Niemiecka prasówka

Co niemieckie media piszą o tym, co się dzieje w Polsce.

Andrzej Wendrychowicz

 

24.06.2016

Postenerdowski dziennik „Neues Deutschland” zwraca uwagę na rosnącą aktywność radykalnej prawicy w Polsce. Po sukcesach wyborczych rockmana Pawła Kukiza powstał dobry klimat dla neofaszystów. Gazeta opisuje przypadki agresji wobec cudzoziemców. W biały dzień, w centrum Warszawy, na oczach licznych spacerowiczów został zaczepiony przez grupę młodych mężczyzn i pobity Pakistańczyk Umet H. W tym samym miejscu dwa dni wcześniej afrykańską studentkę i broniącą ją polską koleżankę pobili „nieznani mężczyźni”. W obu przypadkach sprawcy nosili koszulki z symbolami ONR. Umet H. nie rozumie, dlaczego polska policja nie wiąże obu tych zdarzeń z rasizmem. Powiedzieli mu, że po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.

Do takich „przypadków” dochodzi w Polsce coraz częściej. Według badań Center for Research on Prejudice Uniwersytetu Warszawskiego 61% Polaków jest przeciwnych przyjmowaniu uchodźców. 33% udzieliłoby im pomocy, pod warunkiem, że w „niedługim czasie” opuszczą Polskę. Najbardziej nieprzychylni wobec uchodźców są zwolennicy Pawła Kukiza; 79% spośród nich najchętniej całkowicie zamknęłaby granice dla obcych. W jego klubie poselskim zasiada pięciu członków Ruchu Narodowego. Jeden z nich, Rober Winnicki, zapowiedział: „Chcemy stworzyć siłę polityczną, której będą się bać tak samo lewicowcy, liberałowie i homoseksualiści”. Czy tego chciał, czy nie, ale to Kukiz otworzył takim formacjom jak Ruch Narodowy drogę na polityczne salony.

Polski obóz radykalny nie jest jednolity. O ile Winnicki usiłuje środkami prawnymi wypromować swoją partię, to radykalno-prawicowy ONR otwarcie obnosi się z hasłami neofaszystowskimi. Bojówki przedwojennego ONR napadały na żydowskie instytucje i mordowały polityków, za co ich partia została zdelegalizowana. We współczesnej Polsce ONR-owcy mogą swobodnie maszerować po ulicach, co niekiedy przypomina Hitlerjugend (nazistowska organizacja młodzieżowa – przyp. A. W.). Jeden z nich, Marian Kowalski, nawet kandydował na urząd prezydenta.

https://www.neues-deutschland.de/artikel/1016292.polens-rechte-im-aufwind.html

 

23.06.2016

Jeszcze przed ogłoszeniem wyników brytyjskiego referendum,  zastanawiano się w niemieckich mediach nad przyszłością mieszkających na wyspach Polaków.

Rozgłośnia Deutschlandsfunk na swojej stronie internetowej pisze, że w Wielkiej Brytanii przebywa ponad 850 000 Polaków; to największa grupa „unijnych cudzoziemców”. Jedna czwarta z nich liczy się z powrotem do ojczyzny w przypadku Brexitu, obawiając się nasilenia wrogich nastrojów wobec imigrantów.

W materiale rozmowa z Polką, od 8 lat mieszkającą w Londynie: „Mam bezterminowe prawo pobytu w Wielkiej Brytanii. Nie sądzę, żeby groziło mi jakieś niebezpieczeństwo, ale kto wie, czy w przyszłości wiele rzeczy się nie zmieni”. Polacy obawiają się Brexitu, ale też boją się, czy polski rząd także nie wyprowadzi Polski z UE. Polski prezydent namawia rodaków do pozostania na wyspach, przypominając swoją wypowiedź z jesieni zeszłego roku podczas wizyty w Wielkiej Brytanii: „(…)wielu z was marzy o powrocie, ale nie mam odwagi was do tego wzywać. Bo nie wyjechaliście dlatego, żeby opuścić swoją ojczyznę, ale dlatego, że w Polsce nie mieliście możliwości się rozwijać, znaleźć odpowiednio płatną pracę”.

W obszernym tekście jest też sporo o rozwoju Polski po wstąpieniu do UE, o poczynaniach nowego rządu PiS, o sporze z Komisją Europejską oraz o potężnej antyrządowej demonstracji w Warszawie pod hasłem „Jesteśmy i zostaniemy w Europie”. Radio podaje, że według sondaży 85% Polaków cieszy się z przynależności do Unii.

http://www.deutschlandfunk.de/polen-die-eu-und-der-brexit-lieber-drinnen-als-aussen-vor.724.de.html?dram:article_id=358098

 

23.06.2016

W prasie niemieckiej pojawiło się wiele komentarzy po polsko-niemieckich konsultacjach rządowych.Na internetowym portalu gazety „Rheinische Post”RP ONLINE, duży tytuł: „Merkel zasypuje uprzejmościami polską szefową rządu”. Od kiedy PiS rządzi w sąsiednim kraju, stosunki polsko-niemieckie mocno ucierpiały. Według badania Fundacji Konrada Adenauera, w 2013 roku 70% Niemców oceniało relacje polsko-niemieckie jako dobre lub bardzo dobre; teraz uważa tak tylko 43%.  W Polsce odsetek ten był i jest odpowiednio 83 i 67%.

Podczas swojej pierwszej wizyty w Berlinie w lutym, w szczycie kryzysu wokół uchodźców, premier Szydło zarzuciła Merkel, że sytuacja w Niemczech „jest poza kontrolą”.Teraz przed budynkiem urzędu kanclerskiego, w miejscu powitań oficjalnych gości, Beata Szydło z miną bez wyrazu wysłuchała wypowiedzi pani kanclerz: „To wcale nie jest takie oczywiste, że Polska i Niemcy tak dobrze współpracują”, i odwołała się do „skomplikowanej historii” obu krajów. Beta Szydło odpowiedziała: „Jest wiele spraw, które nas różnią, ale o wiele więcej, które nas łączą”.  Po wyjątkowo ostrej krytyce ministra spraw zagranicznych Steinmeiera, dotyczącej manewrów NATO na granicy polsko-rosyjskiej, szefowe rządów unikały tego tematu, a pani Kanclerz podkreśliła, że Niemcy widzą konieczność wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Poza tym polsko-niemieckie konsultacje nie przyniosły zbyt wielu konkretów

http://www.rp-online.de/politik/merkel-umgarnt-polens-regierungschefin-aid-1.6069333

 

23.06.2016

Poświęcony finansom portal Finanztreff.de informuje, że Polska rozważa przejęcie oddziałów zagranicznych banków. Według polskiego ministra finansów, w tej chwili bierze się pod uwagę dwa banki wystawione na sprzedaż, które po zakupie przez rząd przekazane byłyby polskim instytucjom finansowym. Chodzi o Polbank, należący do austriackiego Raiffeisen Bank International AG. Także największy włoski bank Unicredit rozważa sprzedaż swoich udziałów w Banku Pekao SA.

Kupującym byłoby albo PZU SA albo Bank Polski SA.

Polska od dawna usiłuje zdobyć większą kontrolę nad sektorem bankowym, którego aktywa w 60% są w rękach zagranicznych właścicieli. Polska uniknęła globalnego kryzysu finansowego w roku 2008 i nie musiała ratować pieniędzmi publicznymi upadających banków, jak to miało miejsce w wielu krajach europejskich. Po 20 latach nieustającego wzrostu gospodarczego polscy politycy nabrali większej pewności siebie i usiłują odzyskać kontrolę nad sektorami gospodarki, które zostały sprywatyzowane w roku 1989 po upadku komunizmu. Politycy wszystkich obozów są zgodni, że wiele decyzji gospodarczych zapada w interesie zagranicznych właścicieli, a nie Polski. Także ustępujący szef banku centralnego i byłyminister finansów Marek Belka popiera „repolonizację”, jak się w Polsce określa przejmowanie banków przez polskich właścicieli.

http://www.finanztreff.de/news/polen-erwaegt-uebernahme-heimischer-banken-von-auslaendischen-eigentuemern/11362252

 

22.06.2016

„Der Tagespiegel” pisze o pierwszym polsko-niemieckim podręczniku do historii. Ma on pomóc uczniom po obu stronach granicy uwolnić się od stereotypów. W roku 1000 cesarz Otton III udał się do kraju Piastów. Z największymi honorami przyjął go książę Bolesław I Śmiały. Przypominając to wydarzenie uczniom w gimnazjum w berlińskiej dzielnicy Wilmersdorf, minister Steinmeier podkreślił, że Bolesław ujrzał w cesarzu człowieka i przyjaciela. Tę uroczystość, w sytuacji wielce kontrowersyjnych wydarzeń w historii obu krajów, można uznać za polityczno-historyczną sensację. Pierwszy wspólny podręcznik szkolny „Europa. Unsere Geschichte” / „Europa. Nasza Historia”, zawierający identyczne treści w obu językach, ma być używany na lekcjach historii w gimnazjach obu krajów. Pierwszy, zaprezentowany właśnie tom obejmuje historię starożytną, antyczną i średniowiecze. Trzy następne, sięgające współczesności, mają być gotowe do roku 2020. Koszty w wysokości 1,65 mln euro ponoszą oba kraje.

Obecny na tej uroczystości polski minister Waszczykowski, z wykształcenia historyk, był także zachwycony wspólnym podręcznikiem: „Polscy i niemieccy uczniowie będę się uczyć wspólnej historii z tej samej perspektywy”. Prezentacja podręcznika była elementem uroczystych obchodów 25. rocznicy podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie.

Prace nad podręcznikiem rozpoczęto w roku 2006 (ukazał się wtedy też pierwszy niemiecko-francuski wspólny podręcznik do historii). Powołano liczne wspólne gremia. Treści konsultowano z rozlicznymi ministerstwami obu państw, a po stronie niemieckiej także z władzami 16 landów. Prace koordynował Instytut Międzynarodowych Badań Podręczników Szkolnych Georga Eckerta. Podręcznik musiał być również zgodny z podstawami programowymi nauczania historii w obu krajach. Władze Instytutu podkreślają, że żaden rząd, także obecny polski, nie ingerował w treści podręcznika.

http://www.tagesspiegel.de/wissen/erstes-deutsch-polnisches-schulbuch-gemeinsame-geschichte-in-europa/13772930.html

 

21.06.2016

Magazyn „Deutschlandsradio Kultur” swój reportaż z Nowej Soli zatytułował „Od prymusa do wichrzyciela”. Po roku 1989 miasto popadło w wielkie tarapaty. Po zamknięciu dwóch dużych fabryk bezrobocie przekroczyło 40%. Od chwili wejścia do UE sytuacja zaczęłasię poprawiać. Nowa Sól to jedna z gmin, która pozyskała najwięcej funduszy europejskich. Za unijne pieniądze zbudowano nowe wały ochronne nad Odrą, która w roku 1997 zalała znaczną część miasta. Przybyło wiele nowych miejsc pracy. Inwestorzy pochodzą głównie z Niemiec. Miejscowi też zakładają swoje własne biznesy.  Ale Nową Sól uratowały krasnale. W latach 90.powstało tu nagle ponad 400 firm produkujących krasnale ogrodowe. Ludzie usłyszeli, że w Niemczech jest wielkie zapotrzebowanie właśnie na krasnale i zaczęli je robić w garażach. Do tej pory ostało się zaledwie kilkunastu producentów, ale to są już prawdzie fabryki. Miasto wypiękniało, jest nowy park z 6-metrową figurą krasnala na pamiątkę tamtych czasów. Bezrobocie spadło do 10%.

Te sukcesy nie interesowały obecnej premier Beaty Szydło, kiedy podczas kampanii wyborczej odwiedziła Nową Sól i na konferencji prasowej pod resztami murów upadłej fabryki mówiła: „Znajdujemy się na terenie byłej fabryki nici „Odra”, gdzie powinno pulsować życie, gdzie ludzie powinni pracować, skąd powinny płynąć podatki do kasy miasta Nowa Sól i do budżetu państwa.

Ale widzicie państwo, jak to teraz wygląda, bo nie ma żadnych programów wspierających byłe obszary przemysłowe”. Dla mieszkańców Nowej Soli ta konferencja prasowa była dowodem na stosunek nowego prawicowo-konserwatywnego rządu do UE. Nie interesuje go, co osiągnięto w mieście z unijną pomocą.  Burmistrz miasta Wadim Tyszkiewicz uważa, że nawet jeśli PiS nie wyprowadzi Polski z Unii, to wojna z Brukselą już szkodzi krajowi. „Mamy niemiecką firmę z Hamburga wytwarzającą napędy. Mieli tu zbudować drugą fabrykę, ale wstrzymali tę inwestycję. Klimat dla inwestowania już jest popsuty”.

http://www.deutschlandradiokultur.de/polens-haltung-zur-eu-vom-musterknaben-zum-stoerenfried.979.de.html?dram:article_id=357847

 

Deutschlandfunk przypomina, że podczas ostatnich wyborów PiS odniósł efektowne zwycięstwo na wsi. Teraz zamiast bronić straszy chłopów nową ustawą o obrocie ziemią. Na placu Trzech Krzyży około tysiąca rolników protestowało przeciwko tej ustawie i rządowi. Portal cytuje słowa posła PiS Roberta Telusa: „W naszym interesie leży, żeby polska ziemia pozostała w polskich rękach. Będziemy o to walczyć i bronić polskiej ziemi” Wstępując do Unii, Polska uzyskała dwunastoletni okres ochronny, w którym cudzoziemcy nie mogli nabywać ziemi. Okres ten kończy się 1 maja 2016 roku. Nowa ustawa utrzymuje ten zakaz, ale też jest naruszeniem prawa unijnego. Każda sprzedaż ziemi ornej ma być kontrolowana przez Państwową Agencję Własności Rolnej, a nabywca musi spełniać rygorystyczne warunki; musi być rolnikiem i przynajmniej pięć lat mieszkać w danej gminie. Do tego ma się zobowiązać, że przez dziesięć lat od kupna będzie tę ziemię uprawiać. Pytany, dlaczego protestuje, rolnik z Podkarpacia wyjaśnia: „Ta ustawa ogranicza nasze prawo własności. Teraz to urzędnik będzie decydować, co ja mogę zrobić z własną ziemią”. Szef PSL zapowiedział zaskarżenie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

Cały tekst: http://www.deutschlandfunk.de/polen-zwist-um-neues-ackerlandgesetz.795.de.html?dram:article_id=348939

 

Florian Hassel, warszawski korespondent „Süddeutsche Zeitung”, powraca do sprawy Trybunału Konstytucyjnego, przedstawia sylwetkę i karierę zawodową niezłomnego prezesa Trybunału, sędziego Andrzeja Rzeplińskiego. Wyjaśnia jakie zapisy różnych ustaw rozpatruje Trybunał, na przykład czy można odebrać kierowcy prawo jazdy, ale też czy policja i służby specjalne mogą szpiegować obywateli. Autor szczegółowo opisuje wszystkie wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego od czasu objęcia władzy przez PiS i prezydenta oraz omawia stanowisko Komisji Weneckiej w tej sprawie. Cytuje wypowiedź prezesa Rzeplińskiego: „Naszym zadaniem, jak każdego innego sądu konstytucyjnego, jest sprawdzanie pod kątem zgodności z konstytucją każdej ustawy, każdego aktu normatywnego rządu i parlamentu, który do nas trafi. W przeciwnym razie bylibyśmy tylko prywatnym radcą dworu najwyższego władcy w Polsce”. Gazeta przypomina, że już w roku 2007 Jarosław Kaczyński jako ówczesny szef rządu złożył projekt ustawy ograniczającej uprawnienia Trybunału Konstytucyjnego. Ponieważ jego rząd upadł, projektu nie zrealizowano, ale Jarosław Kaczyński nigdy nie zarzucił swoich planów. „Już rok temu byłem pewien – mówi Rzepliński – że jeśli Kaczyński wróci do władzy, to swoje pierwsze działania skieruje przeciwko Trybunałowi Konstytucyjnemu”

Cały tekst:  http://www.sueddeutsche.de/politik/machtkampf-in-warschau-polens-justiz-kaempft-um-seine-unabhaengigkeit-1.2920481

 

Tytuł tekstu w Zeit Online: „Polska już nie chce przyjąć żadnego uchodźcy”. Po zamachu w Brukseli premier Beata Szydło wycofała się ze wcześniejszych zobowiązań: „Powiem całkiem jasno; nie widzę żadnej możliwości, żeby w tym momencie migranci przybyli do Polski”.

Już wcześniej posłowie Prawa i Sprawiedliwości i prawicowo-populistycznej opozycji zdecydowanie opowiadali się przeciwko przyjmowaniu uchodźców. Rzecznik rządu uzasadniał tę decyzję, twierdząc, że bezpieczeństwo Polaków jest najważniejsze, i obywatele muszą być chronieni przed „wydarzeniami w krajach Europy Zachodniej” Także doradca prezydenta Dudy do spraw bezpieczeństwa ostrzega przed uchodźcami: „uważajmy, żeby z 10 000 nie zrobiło się ich 100 000”, bo duża liczba uchodźców to większe niebezpieczeństwo ataków terrorystycznych. PiS już w kampanii wyborczej wzniecał strach przed islamskimi uchodźcami.

Źródło: http://www.zeit.de/politik/ausland/2016-03/bruessel-polen-anschlag-fluechtlinge

 

Również tygodnik „Wirtschaftswoche” poświęcony sprawom ekonomicznym, pisze o decyzji premier Szydło wycofania się z zobowiązania przyjęcia 7500 uchodźców, które złożyła jej poprzedniczka premier Ewa Kopacz.

Źródło: http://www.wiwo.de/politik/europa/polen-nach-terror-keine-fluechtlinge-mehr/13364560.html#

 

„Junge Welt”, magazyn gazety „Die Tageszeitung”, szczegółowo przedstawia sztandarowy projekt PiS 500+, czyli 115 euro na drugie i kolejne dzieci. Obietnicą tą partia przyciągnęła wyborców. Realizacja projektu mocno się opóźniła, bo nie udało się zapewnić finansowania, na przykład ze specjalnego podatku od sklepów wielkopowierzchniowych, należących w większości do zachodniego kapitału. Podatek ten miał też wspomóc małe, rodzinne sklepiki.  Jednak opodatkowanie tylko zachodnich handlowców z pominięciem polskich byłoby łamaniem prawa unijnego. Gazeta analizuje tez inne pomysły gospodarcze PIS, miedzy innymi zakaz handlu w niedziele (supermarkety zapowiedziały, że w niedzielę można będzie tylko wybrać towar, który zostanie dostarczony w poniedziałek). Na pomysł opodatkowania firm kurierskich odpowiedziały już firmy ze Słowacji i Czech. Także opodatkowanie aktywów bankowych może się nie udać, bo banki odbiją to sobie podnosząc prowizje i opłaty dla klientów. PiS kluczy również, wyjaśniając przyczyny jedynie częściowej realizacji obietnicy wprowadzenia bezpłatnych leków dla seniorów tym, że nikt nie mówił o wszystkich darmowych lekach. Zapewne obietnica rozwiązania kwestii pomocy osoby, które zaciągnęły kredyt mieszkaniowy we frankach, oraz obniżenia wieku emerytalnego nie będzie zrealizowana. Gazeta cytuje wypowiedź publicysty „Rzeczpospolitej”, że prezydent spełnił już swoją obietnicę, bo złożył projekty wspomnianych ustaw w Sejmie, a przecież tylko to obiecywał. A marszałek Sejmu zapewne schowa go w najniższej szufladzie biurka.

Całt tekst: https://www.jungewelt.de/2016/03-26/106.php

 

Internetowy magazyn poświęcony klimatowi i odnawialnym źródłom energii Klimaretter.info informuje o projekcie zmianie polskich przepisów w zakresie odległości elektrowni wiatrowych od zabudowań. Polska była po Niemczech drugim krajem europejskim o największych inwestycjach(ponad 7,5 miliarda euro) w energię wiatrową. Nowe rygorystyczne przepisy mogą zahamować tę tendencję. PiS już dawno sygnalizował, że nie będzie popierał rozwoju „zielonej energii”. Parlamentarzyści PiS uzasadniają potrzebę wprowadzenia nowych przepisów licznymi skargami i petycjami obywateli, którzy nie chcą mieć u siebie wiatraków. Inwestorzy i opozycyjne partie, PO i Nowoczesna, krytykują projekt ustawy. Autor tekstu przyznaje, że w przeciwieństwie do Niemiec, gdzie pojedynczy obywatele i gminy są udziałowcami instalacji związanych z odnawialnymi źródłami energii, w Polsce inwestorami i właścicielami są omal wyłącznie wielkie, przeważnie zachodnie, koncerny energetyczne.

Cały tekst: http://www.klimaretter.info/politik/hintergrund/20923-10h-regelung-auf-polnisch

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij