Nauczyciel – zawód podwyższonego ryzyka

Wczoraj min. Zalewska zapowiedziała podwyżki pensji. Problem w tym, że wiele osób może ich nie doczekać. – Ciekawe kto się nabierze na kolejne kłamstwa? – pyta anglistka.

Na razie nie jest to potwierdzona informacja, ale coraz częściej słychać obawy, że Ministerstwo Edukacji planuje ograniczenie w wykonywaniu zawodu nauczyciela. To wynika z proponowanych zmian. Ograniczenie ma polegać na tym, że uczyć będzie można tylko zgodnie z tzw. kierunkiem głównym. Tłumacząc z polskiego na nasz, jeśli nauczyciel matematyki z tytułem magistra, po ukończeniu studiów podyplomowych uzyskał dodatkowe kwalifikacje do nauczania fizyki czy informatyki, to przedmiotów tych nie będzie mógł uczyć, tak jak może robić to dotychczas. Gdyby ta informacja okazała się prawdziwa, środowisko nauczycielskie czeka istny Armagedon, a liczba redukcji etatów nauczycielskich urośnie z 35000 do liczb sześciocyfrowych. Wszak trzeba powiedzieć jasno, że zdecydowana większość pracowników kadry pedagogicznej ma kilka kwalifikacji, w których uczą.

Kto pierwszy do zwolnienia?

Pierwszeństwo ma mieć magister danego kierunku w sytuacji, gdy organ prowadzący (tj. gmina lub powiat) musiałby mu wypłacać odprawę lub pieniądze za stan nieczynny, podczas gdy w jakiejś innej szkole lekcje z danego przedmiotu byłyby prowadzone przez osobę mająca kwalifikacje potwierdzone „zaledwie” szkołą podyplomową.

Zważywszy na fakt, że w większości szkół, zwłaszcza na wsi, nauczyciele uczą kilku przedmiotów, takie rozwiązanie brzmi absurdalnie. Ale czy jest ono  na tyle absurdalne, aby obecna władza nie zdecydowała się tego wprowadzić? A może właśnie tak absurdalne, że wprowadzi?

O obawy środowiska co do „dobrej zmiany” w oświacie zapytaliśmy pracowników różnych szkół.

– Ogólnie przeraża mnie ta cała reforma – mówi nauczycielka geografii. – A jeszcze jak się usłyszy o tych wszystkich niepotwierdzonych planach, to włos na głowie staje z przerażenia. No bo jak to będzie z nauczycielami przyrody? Ja na przykład jestem z wykształcenia geografką. Owszem, mam ukończoną szkołę podyplomową na Uniwersytecie z przyrody, ale moim kierunkiem głównym jest geografia. Niedawno dowiedzieliśmy się, że mamy być filią jednej z podstawówek, a ja wcale nie jestem pewna czy w świetle nowych przepisów tej przyrody będę mogła uczyć. Wprawdzie w podstawówce w której mamy być filią są dwie „przyrodniczki” : geografka i biolog, ale jest raczej pewne, że dyrektor będzie je preferował, a nie mnie. Więc za 3 lata, kiedy wygaszą gimnazjum, mogę nie mieć pracy… Może uda nam się coś znaleźć w szkole ponadgimnazjalnej? Przecież za trzy lata dojdzie tam do kumulacji roczników…

Jej koleżanka nie ma złudzeń. – Za trzy lata będzie kolosalna dziura w szkołach podstawowych – mówi. – Po dwóch naborach podwójnych roczników w latach 2014 i 2015 nastąpi spadek liczebności uczniów, który będzie się tylko pogłębiał w klasach I-III. Ta luka będzie się przesuwać do kas IV-VIII i dalej, do liceów. Mieliśmy spotkanie z wizytatorem, ale nie uspokoił nas.

Oberwą samorządowcy i dzieci

Ratunku przed centralnymi planami nauczyciele upatrują w samorządach i dyrektorach szkół. Ich zdaniem dyrektorzy powinni ustalić precyzyjne i uczciwe regulaminy zwolnień.

– Przecież gmina może chronić się przed wypłatami odpraw czy stanu nieczynności, więc sama będzie szukać godzin dla nauczyciela, nawet w kilku szkołach” – mówią nauczyciele. – U nas kryteria do zwolnienia są już zaopiniowane przez przedstawicieli związków. Jest tam np. kryterium stażu pracy w oświacie i w danej placówce, sytuacji rodzinnej itp. Przecież raz przyznanych uprawnień nie cofa się?

Na samorządach spoczywa obowiązek zapewnienia sprawnego dostosowania szkoły do zmian przegłosowanych przez posłów. Biedniejsze samorządy mogą sobie nie poradzić.

– Fundacja Rozwoju Dzieci, w której działam, napisała do MEN, że reforma obniża szanse edukacyjne dzieci, zwłaszcza tych, które mieszkają na wsiach, ale nikogo to nie interesuje – mówi nauczycielka nauczania początkowego. – Nasz burmistrz mówił, że będzie ciężko, bo „na szybko” trzeba będzie remonty będzie robić.

– A ja już nie wierzę w te wszystkie zapewnienia – podsumowuje nauczycielka angielskiego. – Sama jestem magistrem filologii rosyjskiej i mam licencjat z anglistyki. Tyle, że już nie liczę na poprawę. Pewnie wyrzuca na głodową emeryturę, bo mam już swoje lata. Oj, może mnie czekać ciężka starość.  

– Szkoła to nie zabawka, którą można pobawić się przez chwilę a potem zmienić – ostro mówi bliska emerytury chemiczka z wolskiej placówki. – Gdy wprowadzano gimnazja, pojawiło się mnóstwo obaw. I problemy były. Ale teraz nie ma żadnej „fali” w gimnazjach, a ranking PISa pokazał, że nasze dzieciaki świetnie się uczą. A teraz ten bałagan: zmiany rejonów szkolnych, zamykanie placówek, przenoszenie klas … Nie słuchają żadnych praktyków. Tylko teoretyków. Nauczycieli – nikt.

Uczyli się wiele lat, zrobili wiele kursów dodatkowych, zainwestowali swój czas kosztem rodziny, a teraz słuchają kolejnych zapowiedzi i kolejnych kłamstw zastanawiając się zapewne, kto najwięcej na tym straci – dzieci czy oni?

(ap)

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij