Na smyczy

Dwójka akolitów Jarosława Kaczyńskiego postanowiła wykończyć trzeciego. Joanna Lichocka i Krzysztof Czabański mieli podstawy sądzić, że ich zasługi do takiej akcji ich upoważniają. Czabański jeszcze za czasów Porozumienia Centrum wspierał partię Kaczyńskich z Fundacji Prasowej Solidarności. Wyszła z tego afera, ale szybko ukręcono jej głowę. Joanna Lichocka do dzisiaj ma na kolanach odciski, bo film „Prezydent” o Lechu K. reżyserowała głównie na klęczkach.

Kiedy więc ta dwójka, wspierana przez trzecią delegatkę PiS do Rady Mediów Narodowych (RMN), Elżbietę Kruk, postanowiła wydziobać ze stołka prezesa TVP Jacka Kurskiego, wydawało się, że zabieg musi się udać.  RMN powstała trzy tygodnie temu w miejsce rad nadzorczych TVP, PR i PAP w formule: trzy miejsca dla PiS, jedno dla Kukiza i jako listek figowy dla byłego prezesa telewizji Juliusza Brauna. Skład na 6 lat, żeby nawet po przegranych wyborach PiS zachował kontrolę nad mediami.

Czabański i Kurski nienawidzą się serdecznie, do tego obiektywne podstawy do zmiany były. TVPiS masowo traci widzów, a już zwłaszcza „Wiadomości”. Produkcja programów leci na pysk, a telewizyjni fachowcy masowo na bruk. Sprzedaż reklam spada, wypłaty pensji trzeba było ratować komercyjnym kredytem, który Kurski podpisał. Takiego zarządzającego nic tylko szurnąć i nie żałować.

Kłopot polegał na tym, że owo szurnięcie nie zostało wcześniej uzgodnione z prezesem. Szanowna RMP telewizyjnego bossa odwołała, a cztery godziny później musiała wycofać się rakiem ze swojej „suwerennej” decyzji. Kurski zostanie do października, a potem się zobaczy. Prezes szarpnął za smycz i kundle wróciły do nogi.

Kompromitacja Rady Mediów Narodowych (co za piękna nazwa) stała się faktem. Mechanizm jednoosobowego zarządzania państwem jeszcze raz ukazał się w całej oczywistości. Ale o tym wiedzieliśmy już wcześniej. Natomiast nie znamy odpowiedzi na inne pytanie. Czeladź prezesa szła do ataku na władzę nie tylko z wielkiej miłości do szefa. Oni tam doszli, bo bardzo chcą sobie porządzić. Porozdawać posady krewnym i znajomym, nachapać się pieniędzy i – najprzyjemniejsze – pognębić politycznych przeciwników. Do tego potrzebna jest swoboda decyzji…. a ta jest ograniczona długością smyczy. Ile razy zostanie naprężona nim ktoś odważniejszy ją zerwie?

Andrzej Wiktorowicz

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij