KOD śni swój sen

Tekst ten miał podtytuł „O demokracji bez demokracji” i został napisany po wyborach w regionie dolnośląskim, a przed wyborami w zachodniopomorskim.

Autorka nie ukrywa, że nieco inaczej teraz patrzy na KOD, ale jej słowa z pewnością przydadzą się nam, ludziom z Mazowsza, przed naszym „walnym”. Czy powinniśmy postawić na dotychczasowe dokonania kandydatów, czy raczej dowiedzieć się, jaki wg nich ma być nasz ruch? Teraz zastanowić się nad stylem pracy w KOD, także Zarządu, czy odłożyć na później? Czy to jest ten czas na wsłuchanie się w głos „ludu” i na rozmowę o dalszym kierunku, a może dopiero po wyborach doprecyzować cele i narzędzia? A gdyby „przemalować KOD na turkus”? KOD nie jest jednowymiarowy, a żaden koder nie ma licencji na mówienie w imieniu nas wszystkich. I choć autorka pisze, że „nie znajduję w KOD refleksji”, to jednak wiele artykułów poświęcamy rozważaniom jaki powinien być nasz ruch. Zatem czekamy na Wasze listy, nawet z tak kontrowersyjnymi/niepotrzebnymi/łagodnymi/dyskusyjnymi/ważnymi (niepotrzebne skreślić), tezami/ocenami, jakie przedstawiła autorka (mail – redakcja@kod-mazowsze.pl). Redakcja.

Bogna Czałczyńska

Obserwujemy kampanię wyborczą KOD. Zapowiadaną już pół roku wcześniej, ale odłożoną z powodu zaniechań i błędów formalnych poczynionych przez obecny Zarząd. Od ponad pół roku lud KOD trwa w przedwyborczym napięciu. I jedyne słyszalne dla mnie pytanie to: KTO?

Ważne JAK? a nie KTO?

KOD wybiera lidera, wodza, guru, jedynego przywódcę w Polsce i jedynych słusznych w regionach… nie ma dyskusji o innym sposobie zarządzania, o wizji samej organizacji. Nie pojawiła się refleksja, że może dla dobra całej organizacji i jej misji należałoby się pochylić nad współprzewodniczeniem, nad zarządzaniem zbiorowym lub rotacyjnym. Nad takim sposobem zarządzania organizacją, która odpowiadałaby duchowi naszych czasów. I która tworzyłaby też nową jakość i nową rzeczywistość.

KOD śni swój sen
Fot. KCzerw

Nie znajduję w KOD refleksji nad tym, że Zarząd jest powoływany dla sprawnego zarządzania organizacją i zajmowania się kwestiami związanymi m.in. z rejestrowaniem zmian statutowych, rozliczeniami finansowymi, uchwałami i ich przestrzeganiem. I wybierając zarząd wybiera się osoby ogólnego zaufania, przygotowane merytorycznie do prowadzenia organizacji pozarządowej i sprawne organizacyjnie.

Wydawać się może, że lud KOD postrzega Zarząd jako zgromadzenie trybunów ludowych z naczelnym wodzem na czele. Ludzi rozsiewających światło, chodzących być może z głową w chmurach, unoszących się nad ziemią, rozdających emocje na wiecach, pokazywanych w mediach i na pierdyliardzie słodzio-miodzio selficzków… ale niestety bez wiedzy merytorycznej na temat funkcjonowania organizacji. Wydaje się, że kierunek tego działania ewoluuje w stronę – od trybuna do barona.

Dotychczasowy Zarząd KOD najwyraźniej nie potrafił skorzystać z wiedzy ekspertów, z dobrych praktyk istniejących organizacji pozarządowych, i co zadziwiające – przy tak ekspansywnie rosnącej i dopiero kształtującej się strukturze, a jednocześnie przy możliwościach finansowych – nie zatrudnił profesjonalnych księgowych i prawników. Wolontariusze sprawdzają się przy organizowaniu wieców, roznoszeniu ulotek czy w straży zgromadzeń, ale już niekoniecznie przy księgowaniu i audytach wewnętrznych.

KOD utworzyli ludzie w spontanicznym odruchu obywatelskim. Koordynatorami regionów zostały (niekiedy – przypisek redakcji) osoby, które nigdy wcześniej nie angażowały się w działania społeczne czy polityczne. I być może dlatego z miejsca zaczęły odbudowywać archaiczne sposoby liderowania i zarządzania. Granie na jednego lidera – głosiciela prawdy wszelakiej, uniemożliwianie dyskusji, banowanie, grillowanie oponentów, zarządzanie plotką… w imię słusznej prawdy, jednej siły, wedle znanego hasła: „Jedna partia – jednym głosem”. Tak – prawda jest słuszna, ale słuszna musi być także droga, którą się idzie.

Polityka jest „be”?

Inna zadziwiająca głoszona sprzeczność… KOD nie jest ruchem politycznym, wręcz; „my się polityką nie zajmujemy”… takie wypowiedzi to wyłącznie granie pod publiczkę, głoszenie alogicznych banałów sprzecznych z faktycznie podjętymi działaniami. KOD powstał jako siła polityczna. Owszem – obywatelska, spontaniczna, ale wyrażająca swój polityczny wszakże sprzeciw przeciwko sposobowi sprawowania władzy i dążącej do konkretnej politycznej zmiany – w tym wypadku był to sprzeciw wobec aroganckich poczynań władzy łamiącej prawo.

Organizacja, która regularnie wyprowadza ludzi na manifestacje, która tworzy polityczne byty typu „Zjednoczona Opozycja” czy „Wolność-Równość-Demokracja”, a która jednocześnie ciągle podkreśla, że nie jest organizacją polityczną, że „polityka to fuj… a my tak sobie obywatelsko potupiemy, a przy okazji zjednoczymy partie polityczne”… śni swój sen, przeżywa jakąś aberrację lub jest intelektualnie nieogarnięta.

Z jednej strony ciągle podkreśla się, że KOD nie jest partią, ale… buduje struktury partyjne, w dodatku w anachronicznym stylu wodzowskim. Zarządzana jest autorytarnie. Bez wypracowanych płaszczyzn i narzędzi wewnętrznej debaty. Natomiast budowana jest narracja oblężonej twierdzy, spisków trollowych, tropienia niepewnych postaw…. Narracja dosyć dobrze znana, prawda?

To już było

W znanych mi z doświadczenia i obserwacji strukturach regionalnych KOD pojawił się wewnętrzny lęk przed swobodną wypowiedzią, przed wyrażaniem swojego zdania, autocenzura i ostrożność, czy też czujność przed wyrażaniem wątpliwości. Poddaję to rozwadze samych członków i sympatyków KOD. Naprawdę oczekujecie takiej organizacji, w której obowiązuje jedna prawda dana od wodza czy lidera/ki?

Reasumując: nie można oczekiwać nowej jakości w polityce czy działaniach obywatelskich, odtwarzając jednocześnie najbardziej anachroniczne metody liderowania, zarządzania i funkcjonowania samej organizacji. Budując takie napięcie pomiędzy ludźmi i w organizacji, że praktycznie uniemożliwiona jest swobodna debata. Wydawać się może, że KOD zatracił swój dobrostan organizacyjny.

Nie można działać w jakiejś organizacji, jeżeli człowiek czuje się w niej niekomfortowo – zwłaszcza w organizacji społecznej, obywatelskiej i opartej na wspólnej wizji i wspólnym celu. I właśnie debaty o wizji nowego społeczeństwa, nowej jakości społecznego oporu bym oczekiwała. Mniej istotne jest KTO? Ale JAK i PO CO?

KOD pod zarządem dotychczasowych liderów zrobił wiele, żeby stać się wypaloną inicjatywą społeczną. Teraz powinien chyba znaleźć w sobie nowy ogień … wewnętrznej zmiany. Czy ową zmianę mogą wprowadzić osoby, które ten ruch spopieliły? Nie jestem pewna.

Bogna Czałczyńska

Autorka jest pełnomocniczką regionalną Kongresu Kobiet, koordynatorką „Dziewuchy Dziewuchom” w Szczecinie oraz kampanii społecznej „One Billion Rising”. Sprawowała też funkcję przewodniczącej Zachodniopomorskiej Rady Pożytku Publicznego. Od kilku lat zajmuje się m.in. projektami animacji społecznej, edukacji obywatelskiej, modelami współpracy.

Śródtytuły pochodzą od redakcji. Polecamy także 

 

Fot. KCzerw

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij