Wojsko gotowe do parady

Według najnowszego sondażu CBOS 60% Polaków nie ufa ministrowi Obrony Narodowej. Na swój wizerunek zasłużył poprzez systematyczne niszczenie naszej armii.

Antoni Macierewicz jest politykiem, któremu nie ufa najwięcej ankietowanych. Zrozumiałe. Odejdźmy na chwilę od poprawności politycznej, aby oprzeć się na faktach. Założeniem polskiej doktryny obronnej jest obecnie zatrzymanie potencjalnego przeciwnika, powiedzmy to głośno Rosji, na siedem do dziesięciu dni, w tym czasie nasi sojusznicy z NATO powinni przyjść nam z pomocą. To nie są teoretyczne założenia wydumane na zbyt długich grach wojennych w sztabie generalnym. W chwili obecnej Rosja przy granicy z Ukrainą, na terenach marionetkowych republik separatystów w okolicach Ługańska i Doniecka, a także w okolicach Kaliningradu posiada dwukrotnie więcej żołnierzy, niż liczy cała nasza armia. Są to jednostki dość dobrze wyposażone w nowoczesny sprzęt i składające się z żołnierzy posiadających doświadczenie bojowe. Specyfiką wojsk rosyjskich jest zachowana struktura organizacyjna z czasów zimnej wojny, Rosjanie jakby nie zauważyli odwilży z lat dziewięćdziesiątych i nadal posiadają strukturę ofensywną w przeciwieństwie do nas. Naprzeciw tych sił stoi polska armia, wsparta jak na razie znikomymi ilościami wojsk amerykańskich. Jeśli chodzi o to wsparcie, to dobrze wypełnia ono rolę podnoszenia na duchu. Trudno inaczej nazwać te siły w ilości brygady zmechanizowanej. Jeśli pominiemy na chwilę sceptycyzm i postrzeganiu stanu naszej obronności, przejdziemy do faktów, to należy dobitnie stwierdzić, że terytorium Polski znów jest potencjalnym teatrem działań wojennych. Podczas zimnej wojny NATO planowało dokonać zmasowanego uderzenia nuklearnego mniej więcej na linii biegu Wisły, aby zatrzymać posiłki Układu Warszawskiego idące na zachód z terytorium obecnej Białorusi i Ukrainy. Dziś większość naszych jednostek operacyjnych stacjonuje na zachodzie kraju, więc jeśli przeciwnik nas zaatakuje obszar całego kraju będzie polem bitwy.

Rosyjska agresja na Ukrainę, ale także obecność wojsk rosyjskich w Syrii, odbudowa ich baz na dalekiej północy i na dalekim wschodzie dowodzi, że wojna to nie jest pojęcie z kart podręcznika historii. Bogaci i nieco zmanierowani Europejczycy, których problemy wiążą się z hipoteką i zmniejszaniem się ilości bezpiecznych krajów do wakacyjnych wypadów, zapomnieli o pojęciu wojny. Dobroduszny populizm, a bardziej cynizm pozwala na oglądanie w zaciszu domowym ciekawych filmów nakręconych z drona, przedstawiających ruiny syryjskich miast, albo wyławianie uchodźców próbujących dotrzeć do lepszego świata.

Nad tym wszystkim unosi się duch dobrej zmiany w naszej armii w postaci ministra Macierewicza. Nie trzeba być laikiem, aby stwierdzić, że poczynania naszego ministra obrony mają obecnie na celu unicestwienie naszego potencjału obronnego. Początek tej historii wiąże się z anulowaniem wszelkich istotnych przetargów i kontraktów na pozyskanie nowego sprzętu. Sprawa śmigłowców jest znana, ale trzeba dodać do niej kontrakt na holowniki i okręty bojowe dla marynarki wojennej, pozyskanie rakiet Tomahawk i wiele innych. Macierewicz ma również zapędy, aby rozwijać się jako strateg, chociaż wojskowi łapią się za głowy. Jedna z najsilniejszych dywizji pancernych w Europie 11 Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej zostanie zdekompletowana i jeden z jej batalionów trafi z nad zachodniej granicy, gdzie stacjonuje jednostka, pod Warszawę, osłabiając siłę dywizji, a w dodatku nie podnosząc możliwości obrony na tym kierunku. W nowym miejscu rozlokowania batalionu nie ma dziś infrastruktury do jego stacjonowania, ponieważ jednostka używa czołgów Leopard, a na miejscu są środki do obsługi czołgów T-72 i PT-91 Twardy. Będziemy musieli zapłacić za jej wybudowanie. Podobnie sprawy wyglądają z 18 Brygadą Rozpoznawczą, której miejsce w północno–wschodniej Polsce zajmie Obrona Terytorialna, czyli potencjalnego agresora będą witać weekendowi żołnierze, zamiast dobrze wyszkolonych zawodowców. Największe spustoszenia w naszej armii powstały w obsadzie oficerskiej. Oficerowie nie wierzący w zamach smoleński musieli odejść, ponieważ chorobliwe fobie wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem. Sprawy przybrały podobny obrót do czystek w armii radzieckiej w latach trzydziestych. Wtedy armia radziecka pozbyła się w zasadzie większości oficerów od poziomu dowódców pułków w górę.

U nas jest dziś lepiej, ponieważ oficerowie nie są rozstrzeliwani, a odwoływani ze stanowisk, ale to nie polepsza nastroju. Dziś wystarczy być pokornym sługą, a nie oficerem i można liczyć na szybkie awanse i uznanie guru od obronności. Zresztą świta ministra obrony jest dość osobliwa i osoby wchodzące w jej skład nie schodzą z pierwszych stron gazet. Były aptekarz i student to najbliżsi doradcy Macierewicza. Ten pierwszy ma już spore sukcesy w obronności, ponieważ zdobył budynek wywiadu NATO, natomiast drugi jak dotychczas zdołał się tylko poważnie ośmieszyć.

Trudno jest wskazać chociaż jedno posunięcie obecnego resortu obrony, które można określić, jako mające na celu podniesienie poziomu naszej obronności. Taka oceny nie wynika ze stronniczości, ale z faktów. Zabawa żołnierzykami to dobre zajęcie dla małych chłopców, wraz z wiekiem trzeba brać odpowiedzialność za swe czyny. Pozbycie się dobrych dowódców i wstrzymanie pozyskiwania nowoczesnego sprzętu powoduje poważne zagrożenie suwerenności Polski.

Zbigniew Wolski

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij