Mój jeden dzień w stanie wojennym

Stanu wojennego, ogłoszonego w Polsce 13 grudnia 1981 r., nie pamiętam. Miałem wtedy niecałe pięć lat. Pamiętam tylko jeden, jedyny dzień, kiedy mogłem zostać ofiarą, bohaterem, a może tylko kombatantem. Może właśnie nim jestem i powinienem wystąpić o jakieś odznaczenie?

Artur Stachurski

To musiało być na wiosnę lub wczesną jesienią 1982 r., bo było jeszcze ciepło. Mieszkaliśmy wtedy w Warszawie na Anielewicza, róg Nowotki (obecnie Andersa). Rodzice działali w Solidarności, brali udział w strajkach, kolportażu ulotek, itp. Mama współpracowała ze swoim przyjacielem, później aresztowanym, Bogusławem Gołębiowskim, w Polskich Zakładach Optycznych, w ramach jego działalności w MRKS (więcej o B.G. na http://www.encysol.pl/wiki/Bogusław_Gołębiowski). Dzisiaj pan Boguś jest z nami w KOD Bemowo i Wola. Wtedy byłem za mały, by to rozumieć, a tym bardziej znać szczegóły. Nasze okna wychodziły na podwórko, na którym był parking. Na mieście trwały zamieszki, a moi rodzice byli na ulicy. Przez nasze podwórko co chwilę przechodziły oddziały ZOMO w kierunku ul. Nowotki, goniąc uciekających ludzi, którzy chowali się po klatkach schodowych lub biegli za blok. Widać było dym z wystrzeliwanych świec z gazem łzawiącym. Razem z babcią obserwowałem to wszystko z okna. I wtedy zaświtała mi myśl, że chcę taką wystrzeloną świecę mieć. Nie wiem, jak to się stało, że bez problemu wyszedłem z domu. Znalazłem się na parkingu między samochodami, gdzie szukałem wystrzelonej świecy. To była taka tekturowa rolka jak po papierze toaletowym, ale sztywniejsza i z dziurkami. W środku był proszek łzawiący, ale o tym przekonałem się później. Nagle jak spod ziemi wyrasta kolejny batalion ZOMO. Uciekam, słyszę za sobą coś w stylu: „Do domu gówniarzu”. Kilka susów, łapię za drzwi wejściowe, uchylam je i wbiegam do klatki. Potem jeszcze kilkanaście stopni i jestem w domu. Babcia jest przestraszona i zdenerwowana. Widziała wszystko z okna. Według jej relacji, gdy dobiegałem już do klatki, jakiś milicjant strzelił do mnie z petardy. Celowała w moje plecy, ale w ostatniej chwili wbiegłem do klatki i trafiła w zamykające się drzwi. W domu postanowiłem „rozbroić” znaleziony ładunek. Na krześle położyłem gazetę i przystąpiłem do saperskiej roboty. Znajdujący się w środku proszek dostał mi się do oczu. Efekt był natychmiastowy. Ostry, piekący ból twarzy i spojówek. Dobre kilka lub kilkanaście minut pod bieżącą wodą jako tako załagodziło moje cierpienie. Tak się skończył mój jedyny dzień stanu wojennego, który zapamiętałem, kiedy to zostałem ofiarą totalitarnego reżymu, ryzykując dla naszej wolności zdrowie, a może nawet życie.

Stan wojenny w Polsce pochłonął około stu ofiar śmiertelnych. Aresztowano 10 tys. opozycjonistów, ludzi wyrzucano z pracy i szykanowano. Moich rodziców wzywano na przesłuchania do pałacu Mostowskich, próbowano złamać i zmusić do podpisania lojalek. Straszono więzieniem i wysłaniem dzieci do sierocińca. Rodzice nic nie podpisali, ale ich znajomy – tak. Tyle, że on miał jeszcze młodsze dzieci. Dzisiaj ktoś, kto na tej podstawie ocenia ludzi i ich wiarygodność, oskarża o zdradę, jest zwykłym szubrawcem i hipokrytą. Podpisywania lojalek nie żądano bowiem tylko od swoich i od tych, którzy się nie angażowali.

Postawione na początku pytanie jest oczywiście retoryczne, a ja nie aspiruję do żadnych odznaczeń związanych z moją „przygodą” w tych trudnych dla Polski czasach. Natomiast po dzisiejszych wypowiedziach polityków Prawa i Sprawiedliwości w 35 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, naszła mnie myśl, że przecież tamtego dnia ja nie spałem do południa.

Artur Stachurski

Fot. J. Żołnierkiewicz [Public domain], via Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij