PiS zmienny jest…

Nieprzewidywalność polskiego rządu – i całego PiS – sprawia, że spada zaufanie obywateli. Najgorsze, że traci także wizerunek Polski na świecie. Ciężko będzie wrócić do sytuacji sprzed roku. 

Małgorzata Burek

Właśnie trwa „biegunka” z kwotą wolną od podatku – były obietnice przedwyborcze, potem długa cisza, następnie dementi („źle nas zrozumiano”, „będzie, ale za cztery lata”, „będzie, ale nie dla wszystkich”), a wreszcie w ciągu trzech dni pospiesznie przepychano ustawę. Po ataku reżimowych mediów na organizacje pozarządowe i konkretne osoby zapadła długa cisza, po czym z telewizora co rusz wychyla się minister Gliński i przeprasza, kaja się, tłumaczy… Nasze relacje z sąsiadem zza Odry i stosunek PiS do EU także ewoluują, niestety ze szkodą dla Polski.

Prawie pół roku temu, tego samego dnia, kiedy Komisja Europejska przyjęła negatywną opinię w sprawie praworządności w Polsce, miałam okazję uczestniczyć w polsko-niemieckim forum ekonomicznym, które odbywało się w Izbie Rzemieślniczej w Düsseldorfie. Opinia Komisji była już znana.

Kątem oka rzuciłam na program spotkania i ku mojej konsternacji stwierdziłam, że oprócz przedstawicieli polskich i niemieckich kręgów biznesowych, organizacji rzemieślniczych oraz władz kraju związkowego Nadrenii Północnej-Westfalii w spotkaniu uczestniczą też przedstawiciele obecnych władz polskich. W zasadzie nie powinno mnie to dziwić, na spotkaniach tego szczebla jest rzeczą zupełnie naturalną, że parlamentarzyści lub też delegaci ministerialni reprezentują nasz kraj. Jednakże z uwagi na tę szczególną datę i, mając w pamięci niedawne wystąpienie premier Szydło w Sejmie i jej porywającą mowę o obronie suwerenności, przygotowałam się wewnętrznie na wypowiedzi w podobnym stylu. W duchu zadawałam sobie pytanie: jak zareagują Niemcy na wzmożoną krytykę Unii Europejskiej i przede wszystkim ich kraju? Czy będzie równie dramatycznie jak 27 maja w naszym parlamencie? Czy nasi politycy z równą determinacją i odwagą powiedzą w oczy przedstawicielom niemieckich kręgów biznesowych, co o nich myślą? Czy będzie coś o drugiej wojnie światowej albo przynajmniej o powstaniu warszawskim?

W toku dyskusji poruszono wiele interesujących tematów, jak rynkowe szanse energii odnawialnej w naszym kraju, możliwości wspierania inwestycji w Polsce przez kraje federalne, sytuacja naszego rzemiosła, optymalne wykorzystanie funduszy unijnych. Dużo uwagi poświęcono możliwościom wprowadzenia w naszym kraju szkolnictwa dualnego, będącego niemieckim hitem eksportowym w dziedzinie edukacji zawodowej. Atmosfera była bardzo miła, prelegenci nie szczędzili sobie uprzejmości, niemieccy gospodarze zostali nawet zaszczyceni wyróżnieniem z rąk ich polskich kolegów.

Przecierałam oczy i uszy ze zdumienia, musiałam się też parę razy uszczypnąć. Czy ja się aby nie cofnęłam w czasie co najmniej o rok? Owszem, wcześniej na tego typu spotkaniach było miło i profesjonalnie, ale wtedy oficjalne wypowiedzi polskiego rządu nie różniły się tak diametralnie od zachowania jego przedstawicieli. To były dla mnie dwa różne światy: z jednej strony posłanka Pawłowicz wylicza, ile to tracimy finansowo, pozostając w Unii, z drugiej ‒jej koleżanka i kolega z ław sejmowych, posłanka Małgorzata Wypych i pan Tomasz Salamon z ministerstwa zastanawiają się nad optymalnym wykorzystaniem funduszy unijnych. Nikt nie wspomniał ani słowem o wydarzeniu, które właśnie tego dnia było na czołówkach gazet, czyli o opinii Komisji Europejskiej.

Musiałam opuścić forum tuż po zakończeniu części oficjalnej i niestety nie miałam okazji uczestniczyć w rozmowach kuluarowych. W drodze powrotnej cały czas zastanawiałam się nad tym, co usłyszałam.

Czy ten zły i wykorzystujący nas Niemiec to ta sama osoba, którą zachęca się jednak do inwestowania w naszym kraju? Czy członkowie partii rządzącej komunikują się między sobą? Czy istnieje odrębna retoryka dla wyborcy i odrębna dla inwestora? Chcemy być w tej Unii, czy jednak nie?  Wstaliśmy już z kolan, czy nie?

Prawdopodobnie nie doczekam się odpowiedzi na moje pytania. Jedno jest pewne: inwestorzy z pewnością zignorują doniesienia mediów o niewartych uwagi opiniach Komisji Europejskiej i tłumnie ruszą wydawać pieniądze w naszym kraju, oczywiście z wyjątkiem zakupu ziemi, bo tego już nie mogą. Ale to detal.

Małgorzata Burek

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij