Polska i Węgry w moim sercu – wywiad z Anną Chrzanowską

„Mówić można wiele… liczy się przede wszystkim to, co się robi” – Anna Chrzanowska o KOD-zie, węgierskich rządach Orbána i potrzebie działania.

Anna Chrzanowska – młoda, aktywna, zaKODowana studentka filologii polskiej. Urodziła się w Polsce, całe dotychczasowe życie spędziła na Węgrzech, od niedawna mieszka w jednym z warszawskich akademików. Pełna pozytywnej energii i chęci do pracy, z pokorą i determinacją co dzień pokonuje bariery, jakie stawia przed nią niepełnosprawność ruchowa. Jej wielkim marzeniem było aktywne uczestnictwo w jednym z KOD-owskich marszów. Dzięki pomocy KOD-erów z Pragi Południe 27 lutego Ania przejechała całą trasę od Stadionu Narodowego po plac Piłsudskiego. Zgodziła się opowiedzieć o emocjach towarzyszących manifestacji, osobistej wizji KOD-u, sytuacji politycznej na Węgrzech i codziennej walce z własnymi ograniczeniami.

Joanna Dobrowolska: – Twoja przygoda z KOD-em rozpoczęła się 27 lutego wraz z marszem „My, Naród!”. Jakie to było przeżycie?

Anna Chrzanowska: – Niesamowite, już dawno chciałam pójść w takim marszu. Przyłączenie się do społecznych manifestacji planowałam już na Węgrzech, jednak tam nie miałam takiej możliwości. Na szczęście już w Polsce udało mi się wziąć udział w marszu KOD-u. Czułam się cały czas bezpieczna, podczas manifestacji nie było żadnych incydentów. W ogóle się nie bałam, chociaż maszerowało z nami tyle ludzi, że… to było po prostu niesamowite.

W Twoim przypadku dobra opieka i bezpieczeństwo są kluczowe. Rozumiem, że grupa KOD Praga Południe spisała się dobrze, pomagając ci wziąć udział w manifestacji?

Tak, jak najbardziej. Nawet nie oczekiwałam, że będzie aż tak fajnie i przede wszystkim sprawnie. W ogóle nie czułam się zagubiona, gdyż w każdej chwili miałam się do kogo zwrócić. Było super!

Kto najbardziej zaangażował się w zapewnienie ci opieki podczas marszu?

Z pewnością Arek [Stańczykowski – przyp. red.], który przywiózł mnie z akademika. Poza tym Samanta [Mońko – przyp. red.], Monika [Rosłońska – przyp. red.] i bardzo wielu ludzi. Nie jedna osoba czy dwie, ale cała grupa bardzo pomogła.

Jakie to uczucie – pierwszy raz znaleźć się wśród takiej masy ludzi?

Bardzo pozytywne. Czułam siłę i sens tego, w czym uczestniczę. Taki marsz pomaga zintegrować i zjednoczyć tak olbrzymią grupę oraz dodaje energii do późniejszej aktywności społecznej. Manifestacje są bardzo potrzebne – dzięki nim ludzie nie czują się sami i mogą zobaczyć siłę grupy.

Ta siła tłumu tak ci się udzieliła, że aż sama poczułaś imperatyw działania.

Myślę, że mogłabym być nieco bardziej aktywna, lecz dopiero co skończyłam sesję egzaminacyjną. Teraz jestem wśród ludzi, których już trochę znam i wiem, że będę mogła z nimi działać. Cieszę się, że przystąpiłam do grupy Praga Południe.

Spotykam często ludzi przychylnych ideom KOD-u, którzy jednak na zaproszenie na marsz odpowiadają: „nie mam czasu”, „mam pilne obowiązki”. Tym bardziej jestem pełna podziwu dla ciebie – udział w manifestacji kosztuje cię znacznie więcej wysiłku niż innych. Co powiedziałabyś wszystkim cierpiącym na chroniczny niedobór czasu?

Powiedziałabym, że mówić można wiele. Natomiast liczy się przede wszystkim to, co się robi. Na Węgrzech widzę ten sam problem bierności społeczeństwa. Ludzie nie podejmują żadnych działań przeciw polityce Viktora Orbána. Wciąż tylko narzekają. W Polsce też więcej ludzi mogłoby dołączyć do KOD-u, ale i tak czuję tu jedność i wspólnotę. I nie polega ona tylko na wspólnym narzekaniu, ale na realnym działaniu. Na tym, że KOD-erzy organizują konkretne wydarzenia, a każda osoba może wnieść ważny i istotny wkład w działalność stowarzyszenia.

Wspomniałaś o Węgrzech, jesteś przecież pół-Węgierką. Masz zupełnie inną perspektywę spojrzenia na to, co dzieje się teraz w Polsce. Czy sytuacja na naszej scenie politycznej jest porównywalna do tej na Węgrzech?

Jest porównywalna, ponieważ Orbán i węgierski rząd zapoczątkowali proces przemian, które PiS i polski rząd teraz naśladują. Widać to na konkretnych przykładach, takich jak chociażby zamiar wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę. W Polakach widzę większy opór, z uporem bronicie Trybunału i Konstytucji, co na Węgrzech się nie udało. Tam Konstytucja jest tak interpretowana i zmieniana, jak władza tego chce.

Nie jest tajemnicą, że styl rządzenia Viktora Orbána był silną inspiracją dla Jarosława Kaczyńskiego. Jednak na hasła „nie chcemy drugich Węgier” oponenci odpowiadają, że Jarosław Kaczyński nie musi wzorować się na Orbánie, ponieważ jest samodzielnym politykiem. Jak to skomentujesz?

Gdyby zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego naprawdę w to wierzyli, nie jechaliby masowo na Węgry na tzw. Marsz Pokoju. 23 października to wprawdzie święto narodowe Węgier, jednak organizowany tego dnia Marsz Pokoju jest po prostu przejawem propagandy służącej umocnieniu wizerunku rządzącej partii Fidesz. Wielu Polaków bierze udział w wydarzeniu politycznym, które w rzeczywistości ze Świętem Powstania i Walki o Wolność nie ma nic wspólnego. Orbán zresztą popiera Kaczyńskiego. Wyraża sympatię nie dla Polaków jako narodu, lecz dla jednego polityka. I vice versa.

Jak teraz na Węgrzech mówi się o tym, co obecnie dzieje się w Polsce?

Prawie w ogóle się nie mówi. W zeszłym tygodniu widziałam jeden artykuł, który nie dotyczył bezpośrednio sytuacji w Polsce, lecz stanowiska Komisji Weneckiej wobec polityki polskiego rządu. Podważył je jeden z węgierskich polityków.

Mówiłaś mi kiedyś, że w polskim społeczeństwie podoba ci się aktywność i chęć stawiania oporu. Uważasz, że Węgrom tego brakuje?

Dopiero teraz zaczyna się coś dziać, ale w małych grupach. W KOD-zie podoba mi się to, że nie dzielimy się na grupy na zasadzie: lekarze protestują osobno, studenci osobno, nauczyciele osobno. W zeszłym tygodniu na Węgrzech manifestowali nauczyciele – przyszło tam bardzo dużo osób, lecz tylko z ich najbliższego otoczenia. Brakuje mi takiego całościowego, oddolnego, społecznego ruchu.

Politycy węgierskiej opozycji kilkakrotnie brali udział w naszych marszach. Myślisz, że to z ich strony realny wyraz poparcia czy raczej gest „pod publikę”?

Nie wiem, na ile do Węgrów dociera fenomen i znaczenie tego ruchu społecznego w Polsce i na ile oni naprawdę rozumieją, co ma wyrażać taki marsz KOD-u. Myślę, że Polacy nie powinni mieszać się w polityczne sprawy Węgier, ponieważ nie znają całego kontekstu społeczno-politycznego. W drugą stronę ta reguła też powinna działać. Człowiek, który żyje na Węgrzech na co dzień i obserwuje od dłuższego czasu przemiany w polityce rządowej, może wyrazić kompetentną i wiarygodną opinię. Natomiast udział węgierskich polityków w marszu KOD-u… myślę, że miał on potwierdzić stare porzekadło „Polak, Węgier, dwa bratanki”. W końcu to Polacy protestują, więc wypada tam pojechać i powiedzieć kilka słów.

W dokumencie określającym ramy programowe KOD-u ważną pozycję zajmuje budowa społeczeństwa obywatelskiego. Przyznam, że to moja największa nadzieja związana z KOD-em. Myślisz, że w Polsce jest to możliwe? Sondaże pokazują, że pod względem partycypacji obywateli w życiu publicznym wypadamy blado nawet na tle samej Europy Środkowej.

Sam KOD niestety nie wystarczy. Dopóki PiS będzie sprawował władzę sytuacja będzie bardzo trudna. Myślę, że ten czas pozostały do kolejnych wyborów powinniśmy poświęcić na kreowanie nowej jakości, nowego podejścia do społeczeństwa. Szukać ludzi rozczarowanych władzą, przekonywać ich do naszych działań i argumentów. Powoli i systematycznie, aby do następnych wyborów coś w świadomości społecznej się zmieniło.

Jak byś zdefiniowała to nowe podejście?

Jak najmniej polityki. Trzeba skoncentrować się na samym społeczeństwie i konkretnych celach. Na tworzeniu alternatywy tam, gdzie ludzie są niezadowoleni. Na marszu KOD-u widziałam wielu znanych i mądrych polityków, lecz ich obecność odstrasza zwykłych ludzi. Niektórzy z nich czują, że nie znają się na polityce. Inni mają już dosyć oglądania tych samych twarzy. KOD powinien zajmować się tym, co interesuje wszystkich.

Jak myślisz, dlaczego w KOD-zie jest tak niewielu ludzi młodych, studentów? Wszyscy mnie pytają: „gdzie są młodzi?”.

Ludzie dojrzali przeżyli stan wojenny i walkę Wałęsy o wolność. Wiedzą, o jakie wartości walczą. A młodzi… często nie angażują się w politykę, ponieważ brakuje im wiedzy i dobrej edukacji obywatelskiej. Chyba że studiują politologię…

Oni też nie zawsze wiedzą, o co chodzi…

[śmiech] Wśród młodych brakuje zaangażowania. Uważam jednak, że lepsza jest bierność niż przymusowa aktywność bez świadomości celów i hierarchii wartości. Wtedy przynajmniej wiem, że konkretne osoby działają w jakimś celu. Jeśli natomiast zaczęliby masowo przychodzić ludzie nieświadomi, KOD-owska jedność mogłaby stać się wspomnieniem.

Co byś powiedziała tym wszystkim, którzy mówią, że to wszystko nie ma sensu, albo że jedna osoba i tak niczego nie zmieni?

Ja przez całe swoje życie mogłabym powtarzać: nic nie ma sensu. Poczynając od chwili wstania z łóżka aż do samego końca dnia. A jednak robię jeden mały krok, drugi mały krok i widzę, że tak tworzę jeden mój dzień, jeden mój tydzień, ale też całe moje życie. To nie przypadek, że tyle mówi się o KOD-zie w mediach, zwłaszcza w negatywnym świetle. Telewizja fałszuje informacje, ponieważ ma ku temu powód. Reakcja PiS-u jest dla mnie świetnym dowodem na to, jak ważne jest to, co teraz się dzieje. Gdyby tak nie było, PiS by się nie bał. Trzeba walczyć.

A Ty? Zostajesz z nami i walczysz?

Tak, oczywiście.

Dziękuję ci bardzo za inspirującą rozmowę.

Rozmawiała Joanna Dobrowolska

Na zdjęciu: Ania razem z KOD-em Praga Południe na marszu „My, Naród!” Fot. Bożena Bukowska, źródło: grupa Fb KOD Praga Południe.

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij