Pokolenie Odebranych Szans „dziełem” Zalewskiej

Za nami strajk nauczycieli, a przed nami (10 kwietnia) kolejny strajk rodziców, którzy podobnie jak w zeszłym miesiącu, nie poślą dzieci do szkoły. A we wrześniu, jeśli nic się nie zmieni – szkoła marzeń, ale nie naszych… 

Od 1 września dzieci, rodziców i nauczycieli czeka nowoczesna szkoła, tyle że w rozumieniu minister Zalewskiej. Wbrew temu, co mówi pani minister, ustawy i podstawy programowe pokazują, że szkoła nie będzie ani nowoczesna, ani lepsza, a co najważniejsze – kolejne pokolenia mądrzejsze nie będą. Deforma edukacji zakłada okrojenie godzin m.in. z przedmiotów przyrodniczych i historii, odpowiednio z 21 do 20 godzin, z 10 do 9 godzin, zabranie dyrektorom możliwości przydzielania dodatkowych godzin, np. z matematyki i języka polskiego (obecnie taka możliwość jest np. w przypadku utworzenia w gimnazjum klasy matematycznej lub dziennikarskiej), godziny dyrektorskie w okrojonej formie będzie można przydzielać tylko na zajęcia rozwijające zainteresowania.  

Powyższe oczywiście nie dotyczy obecnych uczniów klas czwartej, piątej i szóstej, ponieważ dzieci z tych klas godzin przedmiotów przyrodniczych będą miały dwukrotnie mniej niż reszta zreformowanych poziomów, ale będą musiały opanować WSZYSTKIE wiadomości z zakresu tych przedmiotów w ciągu dwóch lat zamiast czterech. W jaki sposób? Nie wiadomo.  

W ustawie kładzie się nacisk na pozyskiwanie wiadomości, podstawy programowe niewiele mówią o umiejętnościach. Wracamy więc do XIX-wiecznego „wkuwania”, a nie nowoczesnego „doświadczania” nauki.  

W siódmej klasie zostaną wprowadzone naraz wszystkie nowe przedmioty, podczas gdy teraz w gimnazjach są wprowadzane stopniowo. W związku z tym dzieci będą kilkukrotnie bardziej obciążone nauką do późnych godzin wieczornych niż jakiekolwiek pokolenie do tej pory. Przełoży się to również na zwiększenie ciężaru plecaka, ilość klasówek i prac domowych. Przeciętnie dziecko nie będzie miało żadnych możliwości na opanowanie tych wiadomości w sposób zadowalający. Dzieci nie będą miały możliwości uczestniczenia w dodatkowych zajęciach rozwijających zainteresowania w takim stopniu jak do tej pory. Ukończą „ośmiolatkę” niedouczone, przez co obniży się poziom nauczania w szkołach średnich, które będą musiały wyrównać braki, a oceny uzyskane na koniec szkoły nie będą żadnym odzwierciedleniem wiedzy. I znowu będziemy narzekać na słaby wynik matur. 

Kumulacja roczników

W 2019 r. czeka nas tzw. kumulacja roczników, a nasze dzieci będą brały udział w swoistym wyścigu szczurów razem z obecnymi uczniami klasy pierwszej gimnazjum, starszymi o rok lub dwa. Już teraz widać, że nowych liceów powstanie niewiele. Do „branżówek” w sposób oczywisty pójdą te dzieci, które nie dostaną się do liceów, tak jak to było za starych, dobrych czasów. Tam spędzą 3 lata, po czym ukończą te szkoły bez zawodu, a do „branżówki” 2. stopnia wcale nie będą musiały iść. Albo przyuczą się do zawodu u jakiegoś pracodawcy, albo zasilą szeregi „supernowoczesnych” bezrobotnych. 

Wśród uczniów w obecnych klasach szóstych są dzieci z dwóch roczników, z których jeden poszedł do szkoły w wieku 6 lat. Jeśli mieszkają w mieście, to nieduży problem, ale jeśli na terenach wiejskich, już w wieku 13–14 lat będą musiały dojeżdżać do szkoły średniej do sąsiedniej miejscowości, bo przecież mogą nie dostać się do najbliższej. I kolejny problem – w wieku 13 lat będą musiały zdecydować, na jakie studia pójdą, ponieważ zaraz na początku liceum będą musiały wybrać rozszerzenia. W przypadku zmiany zdania, dla tych dzieci nie będzie odwrotu, ponieważ licea będą tak zatłoczone, że nie będzie takiej możliwości. Proponowane „ramówki” są sztywne. Wszyscy wiemy, że obecnie w liceach jest możliwość zmiany rozszerzeń (zmiany klasy), a także możliwość uczęszczania do wybranej grupy językowej, nawet nie ze swoją klasą, ponieważ ramówki na to pozwalają. Po reformie tak dobrze nie będzie. 

I to, co zawsze jest najbardziej krytykowane w reformie edukacji – podręczniki. Jak sprawdziłam,  w większości klony obecnie istniejących w gimnazjach; np. język polski WSiP-u wymieniono tylko gramatykę na inne działy; teksty literackie, nazwy działów pozostają bez zmian, biologia  WSiP-u zawiera wiadomości z klasy drugiej gimnazjum o człowieku, rozkład materiału dla klasy siódmej proponowany przez Nową Erę zawiera wszystkie wiadomości od klasy piątej szkoły podstawowej, w niektórych podręcznikach zmienia się dosłownie tylko napis na okładce: klasa siódma. 

Całkiem dobrze funkcjonujący system szkolny pozwalał dzieciom zdolnym w jakiejś dziedzinie na poszerzanie pasji. Dzięki 3-stopniowej edukacji dziecko po szóstej klasie mogło wybrać sobie szkołę adekwatną do swoich zainteresowań. Obecnie istnieją gimnazja z klasami matematycznymi, dziennikarskimi, teatralnymi, plastycznymi itd. Dzieci z talentem plastycznym zostały potraktowane najgorzej, ponieważ po szóstej klasie odebrano im wszystkie zajęcia tzw. artystyczne (poza jedną godziną plastyki w siódmej klasie). Rodzic takiego dziecka od września będzie zmuszony wyłożyć ogromne pieniądze na profesjonalne zajęcia przygotowujące do egzaminu do szkoły plastycznej.  

Tak zwana dwujęzyczność wpisana do ustawy prowadzona przez 2 lata nigdy nie da takich efektów, jak prowadzona przez 3 lata. I tu znowu licea będą musiały wyrównać braki. 

Szkoła Podstawowa nr 53 im. gen. Mariusza Zaruskiego w Warszawie
(fot. Paweł Arczewski)

Do czego doprowadzi pasja „zrównania” wszystkich dzieci do jednego poziomu, bo tak należy czytać reformę? Co złego jest w konkurencji między szkołami, która wbrew krytyce jest potrzebna, bo dyrektorzy starają się o lepszych nauczycieli czy ciekawe zajęcia? Do czego doprowadzi brak sprawdzania umiejętności dzieci po każdym etapie edukacyjnym? W nowej szkole pierwsze takie sprawdzenie będzie następowało po klasie ósmej, gdy będzie już za późno cokolwiek naprawić i kiedy dziecko podczas rekrutacji do liceum dowie się, że swoim poziomem nie dorównuje innym uczniom. Obecnie tak krytykowana „testomania” jest wbrew pozorom potrzebna – wyniki testów są źródłem wiedzy dla nauczyciela, rodzica i dziecka, na jakim poziomie jest uczeń w porównaniu z dziećmi ze swojej klasy czy innej miejscowości. Nauczyciel otrzymywał do tej pory bezcenną wiedzę, w jaki sposób powinien pracować z klasą lub konkretnym uczniem. 

Te problemy będą się mnożyć w małych miejscowościach i na terenach wiejskich, gdzie szkół jest mało. Poza tym dzieci z tych terenów w sposób wyjątkowo okrutny zostały pozbawione możliwości realizacji swoich pasji. 

A można było wdrożyć reformę stopniowo od pierwszej klasy szkoły podstawowej, nie doprowadzać do kłótni między rodzicami, rodzicami i nauczycielami, między rodzicami i dyrektorami szkół, między rodzicami i samorządami. Można było nie doprowadzać do dwuzmianowości w wielu szkołach, które do tej pory spokojnie pracowały na jedną zmianę. Naprawdę nie trzeba było przenosić na siłę dzieci z jednej szkoły do drugiej i tworzyć sztucznie obwodów. Dlaczego jednym podpisem w minutę doprowadzono do zlikwidowania 7000 szkól? Dlaczego przekreślono marzenia 6-klasistów, którzy w pierwszym dniu wakacji dowiedzieli się, że nie pójdą do wybranego już wcześniej gimnazjum?  

Za to pokolenie będą odpowiadały następne pokolenia. Jestem pewna, że za kilka lat powstanie nowy termin na określenie tych dzieci – pokolenie odebranych szans. 

AG 

Rodzic szóstoklasistki i nauczyciel

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij