Pokot, wszędzie pokot …

Przez jury festiwalu w Berlinie nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem, a przez tamtejszego korespondenta TVP Cezarego Gmyza określony jako „głęboko antychrześcijański, właściwie pogański film” i „apoteoza ekoterroryzmu”. 

Adam Snopek

Prace nad filmem Agnieszki Holland na podstawie powieści Olgi Tokarczuk rozpoczęły się zanim konflikt skrajnych konserwatystów z obrońcami przyrody i praw kobiet przybrał obecną formę i skalę, więc przynajmniej koniunkturalizmu nie można „Pokotowi” zarzucić. Można natomiast wesprzeć się nim w mierzeniu się z naszymi realiami zarówno w aktualnym, jak i szerszym kontekście.Spokojne na pozór życie mieszkańców malowniczych okolic Bystrzycy Kłodzkiej zostaje zakłócone zniknięciem ukochanych psów pani Duszejko – zdziwaczałej miłośniczki przyrody, która po latach pracy w inżynierii budowlanej szuka wytchnienia w zapadłej leśnej chacie.

W ślad za czworonożnymi „dziewczynami”, które dla ekscentrycznej emerytki były jedyną rodziną kolejno znikają miejscowi myśliwi. Ona zaś, włócząc się po górach w poszukiwaniu swoich pupilek, prędzej czy później natyka się na zwłoki tych ludzi, których widok ani jej nie martwi, ani nie szokuje. Czy połączone łowiecką pasją małomiasteczkowe czarne charaktery padają ofiarą mafijnych porachunków, seryjnego mordercy wcielającego w życie zapomnianą lokalną legendę czy może – jak na przekór zdrowemu rozsądkowi sugerują poszlaki i domysły głównej bohaterki – zemsty dręczonych zwierząt? Nie próbujcie tego sprawdzić przed obejrzeniem filmu, żeby nie psuć sobie wrażenia. Zresztą w miarę oglądania sami złapiecie się na tym, że nie kryminalna zagadka najbardziej was intryguje. Przekonacie się, że film jest o czymś innym, ważniejszym, a z biegiem akcji będziecie się przekonywać o czym.

Łatwiej stwierdzić, o czym nie jest. Wbrew obawom wrażliwych widzów nie jest o naturalistycznie przedstawionym bestialstwie wobec zwierząt, bo krwawych scen jest tylko tyle, ile trzeba. Wbrew otaczającej go aurze nie jest o tym, że łowiectwo samo w sobie to zło wymagające zwalczenia. Choć odrażające typy, z którymi konfrontuje się bohaterka – bezkarny kłusownik, młody gangster łączący sutenerstwo z hodowlą zwierząt futerkowych, nowobogacki Janusz biznesu wyładowujący pijacką agresję na żonie, skorumpowany komendant policji, arogancki ksiądz indoktrynujący parafian jakby wyjętymi z ust ministra Szyszki i duszpasterza myśliwych Tomasza Duszkiewicza słowami o czynieniu sobie Ziemi poddaną – okazują się kolegami od strzelby i szklanki, to brutalne hobby, w którym nie przestrzegają nawet branżowej etyki, jest tylko jednym z objawów, a nie źródłem ich degeneracji. Wizerunek ich przeciwniczki, zgodny ze stereotypem nawiedzonego pieniacza, tym bardziej nie pozwala szufladkować filmu jako elementu czarno-białej antymyśliwskiej propagandy. Nawet Boros Šnajder – czeski entomolog wnoszący do filmu rubaszny czeski humor – nie prezentuje się wystarczająco racjonalnie, by mógł służyć za wzór ekoentuzjasty.

Każdy z bohaterów (nie wyłączając ogólnie sympatycznej, uwielbianej przez dzieci i przez różnych życiowych połamańców pani Duszejko) ukrywa jakiś wstydliwy sekret a osoby próbujące naprawiać świat muszą same, jak na konwencję kina noir przystało, mocno się przy tym pobrudzić. „Dostaje się” praktycznie wszystkim, choć najwięcej życzliwości budzą najwięksi dziwacy rugowani poza nawias lokalnej społeczności: obrończyni praw zwierząt rozmawiająca z gwiazdami, niespełniony terrorysta wsadzony za kraty przez własnego syna prokuratora, badacz chrząszczy przejmujący ich zwyczaje, trenująca boks prostytutka o gołębim sercu i pogrążony w ekranie laptopa aspergerowiec. No właśnie, czy na pewno dziwacy? Realia polskiej prowincji, które przywykliśmy traktować jako przaśną, ale jednak normę, przy odrobinie przejaskrawienia uderzają nas swoim absurdem. Nie wierzymy, że wokół nas są ludzie tak absolutnie źli jak hodowca lisów Wnętrzak, ale czy ta komiksowa postać nie jest nam potrzebna, żeby dostrzec patologie, które w sobie zgromadziła? Co nam to mówi o nas samych i o naszym znieczuleniu na ludzką i zwierzęcą krzywdę? O ilu rodzinnych tragediach toczących się przez lata w domowym zaciszu świat się nie dowie, dopóki jak pani Duszejko nie pociągniemy za język autostopowiczki, a sąsiad nie da się namówić do wyjaśnienia, skąd pochodzi jego dziwne imię? W uświęconym przez tradycję i autorytet lokalnych notablów błędnym kole hipokryzji, przemocy i wyzysku najbardziej normalni i najbardziej pożyteczni okazują się ludzie prezentujący się nie tylko współmieszkańcom, ale i widzom jako ewidentne świry. Czy to świadczy o drastycznie niskich standardach życia społecznego w „Polsce powiatowej”, czy o tym, że nasze postrzeganie norm jest wypaczone, a może samo ich szukanie poza własnym sumieniem to błąd? A jeśli dajemy się zwieść pozorom jak filmowi antagoniści bo „w tym szaleństwie jest metoda” i dziwactwa niegroźnych, pociesznych postaci to kamuflaż pozwalający im jak w zwierzęcej walce o przetrwanie uśpić czujność silniejszego wroga i wyprowadzić go na manowce lub nawet niespodziewanie zlikwidować?

Pokot tu i ówdzie…
Fot. Paweł Kazimierczuk

„Sowy nie są tym, czym się wydają” – słyszał bohater serialu „Miasteczko Twin Peaks”. Groteskowy świat Davida Lyncha przeniesiony z pięknych, ale mrocznych i niepokojących gór stanu Waszyngton w takież plenery Sudetów zaskakuje na różne sposoby. Część zwyczajowych wzorców przerysowuje, inne przestawia. Mężczyźni rozpuszczają plotki a kobiety wyręczają ich w działaniu, stróże prawa bronią silnych przed słabymi, a ofiara zmienia się w kata i na bal maskowy idzie w stroju wilka z partnerem jako Czerwonym Kapturkiem, miejsce kładzionych na tytułowym pokocie czworonogów zajmują ich oprawcy w asyście zwierząt urządzających im mało godny pogrzeb. Czym więc są ciekawskie sarny przyglądające się życiu bohaterki i trupom butnych „towarzyszy” z pieśni o sobolu i pannie śpiewanej na Hubertusie przez dziecięcy chór? Co chcą nam powiedzieć ich beznamiętne czarne oczy? Czym jest „Pokot”? Wezwaniem dla słabych tego świata, żeby zamiast tylko incydentalnie uprzykrzać życie swoim prześladowcom połączyli siły i sami wymierzyli im sprawiedliwość? Przestrogą dla zadufanych w sobie łajdaków, z którymi po przekroczeniu jakiejś niezauważalnej dla nich granicy jak po zakończeniu nieznanego zwierzynie okresu ochronnego zostanie zrobiony porządek w myśl praw natury wyczytanych przez panią Duszejko z układu planet? Krzywym zwierciadłem dla Polaków zapatrzonych we własne wyobrażenia ładu, przekazywane z pokolenia na pokolenie, jak w przypadku małych chórzystów oswajanych przez księdza Szelesta z obrazami przelewu krwi? Mocną lekcją odrzucenia jałowego polskiego indywidualizmu, o którym główna bohaterka mówi dosadnie, opisując grzybobranie jako jedyne zajęcie, wokół którego możemy się stowarzyszać? Na pewno jest mądrym, nieoczywistym, uniwersalnym filmem, stawiającym widzowi kilka ważnych pytań i pomagającym szukać odpowiedzi. Obejrzyjcie i poszukajcie. A potem idźcie do lasu.

Adam Snopek

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij