„Nasi” Żołnierze Wyklęci?

Najpierw oddzielimy ziarno od plew, wtedy CZEŚĆ I CHWAŁA.

Artur Sierawski

W Białymstoku syn płk. Aleksandra Rybnika przeprasza za ofiary „Burego”, Stadion Narodowy wczoraj wyświetlał okolicznościowy napis, w telewizji minister mówi, że „nie byłoby »Solidarności«, gdyby nie Żołnierze Niezłomni”, NBP wprowadził do obiegu srebrną monetę im poświęconą, w środę podczas marszu „Żołnierzy Wyklętych” w Krakowie wołano „Polska czysta, Polska biała, bez Araba i pedała”, w całym kraju w poprzedni weekend odbyły się Biegi Tropem Wilczym (biegli nie tylko Polacy, bo w lubuskim stu amerykańskich żołnierzy wzięło udział w biegu).  

Wczorajszy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych skłania do refleksji. Zapewne przez niektórych zostanę potępiony, ale taka rola historyka, by dążyć do obiektywizmu.  W 2009 roku organizacje kombatanckie zwróciły się o uznanie tego za Dzień Żołnierzy Antykomunistycznego Podziemia. Warto zaznaczyć, iż od początku poparcie dla inicjatywy deklarowały PO i PiS.

Nasi Żołnierze Wyklęci?Inicjatywę ustawodawczą w zakresie ustanowienia nowego święta podjął w 2010 roku prezydent Lech Kaczyński. Po jego śmierci Bronisław Komorowski podtrzymał ją i to on zaczął mówić szeroko o żołnierzach wyklętych. Ostatecznie święto ustanowiono na mocy ustawy z dnia 3 lutego 2011 roku. Od początku towarzyszyły jej sprzeczne odczucia.

Nadszedł czas skrajności, które wcześniej czaiły się za parawanem. Z jednej strony mamy rozpaczliwy i pełen złych emocji krzyk przeciwników upamiętnienia „wyklętych”, którzy wrzucają ich do jednego worka i nazywają „bandytami”. Jak czytam wszystkie te wypowiedzi, zwłaszcza ludzi wykształconych czy bywających w mediach, mam wrażenie, iż komuna nadal trwa. Coraz częściej słyszę o pomysłach, aby zakłócić marsz, spotkanie na temat „żołnierzy wyklętych”…

Co to ma być? Czy chcemy się zniżać do takiego poziomu? Tak chcemy kultywować naszą piękną, ale i trudną historię? Chcemy z historii robić show i wykorzystywać politycznie?

Z drugiej strony mamy bezkrytyczne spojrzenie na partyzantów, a wręcz ich mitologizowanie, odrzucanie wszelkich negatywnych, choć prawdziwych faktów. Czy opluwanie i poniżanie każdego, kto nie „gloryfikuje” „żołnierzy wyklętych”, jest kultywowaniem historii? Są „nasi”, nieważne, czy mordowali Żydów albo kobiety, ważne, że zginęli za ojczyznę. Czy takie myślenie to dobra droga? Według mnie donikąd…

Historia „żołnierzy wyklętych” jest, owszem, krwawa i naznaczona cierpieniem. Wielu zginęło w nierównej walce z komunistami, wielu stanęło przed plutonami egzekucyjnymi albo gniło latami w ubeckich więzieniach. Przez cały okres PRL-u byli usuwani z historii i marginalizowani. Nazywani „bandytami” czy „zaplutymi karłami reakcji”.

Ich dzieje wymagają jednak precyzyjnego opisu, a przede wszystkim refleksji. Nie jest to bowiem historia czarno-biała. Znajdziemy w niej karty chwalebne, jak tragiczne dzieje „Warszyca” czy zamordowanej bestialsko 17-letniej Danuty Siedzikówny „Inki” z oddziału majora Zygmunta Szendzielorza „Łupaszki”. To są bohaterowie i należy im się cześć i pamięć.

Znajdziemy jednak także czarne karty historii „żołnierzy wyklętych”, jak działalność Romualda Rajsa, ps. „’Bury”. Do dziś w Hajnówce i Bielsku Podlaskim jego imię budzi grozę i wspomnienie wielkiej tragedii. Wciąż żyją tam ludzie, którzy stracili bliskich z jego ręki w 1946 r. To on i jego oddział dopuścił się brutalnej pacyfikacji miejscowej ludności. Zginęło wówczas 79 osób. Wyklęci „’Burego” nie oszczędzali nawet dzieci. Fakt ten potwierdził sam IPN. W 2005 roku uznał zbrodnię „’Burego” za „za noszącą znamiona ludobójstwa”. To są fakty, z którymi nie dyskutujemy.

Czy aby na pewno powinno się stawiać w jednym szeregu Pileckiego oraz Burego i obydwu czcić jednakowo? Czy to jest obiektywizm?

Polska historia jest piękna, lecz jak każda ma czarne karty. Dopóki nie rozliczymy się z przeszłością, nie pójdziemy naprzód. Czeka nas od dawna zaniedbana dyskusja na temat rzezi wołyńskiej, pogromu kieleckiego, mordu w Jedwabnem, a teraz także „żołnierzy wyklętych”. Wciąż nie rozliczyliśmy się ze swą przeszłością, wciąż wielu z nas milczy, nabiera wody w usta, mówi, że to nie my, po co to roztrząsać. Jednak, jak mawiał Józef Piłsudski, „Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”. Musimy zmierzyć się z własną przeszłością. Szacunek należy się wszystkim, którzy zdecydowali się przeciwstawić okupantowi, jakim byli komuniści.

Jako nauczyciel historii poruszam na lekcjach temat „żołnierzy wyklętych”, co roku uczestniczę w obchodach ich święta, wywieszam flagę, organizuję ze swoimi uczniami apel.

 Artur Sierawski

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij