Oświata wg PiS – wywiad z A.Sierawskim

Rozmowa z Arturem Sierawskim, nauczycielem historii, pełnomocnikiem Zarządu KOD, o pisowskim „nauczaniu wartości”, „wygaszaniu gimnazjów”, „prawicowych radach rodziców” i innych pomysłach wprowadzanych chaotycznie.

 

Minister edukacji narodowej szykuje wielką reformę oświaty i ta reforma ma polegać między innymi na likwidacji gimnazjów. Czy tylko na tym?

– Oczywiście, nie. Tak naprawdę reforma edukacji i likwidacja gimnazjów – bo tak trzeba mówić, a nie „wygaszanie gimnazjów”, jak pani minister próbuje to „sprzedawać”– to nie tylko likwidacja gimnazjów, ale także próba centralizacji zarządzania szkołami, próba zamachu na niezależność szkół niepublicznych, które mają własne programy autorskie, ale także chęć upolitycznienia szkoły i wpłynięcia znacząco na umysły młodych ludzi. Najbardziej obawiam się tego, że władza zacznie ingerować w podstawy programowe, a nie wiemy, co się może w nich znaleźć.

Zanim zaczniemy sobie o tym rozmawiać, wróćmy jeszcze do tego niuansu, który podkreśliłeś, czyli do rozróżnienia między wygaszaniem a likwidacją gimnazjów. Na czym polega ta różnica?

– To slogan, którego minister używa, bo bardzo się boi słowa „likwidacja”, żeby jeszcze bardziej nie zdenerwować opinii publicznej, nie zniechęcić nauczycieli. Mówi o wygaszaniu gimnazjów, o ich stopniowym wygaszaniu. Ale przyjdzie rok 2020 i gimnazja zostaną zamknięte, a nie wygaszone. Po prostu zostaną zlikwidowane, a nauczyciele z tych gimnazjów będą musieli się gdzieś podziać. Pani minister mówi, że dzieci będzie tyle samo, więc tyle samo będzie etatów dla nauczycieli. Ale najprawdopodobniej zostanie zmniejszona liczba szkół i personel z tych zlikwidowanych nie znajdzie zatrudnienia w szkołach. Nie wszyscy nauczyciele przejdą płynnie z jednej szkoły do innej.

Oświata według PIS
Fot. Marta Bogdanowicz

Mamy co prawda niż demograficzny i uczniów jest po prostu coraz mniej, ale mniej będzie oddziałów klasowych.

– Idziemy więc w kierunku przepełnionych klas, stłoczonych szkół, a co za tym idzie, zwiększonego poziomu agresji i niezadowolenia także wśród uczniów.

I obniżonego poziomu nauczania…

– Tak, bo wyobraźmy sobie, że mamy dzisiaj klasę 20-osobową, a będziemy mieli klasy 30-osobowe. Ja sobie tego nie wyobrażam.

Czym jeszcze grozi reforma oświatowa minister Zalewskiej?

– Boję się, że zapanuje wielki chaos. Minister na ostatnim posiedzeniu komisji edukacji powiedziała, że chciała, by proces legislacyjny zakończył się przed świętami Bożego Narodzenia. A więc pozostaje nam rok na wprowadzenie reformy, nawet nie cały, bo w 2017 reforma ma wejść w życie i funkcjonować. Niecały rok na to, by przygotować podstawy programowe, nowe podręczniki, programy nauczania. To najzwyczajniej w świecie jest nierealne, by w ciągu roku przygotować tak wielką zmianę w szkolnictwie. Podejrzewam, że programy będą przygotowywane w pośpiechu, chyba że są one już dawno przygotowane, a ich celem jest indoktrynacja naszych uczniów.

Na czym mają polegać te zmiany programowe? Na przykład w listach lektur, to jest prosta sprawa – wykreśli się jedne tytuły i wprowadzi inne…

–Tylko pytanie, jakie tytuły? Co to będą za książki? Jak będą wyglądać lekcje na przykład historii. Obawiam się, że dzieci będą się uczyć „nowej”, innej historii, pewne wydarzenia i osoby znikną lub zostaną najzwyczajniej w świecie zmarginalizowane, jak profesor Władysław Bartoszewski, Jacek Kuroń. Lech Wałęsa będzie przedstawiany tylko jako „TW Bolek” i tylko tak będzie można mówić o nim w szkole. Lech Kaczyński i Jarosław Kaczyński będą przedstawiani jako najważniejsi bohaterowie opozycji lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Boję się też, że idą czasy, jak przed 1989 rokiem, kiedy prawdziwą historię poznawało się poza szkołą.

W ostatnim wywiadzie dla „Newsweeka” powiedziałeś, że do szkół mają zostać wprowadzeni komisarze polityczni. W czasach, gdy chodziłam do liceum, przewodniczący podstawowej organizacji partyjnej był prawą ręką dyrektora i pilnie strzegł, by wszyscy nauczyciele trzymali się jedynie słusznej linii…

–Tego się właśnie obawiam. Wyobraźmy sobie taką sytuację: kuratorzy zostali mianowani przez minister  szkolnictwa i jej bezpośrednio podlegają. Pani minister już zapowiedziała, że w tym roku szkolnym 60 procent placówek oświatowych, a więc szkół, zostanie zwizytowanych przez kuratorów i sprawdzonych pod kątem „nauczania wartości”. Nie wiemy, co to jest owo„nauczanie wartości”. Możemy się jedynie domyślać… Czy „prawidłowo” przedstawia się kwestię Smoleńska i z entuzjazmem przyjmuje dobrą zmianę? Czy ci komisarze polityczni będą sprawdzać, czego się naucza? Przypominam, że ma dojść do wymiany jakichś 40 000 dyrektorów szkół. Obawiam się, że „dobra zmiana”będzie forsować własnych kandydatów na stanowiska dyrektorów.

PiS i jego zwolennicy twierdzą, że historia była źle nauczana albo (jak minister Jaki), że „poprzednia władza wyrzuciła obowiązkowe lekcje historii z systemu edukacji”. Przecież to jest kłamstwo.

–Kwestia tak zwanych żołnierzy wyklętych od zawsze była poruszana na lekcjach historii. Prezydent Bronisław Komorowski jako pierwszy zaczął o nich mówić głośno i publicznie.Jestem nauczycielem historii i co roku z okazji 1 marca przygotowuję apel z uczniami o tej tematyce. To nie są pseudopatriotyczne manifestacje, jak to się zdarza teraz coraz częściej, pod hasłem „śmierć wrogom ojczyzny!”, tylko merytoryczne, przygotowane przez uczniów apele. Poprzedzają je dyskusje w kołach historycznych, gdzie uczniowie zapoznają się z postaciami godnymi upamiętniania, ale też tymi, którzy dopuścili się haniebnych czynów. Na tym polega nauczanie historii, a nie bezrefleksyjne gloryfikowanie wszystkich, bo tak nam się podoba.

Czym może grozić takie nauczanie, jakie proponują obecne władze?

Myślę, że „historia według PiS” potrzebna jest do stworzenia „nowego człowieka”, myślącego jak chce władza i bezwzględnie jej podporządkowanego, wychowania miernego, biernego, ale wiernego władzy obywatela. Taki, zwłaszcza młody, człowiek idealnie wpisuje się we wzorzec członka osławionych bojówek Macierewicza, czyli „żołnierzy” obrony terytorialnej.Ostatnio słyszeliśmy, że w Milanówku dyrektor zakłada klasę narodowo-matematyczną, w której młodzi ludzie będą uczyć się strzelać, jeździć szlakiem żołnierzy wyklętych… Oczywiście dzisiaj, po fali krytyki w prasie, dyrektor się wycofał, mówiąc, że został źle zrozumiany. „Newsweekowi” jednak nie ma jednak powodu nie wierzyć…

A co na to rodzice? Czy mogą mieć wpływ na treści nauczania, jakie przekazuje się w szkole?

– Przede wszystkim rodzice już mają spory wpływ na to, co się dzieje w szkole. W myśl nowej ustawy – zgodnie z tym, co minister Zalewska zapowiada – jeszcze się zwiększy. Więc chciałbym też zaapelować do wszystkich rodziców: wchodźcie do rad rodziców, kandydujcie do tych rad, miejcie wpływ na to, co się dzieje w szkole waszych dzieci! Nie pozwólmy przejąć przez rządzących naszych szkół!

W takim razie pani minister działa trochę wbrew sobie, skoro zwiększa kompetencje rodziców?

– Dlaczego wbrew sobie? Przecież ona dąży do tego, żeby w tych radach rodziców byli „swoi”. To już się dzieje, już mamy sygnały, że specjalne organizacje jeżdżą po kraju i organizują spotkania dla rodziców, promując wchodzenie do rad rodziców, ale rodziców propisowskich, proprawicowych. I to właśnie rodzice, ale także nauczyciele, dyrektorzy szkół i uczniowie powinni razem powiedzieć: „Nie dla chaosu w szkole!”.

Rozmowę przeprowadził
Przemysław Wiszniewski

Więcej informacji także o akcjach protestacyjnych na www.niedlachaosuwszkole.pl

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij