KOR. Rok. KOD. Dokąd. – Konrad

Tym razem nasz Kapelmistrz, człowiek tej i tamtej opozycji, prezentuje „pokłosie” dwunastu miesięcy.
Jeśli chcecie przedstawić swój roczny bilans z KODem, czekamy na maila ([email protected]). Redakcja


Rok z KOD-em – okiem  Konrada

 

KOR. ROK. KOD. DOKĄD.

Rok? Co tam rok! Co tam wspomnienia! Co tam przeżycia! Migną gdzieś we śnie lub przy wódce, rozmarzą, roztkliwią, osłabią…

Obraz miejsc, zgiełk haseł, cudowny ból krzyża, niepowtarzalna powtarzalność. Kolory blaknące z czasem, choć jest ich coraz więcej, podobnie jak różnic. Unoszący się zapach lojalności publicznie zmieszany z niesmakiem zdrady. Dopełnienia, przepełnienia, niespełnienia. Daleko w tyle za znieczulicą odpowiedzialności za ogół zostało na zakręcie historii poczucie odpowiedzialności za siebie. Pojawił się strach w śmiałych dotąd wypowiedziach, konformizm w postawach i pęd w stronę pustyni. Na oślep.

*

Nic tak nie kreuje wspomnień, jak najświeższe z wydarzeń. Potrafią one zniekształcić echo, wywrócić własną zawartość jak żuka ‒ na plecy ‒ i zamienić radość trwania, nieustępliwości, wolę przesuwania granic zmęczenia i zniechęcenia‒ w grypę serca. Siła wiary w trwałość dzieła z czasem przygniata tych najbardziej wierzących. Wszystko boli.

*

Siadałem codziennie do napisania tych słów i wstawałem od pustego ekranu, nie wiedząc, jak opisać mieszaninę złości i niepokoju, pokłosia ostatnich dni…

*

Tynkowany oto dom wali się właśnie ‒ od dachu, przeciekającego kwaśnym deszczem niezgody, niezrozumienia i małostkowości, a to, co chroniło go przed niszczącą toksyczną wilgocią, jest teraz najsłabszym jego ogniwem.

*

Fundament – ci zwykli ludzie zgromadzeni u podstaw – jest zalewany strumieniami prywaty i zawiści, i sam zaczyna gnić w swoim – zdawałoby się ‒ monolicie.

*

Dzieje się to wszystko w chwili, gdy śmiertelny dla żywotności miasta, państwa i narodu ideologiczny buldożer gubi olej, traci impet i wbrew głoszonym przez siebie komunikatom idzie coraz bardziej sobie w szkodę.

*

Robotnicy powoli odkładają narzędzia, architekt dorysowuje nowe piętra, a inżynierowie dyskutują o hierarchii, zamiast łatać powałę i ratować dziesiątki tysięcy, a w efekcie miliony ludzi od nieuniknionego w takiej sytuacji zejścia do piwnic.

*

Mało kto zdaje się pamiętać, że służy sprawie budowy-odbudowy i że w taki sposób służy innym: tym, którzy się boją, którzy są za słabi, by w tej służbie trwać, którzy przyjdą po nas, którzy się wahają w swym wyborze, a w końcu tym, którzy tę służbę już zakończyli i pamięć o nich zobowiązuje żyjących do jej kontynuowania.

*

Zaraz padnie polecenie opuszczenia budynku, bo grozi zawaleniem, a wtedy wśród gapiów uśmiechać się będą ci, którym zawsze bliżej było do biur niż do łopaty, choć przecież biurek dla wszystkich chętnych nigdy nie starcza.

*

Za ich plecami staną i patrząc na gruzowisko, będą krzyczeć „a nie mówiłem” ‒ tacy, których sposobem na życie jest krzyk, a dorobkiem ‒ przynależność do gromady krzyczących.

*

Część z nas z tego budynku nigdy nie będzie chciała wyjść, choć efekt trwania w ruinach będzie równie żałosny, co pozbawiony znaczenia, bo socjalnie i społecznie nieefektywny.

*

Opadający pył po katastrofie odsłoni napis wyryty przy zejściu do piwnicy, niezrozumiały dla nowych ekip od rozbiórek…

…MY, NARÓD!

Konrad Materna

 

 

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij