Leki albo jedzenie

W kampanii wyborczej PiS padła obietnica dotycząca bezpłatnych leków  i została powtórzona w sejmowym expose Beaty Szydło. Nie chcę bezpłatnych, ale nie chcę też podwyżki!

Dziś zderzyłam się z „dobrą zmianą” osobiście i boleśnie. Na chwilę wrócę do przeszłości, bo to niejako „wraca nowe”, choć wielu nie zdaje sobie z tego sprawy. Za poprzednich rządów Kaczyńskich odebrano mi rentę – w myśl hasła PRACA CZYNI WOLNYM – którą dostawałam przez 20 lat. Rentę maleńką, bo nie zdążyłam się napracować, gdy dopadła mnie choroba (nieuleczalna). Przez cały czas, aż do dzisiaj płaciłam, za leki ratujące życie ze zniżką (tak zwaną cenę państwową).  Ostatnio to było około 40 zł. Dziś, po ostatniej pisiorskiej weryfikacji, zapłacę ponad 100 zł. Wiem, że nie jest to kwota zawrotna, ale dla mnie to wybór: jedzenie albo leki. Kupię leki. Nie pójdę do służb socjalnych o wsparcie, bo inni mają gorzej.

Życzę wszystkim wyborcom PiS i wyznawcom naczelnika państwa, żeby znaleźli się w takiej sytuacji, żeby poczuli się jak ja – przyszła ofiara planowej eksterminacji z powodu choroby przewlekłej i nieuleczalnej.
Głosujcie na PiS, a w imię ideologii czystości rasy (po co Polsce epileptycy, schizofrenicy, cukrzycy i inni popaprańcy), będziecie w sposób naturalny eliminowani – takie współczesne ekonomiczne komory gazowe.

Magdalena Tarasiuk

Fot. Thilini ukwaththage (Praca własna) [CC BY-SA 4.0], Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij