O kobietach w Łodzi

Na marsz przeciwko ustawie antyaborcyjnej przyjechały nie tylko panie. Była też delegacja KOD ze stolicy.

Anna Rybicka

Łódź, prawie ośmiusettysięczne dawne centrum polskiego włókiennictwa często nazywana jest miastem kobiet. Miastem niedoinwestowanym, pomijanym przy rozdziale pieniędzy i inwestycjach, czasem wręcz dyskryminowanym. Tak jak kobiety. Nic zatem dziwnego, że to właśnie Łódź wybrały „Dziewuchy Dziewuchom” na miejsce ogólnopolskiego marszu protestu kobiet polskich przeciwko zmianom w ustawie antyaborcyjnej.

Na końcu alei Kościuszki, u zbiegu z ulicą Radwańską 17 kwietnia na długo przed marszem  zaczynają zbierać się ludzie. Policjanci zabezpieczający manifestację wskazują kierowcom objazdy. Scenę dla organizatorów i przemawiających ustawiono na szerokim pasie zieleni pomiędzy jezdniami. Przed podestem prawie dziesięć osób trzyma szeroki baner z hasłem „Nasze prawa ‒ wspólna sprawa”. Coraz bliżej czternastej, z minuty na minutę jest nas więcej i więcej. Przedstawiciele InicjatywyPL zbierają podpisy na listach poparcia dla obywatelskiego projektu ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie firmowanego przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Ratujmy kobiety”.

O kobietach w Łodzi
Fot. Adam Wiśniewski

„Dziewuchy Dziewuchom” to inicjatywa społeczna kobiet niezgadzających się na przedmiotowe traktowanie i decydowanie o ich życiu i zdrowiu. Wsparcie organizatorki dostały od łódzkiego KOD-u i licznych lokalnych inicjatyw, między innymi Krytyki Politycznej, „Fabryki Równości”, SPUNK, „Porozumienia Odzyskać Wybór”, środowiska LGTB i innych.

O czternastej wiadomo już że będzie to najliczniejszy łódzki protest od czasu tak zwanych marszów głodowych z lata 1981 roku. Jest nas tłum, łodzianie solidaryzują się z kobietami. Są też delegacje z innych miast. To już nie tylko aktywne na manifestacjach KOD-u średnie i starsze pokolenie. Nareszcie są młodzi ludzie, dziewczyny i chłopaki. Przyszły całe rodziny, rodzice z dziećmi, grupy przyjaciół. Szeroki uśmiech na twarzach budzi uroczy siwowłosy pan w specjalnym jajokształtnym kostiumie z napisem „Moja macica – moja sprawa”. Wiele osób zabrało gwizdki, trąbki, wuwuzele, wszelkiego rodzaju przeszkadzajki, grzechotki i oczywiście wieszaki. Widać też flagi, biało-czerwone oraz kilka niebieskich, unijnych. Wiele osób przygotowało okolicznościowe banery i tablice, a organizatorzy rozdają chorągiewki z hasłem marszu: „Jestem! Myślę! Decyduję!”.

O kobietach w Łodzi
Fot. Adam Wiśniewski

ZACZYNA SIĘ! Przedstawicielka Dziewuch wita wszystkich zgromadzonych. Towarzyszy jej młoda dziewczyna w stroju czarownicy z miotłą mającą wymieść godzące w wolność i godność kobiet pomysły Kościoła i władzy. Zaproszeni goście mówią, dlaczego musimy stanąć w obronie kobiet. Zwracają uwagę, że zaostrzenie ustawy i całkowity zakaz aborcji uderzy w kobiety najbiedniejsze, że wzmocni podziemie aborcyjne i tak zwaną turystykę aborcyjną. Że będzie więcej ofiar wśród kobiet przerywających ciążę w przygodnych miejscach. Nie można pozwolić, by prawa kobiet były mniej ważne niż prawa płodów czy zarodków. Przemawiający protestują przeciw zmuszaniu kobiet do rodzenia dzieci spłodzonych w wyniku gwałtu czy innych przestępstw i karaniu ich więzieniem za aborcję. Pada wiele ważnych słów o tym, dlaczego nie możemy się godzić na dalsze ograniczenie prawa kobiet do decydowania o własnym zdrowiu i życiu. Manifestujący wyrażają poparcie, machając chorągiewkami, głośno trąbiąc, grzechocząc i klaszcząc. Mimo że sprawa jest poważna, wszyscy się uśmiechają. Ze sceny padają mocne słowa, że zaostrzenie ustawy to nie jest obrona życia tylko kolejny zamach na wolność i prawa kobiet, że to obsesja kontroli kobiet i próba odebrania prawa do decydowaniu o sobie. Zostaje odczytany list od organizacji „Catholics for Choice” wyrażający poparcie dla protestu i solidarność z polskimi kobietami. Kolejni mówcy przedstawiają potrzebę wsparcia kobiet, a zgromadzeni wokół coraz głośniej domagają się, by zacząć marsz, bo ze słowami przemawiających wszyscy się zgadzają. Gdy ostatni z zaproszonych gości kończy przemowę, ze sceny pada oczekiwane: IDZIEMY!

O kobietach w Łodzi
Fot. Adam Wiśniewski

Pochód rozpoczyna grupa z banerem spod sceny. Z ulicy Kościuszki skręcamy w Radwańską, a następnie w Piotrkowską w kierunku placu Wolności. Wśród uczestników marszu wyróżnia się straż w odblaskowych kamizelkach. Dopiero teraz wyraźnie widać jak liczny jest tłum.

Pytam ludzi wokół, dlaczego przyszli.
Agnieszka, doktorantka jednej z łódzkich uczelni, deklaruje, że jest praktykującą katoliczką, że zawsze była i jest za ochroną życia i dlatego nie zgadza się, by ktokolwiek decydował o jej życiu. Marek, ojciec dwóch studentek, mówi krótko: ‒ Nikt nie będzie narażał życia czy choćby zdrowia moich córek, grożąc im przy tym więzieniem.

O kobietach w Łodzi
Fot. Adam Wiśniewski

Jola, emerytowana pielęgniarka: ‒ Jak można zmuszać kobiety do rodzenia dzieci z gwałtu, powiększać ich nieszczęście, takie prawo jest nieludzkie, nie żyjemy w średniowieczu.
Agata, handlowiec, od paru lat mieszkająca w  Londynie, wyznaje, że w latach dziewięćdziesiątych wspierała akcje „pro life”, ale teraz podpisała się na liście poparcia dla projektu ustawy liberalizującej prawo do aborcji, bo prawne zakazy w sprawach dotyczących sumienia nie powinny mieć miejsca. Kobiety same powinny decydować, czy chcą mieć dzieci, nie powinny być zmuszane do rodzenia.
Studentka Julia na marsz przyszła z chłopakiem i pieskiem. Nie ma wątpliwości: ‒ To hipokryzja Kościoła, tu nie chodzi o życie dzieci, te z chwilą narodzin przestają kogokolwiek interesować, to odebranie kobietom prawa do decydowania o swoim ciele.
Mijamy kolejne ulice, wielu przechodniów zatrzymuje się na chwilę. Większość uśmiecha się do nas. Niektórzy dołączają do marszu. Docieramy na plac Wolności pod pomnik Tadeusza Kościuszki. Chociaż marsz dobiegł końca, ludzie jeszcze przez jakiś czas gromadzą się pod pomnikiem. Grupa młodzieży zaczyna śpiewać, widać, że dobrze się czują w tym gronie. Atmosfera i energia takiego tłumu jest niepowtarzalna.

O kobietach w Łodzi
Fot. Adam Wiśniewski

Po manifestacji Joanna Pięta, rzeczniczka marszu, Dziewucha, napisała: „Dziś. Brak słów. Moc. Siła. Solidarność. Mądrość. Kochane dziewuchy, superchłopaki! Myślę. Jestem. Decyduję”.
Według danych policji było nas trzy i pół tysiąca.

Anna Rybicka

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij