Legionowo i co dalej? Przygotujmy się!

Otwockie referendum z listopada ubiegłego roku oraz to z 25 marca w Legionowie odbyły się na nowych zasadach. Oba były poligonem doświadczalnym dla „Obserwatorium Wyborczego”.

Wielu mieszkańców Otwocka, którzy nie poszli do urn, też zagłosowało — stanęli po stronie prezydenta i w ten sposób przyczynili się do unieważnienia głosowania. Do Otwocka z 33 referendów odwoławczych w Polsce w tej kadencji samorządu 30 było nieważnych. Po raz pierwszy w Polsce używano przezroczystych urn w wyborach na poziomie gminy, zobligowano też władze lokalne do wcześniejszego przekazania wyborcom pocztą informacji o zbliżającym się głosowaniu.

W Legionowie także było historycznie. Roman Smogorzewski, prezydent miasta, historyk z wykształcenia powiedział: — Nie przypominam sobie sytuacji, żeby 95 procent społeczeństwa opowiedziało się przeciwko jakiemu rozwiązaniu. Faktycznie i frekwencja, i wynik głosowania pokazują, że było to unikatowe referendum. Legionowo odwróciło fatum ciążące nad referendami samorządowymi.

Po raz drugi swoisty audyt podczas głosowania przeprowadziła grupa osób z „Obserwatorium Wyborczego” powstałego z inicjatywy Marcina Skubiszewskiego. Relacja członka grupy pokazuje jak ważny jest nasz udział w tego typu głosowaniach, a dodać należy, że gminy z tak zwanego wianuszka stołecznego zapowiedziały referenda. Pracy nie zabraknie. Wkrótce opublikujemy raport Obserwatorium oraz uwagi do skandalicznej ankiety w ramach konsultacji społecznych dot. metropolii. Patrzymy im na ręce. W ten sposób budujemy odpowiedzialne społeczeństwo obywatelskie.

AD

Legionowo i co dalej? Przygotujmy się!
Fot. Stanisława Skodowska

Relacja

Naszym celem było sprawdzenie, czy przebieg referendum był zgodny z ustawą, czy żadne przepisy nie były łamane, czy postępowanie komisji wyborczych nie dawało asumptu do przypuszczeń, iż miało miejsce jakiekolwiek fałszowanie wyborów. A pułapek może być wiele, począwszy od braku informacji, poprzez możliwość wywierania subtelnego wpływu na głosujących, aż po ryzyko nierzetelnego liczenia głosów.

W niedzielę pojawiło się w Legionowie pięciu obserwatorów z Władysławem Majewskim jako szefem misji na czele. Ponieważ polskie prawo zakłada obecność na głosowaniu tylko międzynarodowych obserwatorów, formalnie otrzymali oni status „męża zaufania Prezydenta Miasta Legionowo”. Każdy z „mężów zaufania” został upoważniony do wizyty i dokonania obserwacji w kilku lokalach referendalnych.

Zaopatrzeni w upoważnienie, identyfikator i spis komisji obserwatorzy ruszyli w miasto, każdy do swojej komisji. Trochę tremy, szczególnie w pierwszym lokalu. Szczególnie gdy na pytanie: „Jaka ulica?!” trzeba powiedzieć: „Nie, nie ulica. Jestem mężem zaufania Prezydenta Miasta i mam upoważnienie do obserwacji referendum w tej komisji”. Jeden telefon szefa komisji i już formalnie nie ma przeszkód do naszego audytu.

Sprawdzamy obecność tabliczek i wskazówek ułatwiających dotarcie do lokali, obecność flag przed lokalami, umieszczenie we właściwych miejscach informacji o sposobie głosowania, obecność elementów kampanii referendalnej, szczególnie tych nielegalnych. Gdy już to zostaje odnotowane, uwaga obserwatorów koncentruje się na samym przebiegu głosowania. Czy faktycznie jest tajne? Czy jakaś osoba niefigurująca w spisie wyborców ma szanse prześliznąć się przez procedurę sprawdzania tożsamości i zagłosować? Czy można zagłosować za żonę? Czy komisarze stanowią harmonijny zespół współpracujący ze sobą, czy też raczej atmosfera jest taka, że można siekierę powiesić? Wszystko na razie wygląda ok. Ale tylu głosujących, że trudno wszystko zobaczyć. Chwila, ci państwo razem weszli do kabiny, razem głosują? A ta pani robi zdjęcie małej dziewczynce na tle urny. Zaraz, przecież nie wolno! Trzeba odnotować w rubryce komentarze. Pracę ułatwia specjalna aplikacja na smartfona, dzięki której obserwacje są opisywane i wysyłane na bieżąco do szefa misji.

O godzinie 21 zatrzasnęły się zamki w 24 lokalach referendalnych i zaczęło się to, co dla obserwatora najważniejsze, czyli liczenie głosów. Od tej chwili do północy w co piątym lokalu referendalnym w Legionowie maksymalnie skoncentrowany obserwator stał nad pracującą komisją, ściskając w spoconej dłoni telefon z otwartą aplikacją. Pieczętowanie urny – dokonane, liczenie podpisów w spisie wyborców – ok, liczenie kart niewykorzystanych – uff… policzyli, zgadza się. Nie pakują i nie pieczętują niewykorzystanych kart? Powinni. Zwrócić uwagę? Karty zapakowane. Otwierają urnę. Czy te pięć kopert z kartami, które spadły na podłogę to już ten bałagan, który ma ukryć jakieś manipulowanie głosami, jak to było na filmie szkoleniowym z Rosji? No nie, chyba nie. Wyjmowanie z kopert – półtorej godziny. Liczenie kart…. Czy liczba kart wyjętych z urny będzie taka sama jak liczba podpisów w spisie? Za dużo o dwie?? Jeszcze raz liczenie…. Uf zgadza się! Kart nieważnych nie ma. Kilkadziesiąt kandydatek na głosy nieważne. Gdzie się przecina ten krzyżyk, jeszcze w środku, czy na krawędzi ? A to? Czy to w ogóle jest krzyżyk? Ok. Teraz najważniejsze: ile za, ile przeciw… No i czy się zgodzi! Zgadza się po dwukrotnym przeliczeniu. Która godzina? Już w pół do dwunastej?! Protokół. Czy mąż zaufania ma uwagi?

Ostatnie rubryki formularza wypełnione. Klinknąć „wyślij” i za chwilę już w samochodzie. Nocny powrót do Warszawy. Kanapki zjedzone, została w termosie resztka kawy. Koniec na dziś.

Ale nie dla wszystkich praca nad obserwacją referendum w Legionowie skończyła się w tym momencie. Teraz bowiem na podstawie obserwacji pracy poszczególnych komisji referendalnych zostanie przygotowany raport.

Agnieszka Borowiec

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij