Katafalk na Krakowskim Przedmieściu

Smutki i żale są różne. Niektóre tak głębokie, że słów nie potrzebują. Ni wielkich aktów. Smutek prawdziwy, głęboki nie szuka zemsty. Smutek jest realizacją straty bolesnej, ale nieodwracalnej. Nie ma nadziei, nie oczekuje rewanżu.

Bogumił Pacak-Gamalski

Kiedyś, przed laty co najmniej piętnastu, podczas pierwszej wizyty w Hamburgu (potem często tam wracałem) byłem w resztkach zbombardowanego w czasie drugiej wojny kościoła św. Mikołaja. To wstrząsające miejsce. Symbol barbarzyńskich nalotów alianckich, ale i głębiej – symbol hitleryzmu i ceny, jaką i Niemcy za hitleryzm zapłacili. Otóż na dziedzińcu (dawniej podłoga głównej nawy, dziś nieistniejącej) tych ruin-pomnika, naprzeciw samotnej dzwonnicy, która ocalała, jest mała tablica i kilka kamieni przywiezionych tu z pobliskiego obozu koncentracyjnego. To miejsce wyjątkowej ciszy i zadumy, która opanowuje każdego. Spędziłem tam długie minuty. Zauważyłem młodego chłopca, może siedemnasto-, może dwudziestoletniego. Stał nad tym wspomnieniem obozu koncentracyjnego. Bardzo długo i nieruchomo. Nie wyglądał na typowego turystę. Zacząłem go obserwować i spostrzegłem, że z lekka drżą mu ramiona. Chłopak bezgłośnie szlochał. Zrobiło mi się jeszcze (o ile było to możliwe w tym miejscu) smutniej. Nie wiele myśląc, podszedłem do niego i położyłem mu rękę na ramieniu i lekko ścisnąłem. Zaskoczony spojrzał i zawstydził się. Uśmiechnąłem się smutno i skleiłem niezręcznym niemieckim: „Das ist  angebracht”.  Odpowiedział cicho: „Danke schön”. I tyle się widzieliśmy. I to wystarczyło. Zapamiętałem na całe życie. Być może on też. Bo smutki i żale są różne. Niektóre tak głębokie, że słów nie potrzebują. Ni wielkich aktów. Smutek prawdziwy, głęboki nie szuka zemsty. Smutek jest realizacją straty bolesnej, ale nieodwracalnej. Nie ma nadziei, nie oczekuje rewanżu.

Ta refleksja i wspomnienie opadły mnie, oglądając zdjęcia z ostatniej miesięcznicy. Zwłaszcza te ze starszym,  małym, korpulentnym mężczyzną stojącym na niezgrabnym podwyższeniu i wygłaszającym jakieś płomienne, jednak nie porywające, lecz żądające rewanżu przemówienie. Ten człowiek to był przywódca obecnej władzy Polski.

Katafalk na Krakowskim Przedmieściu
Fot. Marta Bogdanowicz

I postanowiłem zrobić sobie małe ćwiczenie wizualno-krytyczne tego widoku

Nie, nie będzie to przypomnienie wystąpienia prezesa. Chodzi mi raczej o obraz pod powiekami, który zostaje w myślach po kolejnych miesięcznicach. Proszę się wpatrzeć w zdjęcie, nie absorbując zbytnio głowy samym tematem miesięcznic i całą ich otoczką. Interesuje mnie sama symbolika zdjęcia i obecne na nim elementy.

Czas: rok 2017. Centrum stolicy Rzeczpospolitej Polskiej, przed siedzibą prezydenta państwa, na jednej z głównych tras turystyczno-reprezentacyjnych stolicy państwa.

Tło: Na byle jak przysłoniętym, ustawionym ad hoc podwyższeniu stoi przywódca państwa. Tak, przywódca. Ani prezydent, ani premier, ani nikt inny nie ma w Polsce tej władzy, jaką on posiada. Jest więc przywódcą. Rządy innych państw też to doskonale wiedzą. A co ważniejsze: wiedzą wszyscy obywatele Polski. Ci „za” i ci „przeciw”. Można utyskiwać, że to zwykły poseł, ale każdy wie, że ten poseł ma całkowitą władzę – taką, jaka jest w tym państwie dostępna ‒ w swoich rękach.

Więc ten przywódca na byle jakim podwyższeniu-mównicy, za nim kilku marnie wyglądających starców (nie ich wina, nie o przytyk personalny tu chodzi, a o to, co widzimy) z jakimiś dewocjonaliami, obok wielki płonący krzyż wotywny, z tyłu krzyż drewniany. Nawet ochrona wygląda bardziej na lokalnych osiłków niż BOR. Raz jeszcze: rok nie jest 1980, nie jest 1947, nie jest 1935 ani 1918. Jest 2017. Państwo jest w centrum Europy. Ten niski pan to przywódca tego państwa.

Czy to jest państwo, za które ginęli nasi rodzice i dziadkowie w latach 1939‒1945? Czy tak sobie to państwo my wyobrażaliśmy w latach 1980‒1989? Czy tak sobie je wyobrażaliśmy w 2014 roku? Czy to obraz właściwie reprezentujący pejzaż Polski XXI wieku?

I czy współczesna demokracja może znieść polityczny system władzy, gdy najwyższe urzędy władzy (prezydent, rząd, marszałkowie sejmu i senatu oraz p.o. prezesa Trybunału Konstytucyjnego) są wykonawcami woli osoby, która funkcji państwowej jakiejkolwiek nie pełni?

Czy ta mównica-katafalk z drabinką, te krzyże płonące i sosnowe regularnie przed Pałacem Namiestnikowskim ustawiane to reprezentacja Państwa Polskiego? A więc, symbolicznie, reprezentacja obywateli Polski?  Czy ferwor religijny stał się reprezentacją ferworu patriotycznego i politycznego?

Czy też, by złagodzić obyczaje, nieco ten konterfekt niepokojący pociągnięciem pędzla złagodzić? Zacieniować akcentem pięknym białych róż?

Niechże stanie się to nową tradycją, otoczką tego dziwnego folkloru miesięcznic smoleńskich, która w tym miesiącu wypada w sobotę. Czyż nie chcecie tego zobaczyć na żywo?

Bogumił Pacak-Gamalski

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij