O co się toczy gra media-władza

Anna Godzwon, dla której polityka i media nie mają tajemnic, próbuje zrozumieć, o co chodzi z propozycją „uporządkowania” pracy sprawozdawców sejmowych.

 

Anna Godzwon

Przeanalizowałam dokładnie wydaną na kredowym papierze formatu A4 ośmiostronnicową broszurę opublikowaną przez Kancelarię Sejmu pod tytułem „Nowe Centrum Medialne”.

Na początek obrazki. Ładne. Bardzo dużo dziennikarzy stoi na korytarzach w różnych miejscach. Jak byłam wicedyrektorem Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta, to takie zdjęcia z tłumem dziennikarzy wklejałam do rocznego sprawozdania, żeby pokazać, jak wielkim zainteresowaniem cieszyły się wydarzenia z udziałem Prezydenta RP. Byłam dumna gdy tylu dziennikarzy obsługiwało wydarzenia! Kiedy byłam dziennikarzem, to wiele lat w takich tłumach na korytarzach sejmowych wystawałam. Taka praca. Tu obrazki są po to, żeby udowodnić, co znajdujemy też w tekście, i o czym za chwilę, że tłum się pałęta po Sejmie i przejść się nie da. Jest też nawet jedno zdjęcie dokumentujące upadek Kasi Kolendy – Zaleskiej stratowanej przez tłum. Gdyby to zdjęcie było podpisane, to dowiedzieliby się Państwo, że po Kasi i po innych mediach poszła wówczas czołgiem ochrona premiera Jarosława Kaczyńskiego wspomagana przez Straż Marszałkowską, bo premier, jak to miał w zwyczaju, nie chciał zabrać głosu, idąc na posiedzenie klubu podczas kolejnego kryzysu swojego rządu. Wystarczyłoby powiedzieć „Porozmawiam z państwem po klubie” i media rozstąpiłyby się jak Morze Czerwone. Stałam w takim tłumie nieraz i wiem, że takie słowa na nas działały.

Są zasady czy ich nie ma?

No i cóż tam pisze do nas Kancelaria Sejmu? „Obecność mediów w Parlamencie nie jest regulowana konkretnymi i jednoznacznymi przepisami, które pozwoliłyby na profesjonalne wykonywanie obowiązków zawodowych zarówno przez parlamentarzystów, jak i dziennikarzy” . To nie do końca prawda, bo jest stosowne zarządzenie, regulujące obecność wszystkich osób w budynkach parlamentu. Podpisane przez marszałków obu izb. Dotyczy wejść, przepustek, nawet tego jak je nosić. Jest też tradycja parlamentarna, zgodnie z którą polski Sejm i Senat po 1989 roku pozostawały jednymi z bardziej dostępnych dla dziennikarzy parlamentów w Europie i na świecie. Przez te wszystkie lata pojawiały się kolejne ograniczenia, na część nich media się z trudem godziły (jak ograniczenie prawa wstępu do hotelu sejmowego po tym, jak posłowie KPN (posłowie!) za czasów marszałka Borowskiego wprowadzili tamtędy grupę bezrobotnych, okupujących potem przez chwilę Sejm, czy na wprowadzone przez marszałka Komorowskiego ograniczenie wejścia w kuluary (bo posłowie z tylnych rzędów skarżyli się, że fotografowie otwierają drzwi do Sali Plenarnej robiąc zdjęcia i jest przeciąg). Części nie udało się wprowadzić, jak słynnego już kojca, postulowanego przez Bronisława Geremka, gdy ówczesny reporter Radia Zet Andrzej Morozowski podszedł z mikrofonem zdaniem szefa MSZ zbyt blisko, gdy on rozmawiał z inną osobą. Ale też narzucaliśmy sobie samoograniczenia, jak to, że nie nagrywamy w restauracjach ani kultowym Barze Za Kratą, ani że – wbrew temu co mówią politycy teraz-nie nagrywamy w toalecie. Nagrywanie pod toaletą – o którym wspomina KS („Reporterzy wymuszają komentarz lub nagranie nawet w najbardziej niekomfortowych okolicznościach – np. przed drzwiami toalety), to też nie nasz wymysł. Żaden operator telewizyjny nie chce mieć kadru z trójkątem w głowie, to Marian Krzaklewski – rozmowny w swoim czasie niczym Marszałek Kuchciński teraz -dawał się łapać tylko przy męskiej toalecie i stąd ta legenda, powtarzana w oficjalnej broszurze KS. Nawiasem – kobiet po toaletą jakoś nigdy nie łapaliśmy. Bo częściej z posłankami, paniami minister czy premier łatwiej się było umówić na spokojne nagranie po prostu.

„To dla Waszego dobra”

I następne zdanie: „Codziennością są gonitwy za posłami po korytarzach sejmowych”. Nie codziennością, bo nie codziennie coś się w Gmachu (jak pieszczotliwie mówimy na Sejm) dzieje. I nie ganialibyśmy, gdyby politycy chcieli z nami rozmawiać. Uwierzcie nam, ta gonitwa niczym z filmu „Jumanji” dla nas samych też nie jest fajna. Mało kto ma wtedy obraz czy dźwięk. Błagań „Panie pośle, ministrze, premierze, stańmy!” słychać w takim tłumie sporo. Ale co tam. Polityk idzie jak taran. Być może chce pokazać swoim wyborcom, jaki jest twardy. Znam Sejm jak własną kieszeń i wiem, że jakby chciał uniknąć dziennikarzy, to ma alternatywne korytarze i wyjścia. Ale wtedy elektorat zobaczyłby, że ucieka.

Dalej Kancelaria Sejmu troszczy się też o jakość przekazywanych przez nas informacji. Otóż jej zdaniem taka działalność dziennikarzy jak obecnie „…godzi w jakość pozyskiwanych informacji, które przekazywane w takich okolicznościach mogą mieć charakter niespójny, nerwowy i zupełnie zniekształcony”. To raczej chyba powinna być troska o posłów, bo my tylko rejestrujemy to, co oni nam z całym szacunkiem przekazują.

Logiki jak na lekarstwo

W broszurze KS brak też logiki. Bo z jednej strony czytamy, że w tym roku obowiązuje prawie 200 kart stałego wstępu i ponad 300 kart okresowych, a w czasie posiedzeń Sejmu przyznawanych jest dodatkowo około 300 jednorazowych przepustek, a z drugiej strony Kancelaria pisze, że „Równie ważną kwestią jest brak pluralizmu i równego dostępu mediów do polityków”. No to albo jest 800 przepustek albo brak równego dostępu mediów! Zdaniem Kancelarii „Obecna sytuacja dyskryminuje znaczą część redakcji, w szczególności tych mniejszych, niezdolnych do konkurencji z dużymi koncernami medialnymi”. Jak dyskryminuje, jak każdy może wejść i zadać pytanie! To już od sprytu dziennikarza zależy, czy przebije się przez tłum starych wyjadaczy sejmowych, czy nie. Każdy z nas kiedyś zaczynał i każdemu na początku było trudno. Do dziś są w Sejmie pojedynczy reporterzy dużych rozgłośni radiowych, którzy radzą sobie w sejmowej dżungli i potrafią być w dwóch miejscach naraz (jak – to nasza słodka radiowców tajemnica). Według KS wielkie koncerny monopolizują konferencje prasowe i nie dają zadać kolegom pytań. A z mojego doświadczenia, także jako pracownika Biura Prasowego Kancelarii Sejmu odpowiedzialnego za konferencje prasowe w słynnej Sali 101 wynika to, że politycy najbardziej lubią wygłaszać oświadczenia i nie odpowiadać na pytania. I czym ważniejszy polityk, tym to częstsze.

Kancelaria martwi się, że gdyby wszyscy dziennikarze naraz chcieli wejść do Sejmu, byłoby w nim 800 samych tylko przedstawicieli mediów. „A gdyby wasz synek malutki…” – chce mi się „Misiem” odpowiedzieć. Nigdy tak nie jest. Kiedy w Sejmie działy się rzeczy ważne – Zgromadzenie Narodowe, posiedzenie obu izb po tragedii smoleńskiej czy wizyta królowej brytyjskiej i większa liczba dziennikarzy chciała je obsługiwać, wprowadzane były specjalne zasady. Ograniczona liczba mediów mogła wejść wtedy na galerię czy do samego budynku, ale wszyscy to rozumieli. Wchodziły agencje prasowe, agencje fotograficzne, telewizje informacyjne, które pracują na rzecz innych mediów także. Za moich czasów w BPS każde takie szczególne wydarzenie omawialiśmy z mediami. Tłumaczyliśmy, dlaczego tak a nie inaczej musi być. Rozmowa jest podstawą.

KS twierdzi, że wprowadzane zmiany mają poprawić nie tylko dziennikarskie warunki pracy, ale także wizerunek Sejmu i Senatu. Z całym szacunkiem ale o wizerunek powinni się zatroszczyć posłowie i senatorowie. Jeśli media zostaną wyrugowane z Sejmu, będą mogli robić wszystko i nikt tego nie zobaczy. Jeść na Sali Plenarnej, zdejmować buty, pokazywać środkowy palec, okupować mównicę. Wszyscy Państwo to widzieli. To nie dziennikarze tak się zachowują. To posłowie.

Cuda wianki … dla swoich

No i dalej wreszcie atrakcyjne wizualizacje nowego centrum prasowego. To tam mają znaleźć się dziennikarze w myśl projektu marszałka Kuchcińskiego. Centrum – podkreślmy – poza głównym budynkiem parlamentu. Politycy do niego przyjdą, albo nie. Przyjdą, jak będą chcieli się czymś pochwalić, na pewno nie w sytuacji kryzysowej. Znam polityków, pracowałam po obu stronach mocy. Zawsze trudniejsze są relacje z mediami, gdy jest problem. Nieliczni staną z otwartą przyłbicą. Gdyby dziennikarze nie biegali po Sejmie za bohaterami afery hazardowej czy posłuchowej, nic by Państwo o ich zachowaniach nie wiedzieli. W centrum prasowym dziennikarze mają teraz oglądać posiedzenia komisji transmitowane przez internet w jakości nieemisyjnej jeśli chodzi o TV i radio. Wystarczy, ze poseł na komisji wyłączy mikrofon i nic nie usłyszymy. Skończy się pokazywanie wyjątkowo aktywnej na komisji sprawiedliwości posłanki Pawłowicz, bo kamera internetowa pokazuje jeden statyczny obraz. Jak to działa, mogliście Państwo zobaczyć podczas ostatnich wydarzeń na Sali Kolumnowej podczas tzw. głosowania budżetowego. Niewiele da się z takiego przekazu zrozumieć. No i jeszcze jeden taki znamienny lapsus – KS zachwalając nowe centrum pisze wprost o mediach … państwowych. Przypadek?

A jak jest na świecie?

KS chce ujednolicić przekaz wizualny z Sejmu budując studio do wywiadów na siedząco na wzór takiego, jakie jest w Parlamencie Europejskim. Byłam w PE w listopadzie, szczegółowo wypytywałam ludzi z biura prasowego PE o zasady pracy dziennikarzy. Widziałam dwa studia. Nowoczesne, multimedialne, kilkukamerowe, z ekranami LED mogącymi wyświetlać dowolną grafikę. KS pisze, że sejmowe będzie „nowoczesne” i tylko tyle, chociaż na wizualizacji na takie nie wygląda. Nie sądzę, by moich kolegów z telewizji takie rozwiązanie usatysfakcjonowało. Pozostać mają też znane Państwu z widzenia kamery na pierwszym piętrze, ale tylko jako stacjonarne. A do studia i przed kamerę, której nie można ruszyć, polityk przyjdzie, albo nie.

No i jeszcze jedna, najmniej zrozumiała zmiana: zakaz fotografowania i nagrywania na galerii sejmowej. Wciąż jest tam jeszcze miejsce zwane lożą prasową. To stamtąd powstały zdjęcia posłanki Zwiercan, głosującej na dwie ręce, posła Pyzika pokazującego obraźliwy gest. To na wprost tej galerii siedzi wreszcie prezes Kaczyński. To stamtąd kamery pokazują puste fotele podczas ważnych debat. Jeśli nie wejdą tam fotoreporterzy i operatorzy kamer, takich zdjęć więcej Państwo nie zobaczycie. Radiowcy nie nagrają okrzyków, jakie wymieniają między sobą posłowie. Sejmowe kamery, to akurat nowoczesne, jest ich kilka – pokażą tylko to, co sejmowy realizator wypuści spod palca. W PE, na który w cytowanej broszurze powołuje się KS – ale o tym akurat nie pisze – jest galeria prasowa, na którą media mogą wchodzić bez ograniczeń. Mogą chodzić na posiedzenia komisji i je rejestrować. Mogą też nagrywać poza wyznaczonymi miejscami. Wstęp do PE ma każdy posiadacz legitymacji prasowej, a nie tylko ten, jak utrzymuje KS, który zajmuje się tematami europejskimi. 
Kancelaria Sejmu wybiórczo traktuje też w swojej broszurze informacje o zasadach pracy mediów w innych parlamentach. Pisze o tych najbardziej restrykcyjnych, z Węgrami, nie wspomina o tych liberalnych – jak w Belgii, Holandii czy Luksemburgu.

Moi koledzy dziennikarze podjęli rozmowy z Marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim nie w swoim interesie, a w interesie Państwa – czytelników, słuchaczy, widzów. Czego my nie zobaczymy, nie usłyszymy, nie nagramy, tego Państwo nie będą wiedzieć. Bez tych rozmów wylądowalibyśmy od nowego roku w nowiuteńkim budynku, tylko kompletnie bezużytecznym. Moglibyśmy od razu iść do domu. A przecież nie o to chodzi.

Anna Godzwon

Autorka analizy była sprawozdawcą parlamentarnym IAR i obsługiwała najważniejsze wydarzenia w Polsce i na świecie. Z Polskim Radiem związana od 1993 roku do listopada br., z przerwą na pracę w Biurach Prasowych Kancelarii Sejmu i Kancelarii Prezydenta RP.

Komunikat Sejmu

 

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij