewać i poczuć adrenalinę. Nie było tragedii. Był patriotyzm, heroizm, braterstwo, a wieczorami dobra zabawa w przednim towarzystwie. Przypomnijmy więc bilans tej dobrej zabawy:

– 20 tysięcy zabitych powstańców;

– 180 tysięcy zabitych wśród ludności cywilnej;

– 33 tysiące zabitych dzieci;

– 650 tysięcy uchodźców ze zrujnowanego miasta;

– 80 proc. zabudowań Warszawy legło w gruzach.

Dla podkreślenia kontrastu jeszcze bilans ofiar po stronie niemieckiej:

– 10 tysięcy zabitych żołnierzy

– 9 tysięcy rannych i 7 tysięcy zaginionych.

Ale fajna zabawa! Ubaw po pachy. W sam raz, aby dzieciaczki biegały z plastikowymi karabinami i krzyczały: – Ratatatata – zabity!

Jakże więc podchodzić do obchodów kolejnych rocznic tego wydarzenia? Normalnie. Tak jak do tej pory. Bez wydziwiania. Bez klocków Lego i lizaków barwiących język w barwy narodowe. Czy wyobrażacie sobie podobną akcję promocyjną na przykład w Izraelu? Tam bardzo poważnie podchodzi się do Holocaustu. Nie do pomyślenia jest gra dodawana do płatków śniadaniowych z zadaniem: „Ucieknij z transportu do Auschwitz i wygraj paczkę chrupków kukurydzianych”.

Polskie dziecko z pewnością zastanowi się, a najpewniej zapyta, dlaczego 1 sierpnia ludzie stają na ulicy o godzinie 17.00?  Zapyta i powinno dostać prawidłową odpowiedź, że to rocznica rozpoczęcia jednej z największych tragedii w historii Polski.  Przeżywajmy ten dzień w skupieniu, poszanowaniu ofiar, zadumie nad losem powstania. Palmy znicze, składajmy kwiaty, śpiewajmy powstańcze pieśni, opowiadajmy, jak było.

Poważni i z pochylonymi głowami,  a nie w tandetnej atmosferze cepeliady.

Jacek Mrozowski

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij