Kancelaria. Noc Pierwsza

Herbata o posmaku żurku, przenikliwe zimno, „nocne Polaków rozmowy” i wspólnota, która łączy – pierwsza nocna warta pod licznikiem.

Tomasz Dudkiewicz

Szósta godzina dyżuru, pierwsza noc po ustawieniu licznika (16/17/03). Choć pod KPRM jestem od sześciu godzin, to na nogach – od rana. Byłem tu już o 13.00, potem załatwiałem papierkową robotę (zgromadzenie musi być przecież legalne, pojutrze wracam jako organizator), szybki obiad i powrót. Teraz jest pierwsza w nocy, od przemówienia Mateusz Kijowskiego przed tablicą minęło już dwanaście godzin. Jest zimno, ale nie tragicznie. Ci, którzy pozostali na posterunku, zastanawiają się, czy przyjdą zmiennicy, czy też będą musieli zostać dłużej. Na szczęście z ciemności wyłania się Rafał, i niektórzy mogą wracać do domu.

Fot. Adam Wiśniewski
Fot. Adam Wiśniewski

Przyglądam się kolegom na warcie. Znam już wielu. Piotra, koordynatora mazowieckiego KOD-u zna oczywiście każdy, choć nigdy nie próbował lansować się w mediach. Jednak dopiero dzisiaj zaczynam nie tylko rozumieć, ale również fizycznie odczuwać, ile sił i energii poświęca na działalność KOD-u. Słowo „poświęca” nie jest przypadkowe, to mnóstwo wyrzeczeń w życiu osobistym i zawodowym.

Drugi Piotr, ze Śródmieścia. Aktywny polityk jednej z partii opozycyjnych, choć nie z pierwszej linii. Miałem co do niego i jego obecności w KOD-zie mieszane uczucia. Ale teraz siedząc twardo na nocnej zmianie udowadnia oddanie, gotowość do poświęceń. Puszcza muzykę, podśpiewuje, skacze, to wulkan energii, której na mrozie zaczyna brakować. Moje wątpliwości znikają. Krzysztof – wcielenie solidności. Raczej małomówny, ale obecny na każdej manifestacji, znajomy ze straży KOD. Dołączający o 1.00 Rafał to kolejny strażnik i następny przykład solidności, obecny i gotowy do pracy podczas wydarzeń małych i dużych. Niebawem przez namiot przewinie się jeszcze wielu innych.

Teraz, o 1.00, gwar dochodzący z „obozu” partii Razem już przycicha – zresztą po tej nocy ich namioty znikną. Jeszcze dalej, w grupie namiotów pod szyldem pp, pieszczotliwie pepegi, ludzie szykują się do snu. Z drugiej strony dochodzi uspokajający warkot agregatu. Z niego płynie życiodajny prąd, zasilając lampy, kuchenkę i przede wszystkim nagrzewnice, bez których nie raczej trudno byłoby przetrwać. Szybkie załatwienie maszyny po tym, jak okazało się, że nie możemy korzystać z gazu, pokazuje, że KOD osiągnął niezłą sprawność organizacyjną.

Noc pod KPRM
Fot. Piotr Gołąbek

Nalewana z termosu herbata ma lekki posmak żurku – ktoś mieszał niewłaściwą łyżką, ale o tej porze i w tym chłodzie mało kto zwraca na to uwagę, najważniejsze, że mamy się czym ogrzać. Wspólnota, która nas łączy, jest namacalna, mamy poczucie przecierania szlaków – warta pod KPRM będzie trwać pewnie jeszcze wiele dni. Oby jak najmniej.

Kiedy o 4.00 nie pojawia się mój zmiennik, dzwonię do niego – zaspał, ale obiecuje przybyć w ciągu pół godziny. Nie dziwię mu się – dla mnie wstanie na 4.00 też jest bardzo trudne, a on odrobi spóźnienie, zostając godzinę dłużej. W końcu przybywa, a ja ledwo trzymając się na nogach, wsiadam do taksówki, nie zdejmując nawet służbowej kamizelki. Na szczęście taksówkarz jest „nasz”, mówi, że docenia to, co robimy. Tak dla mnie skończyła się pierwsza nocna warta pod KPRM. Pewnie niestety jeszcze wiele ich przede mną. Z każdą nocą będziemy lepiej przygotowani, będzie nam łatwiej. Jednak odczucia pozostaną te same: przyjaźń, wspólnota, satysfakcja. Do zobaczenia w Alejach Ujazdowskich!

Noc pod KPRM
Fot. Piotr Gołąbek

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij