Katarynka pod KPRM

W Alejach Ujazdowskich, naprzeciw urzędu premiera,  dwaj brodaci i wąsaci dżentelmeni  zaczęli  kręcić korbą katarynki.

Przechodnie  wsłuchali się w melodie uroczych walczyków, przez które przebijał tekst: ”Drukuj Beata, drukuj Beata…” W 179 dni po nieopublikowaniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego Mateusz Kijowski i właściciel katarynki Tomasz Sylwestrzak postanowili przypomnieć pani Szydło o jej obowiązku.

Tomasz Sylwestrzak jest z zawodu aktorem, na co dzień mieszka w Bielsku-Białej, a z przekonania jest KOD-erem.

− Proszę zdradzić, gdzie zdobył pan taką piękną katarynkę.

− Zamówiłem ją w Berlinie, w „Orgelbaustube” i służy mi wiernie od przeszło 15 lat.

− Często prezentuje ją pan publicznie?

− Niezbyt często, właściwie już tylko podczas festiwali katarynek. Są dwa, w Białymstoku i Płocku.

− Jaka okazja sprowadziła pana pod KPRM?

− Rok temu uczestniczyłem w narodowym czytaniu „Lalki”. Potem dowiedziałem się, że przygrywałem niechcący także prezydentowi Andrzejowi Dudzie, co nie sprawiło mi przyjemności. Uznałem, że katarynkowy koncert w Warszawie wyrówna tamtą przykrość.

Katarynka znów zagrała, ruch korby przypominał wiercenie dziury w brzuchu: drukuj Beata, drukuj Beata…

aw

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij