PiS pozbyło się problemu

Wszyscy przeciw, ale nic to – służba zdrowia nie będzie „narodowa” tylko „samorządowa”. Radzimy chorować tylko w bogatej gminie.

Laura Wilska

Na przygotowanie projektu ustawy o działalności leczniczej do ostatecznego głosowania Sejm potrzebował mniej niż 36 godzin. Sprzeciw samorządów terytorialnych i całej opozycji, wątpliwości Biura Analiz Sejmowych – nie pomogły. Przez chwilę wydawało się, że PiS w jednej sprawie ustąpi, ale ostatecznie ustawa została uchwalona w wersji przedstawionej przez rząd. Celem rządu jest przerzucenie na samorządy finansowanie służby zdrowia. Czy ustawa jest zgodna z Konstytucją? Wątpliwe. I co gorsza stanowi o tym, że rząd  PiS strzepuje z siebie konstytucyjne obowiązki i odpowiedzialność za ochronę zdrowia należną obywatelowi.

W ustawie tak naprawdę chodzi o to, by zwiększenie strumienia pieniędzy na świadczenia zdrowotne pochodziło tylko z kieszeni samorządów. Minister Konstanty Radziwiłł chce udowodnić, że zwiększył poziom finansowania ochrony zdrowia z pieniędzy publicznych, tylko te pieniądze nie będą pochodzić z budżetu centralnego, bo tam ich nie ma. Władza więc przerzuca na samorządy odpowiedzialność za finansowanie służby zdrowia. Ustawa – jak mówił z sejmowej trybuny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł – ma zatrzymać proces prywatyzacji szpitali.  Dodał, że powszechność dostępu to jest jedna z najbardziej istotnych cech systemu ochrony zdrowia. – Czyżby? Bo skutki jakie wywoła ustawa absolutnie temu zaprzeczą. (…)

Samorządy nie ukrywają, że zakup świadczeń opieki zdrowotnej jest dla nich nie do przyjęcia. Ustawa nie wskazuje prawnych możliwości zakupu świadczeń. Kto będzie oceniał racjonalność takich decyzji, jak to się ma do mapy potrzeb zdrowotnych? Jak mają być konstruowane uchwały ws zakupu świadczeń zdrowotnych? Od kogo miałyby być one kupowane, i dla kogo? Jaką definicję „mieszkańca” przyjąć? Czy mieszkańcem jest osoba zameldowana na danym terenie, czy tylko mieszkająca? Jak będą wyceniane kupowane świadczenia? Kto będzie nad nimi sprawował nadzór? Samorząd nie ma prawa kontrolować dokumentacji medycznej. Skąd małe powiaty wezmą lekarzy? Ustawa nie wskazuje finansowych możliwości racjonalnego zakupu świadczeń zdrowotnych, z jakich źródeł samorządy mają pokrywać bieżące koszty funkcjonowania szpitali. Do lecznic i tak płynie duża pomoc samorządowa; zakup sprzętu, poręczenia kredytów, pożyczanie pieniędzy „na wieczne nieoddanie”, inwestycje dostosowywania szpitali do unijnych standardów i wkłady własne do projektów unijnych.  Inwestycje w placówkach ochrony zdrowia, profilaktyka zdrowotna, tworzenie warunków do zdrowego stylu życia – to sprawy, w które samorządy mogą i powinny  realizować, oczywiście pod warunkiem, że ma ją na to pieniądze. Tych, przy rosnących obciążeniach bez wsparcia finansowego państwa w samorządach brakuje. Nałożenie na samorządy obowiązku kupowania świadczeń zdrowotnych to abstrakcja. W samorządowych budżetach nie ma na to pieniędzy. To jest konstytucyjny obowiązek państwa! Dziś państwo PiS obowiązki NFZ zrzuca na samorządy. Nie! Gorzej! NFZ ma  finansowanie, bo ma składkę zdrowotną, a tutaj jest taki sam udział w podatku, a ogromne nowe, wielkie zadanie nałożone na samorząd.

Konwent Marszałków Województw, jak i Związki Miast Polskich, jak również powiatów,  we wszystkich wypowiedziach jednoznacznie mówiły, że jest to ustawa zła, że  praktycznie paraliżuje polską służbę zdrowia. (…) Ustawę poparli tylko posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Pozostałe kluby były przeciw.

Laura Wilska

http://kodolsztyn.blogspot.com/2016/06/suzba-zdrowia-juz-nie-panstwowa-pis.html

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij