Jeszcze ślepi – przejrzą, pójdą …

W papier mięso, w mięso papier

Wstydziła się za swoich krajan z tej ulicy, z tego miasta, z tego kraju ‒ z tego całego świata. Wstydziła się i bała.

Panie prezesie Kaczyński!

Jestem pana równolatkiem, w tej samej Polsce rodziliśmy się, w takim samym czerwonym kotle spędziliśmy dzieciństwo i młodość . Od 1989 roku już w wolnej ojczyźnie przeżyliśmy wiele rządów, bardziej złych i bardziej dobrych i za żaden z nich nie musieliśmy się przed światem wstydzić – nawet za ten pański 2005‒2007.

Dziś wstydzę się za pana, panie Kaczyński. Wstydzę się za pańskiego prezydenta, za premiera i ministrów. Nie lubię pana, uważam, że każdy dzień rządów PIS to jeden więcej gwóźdź do trumny wolności i dobrobytu w naszej ojczyźnie. Nie osądzam, nie obrażam, nie nienawidzę. Rozbujane wahadło historii już uderza w sufit nad panem. Jutro, pojutrze odbije się i spadnie…, dobrego samopoczucia panu życzę.

Lata 80. (jeszcze przed kartkami). 55-letnia Natalia wyszła na polowanie. Łowy rozpoczęły się szczęśliwie, tuż za rogiem „u rzeźnika” świeża ekstradostawa: kiełbasa, salceson, słonina, kości i kolejka nie za długa. Po dwóch godzinach dostała się przed majestat korpulentnej, mocno nerwowej „pani kierowniczki” i stał się cud, wszystkiego starczyło. Przy wydawaniu reszty sprzedawczyni pomyliła się o znaczną kwotę na korzyść Natalii. Ta, zauważywszy pomyłkę, natychmiast zwróciła pieniądze ekspedientce. Na pyzatej mokrej twarzy „pani kierowniczki” pojawił się podobny do uśmiechu bolesny grymas. W tym samym czasie pakowana do szmacianej torby owinięta w skrawek szarego papieru kiełbasa wypadła z powrotem na ladę. Natalia, widząc „uśmiechniętą kierowniczkę”, odważyła się poprosić o dodatkowy kawałek papieru. W odpowiedzi usłyszała, że jest niezdara, że trzęsą się jej ręce wiadomo od czego, a papier to jest pod wydział.

Tego dnia „szczęście” nie opuszczało Natalii. W sklepie obok rzucili papier toaletowy ‒ cud. Stojąc w kolejce, zauważyła jak drab jakiś gmera w torebce starszej pani. Głośno ostrzegła ofiarę. Wtedy inny drab przystawił zarośniętą facjatę do jej ucha i warknął nieświeżo: „Cicho, stara ruro, jak ci życie miłe”. Natalia nie umilkła ‒ złodzieje uciekli.

Zakupy udały się znakomicie. Domownicy nie rozumieli dlaczego Natalia nie chce z nikim rozmawiać i tylko pochlipuje po kątach. Dopiero po kilku miesiącach podzieliła się z rodziną opowieścią o owym polowaniu. Na pytanie, dlaczego nie chciała wcześniej o tym mówić, odpowiedziała, że się wstydziła. Wstydziła się za swoich krajan z tej ulicy, z tego miasta, z tego kraju ‒ z tego całego świata. Wstydziła się i bała. Bała się, że jej mąż, trochę raptus, były partyzant z Wilna i Suwalszczyzny, zrobi awanturę „u rzeźnika” i pobiegnie łapać złodziei. Bała się jeszcze większych nieprzyjemności.

Jakże wielu rozleniwionych wolnością i względnym dobrobytem, napompowanych niedorzeczną pewnością, że nic złego stać się nie może, że NATO, że Unia… ‒ wstydzi się i nic nie robi, by przestać się wstydzić. Jakże wielu dobrych, mądrych, uczciwością spokojnych ludzi nie wierzy, że w tej chorej PiS-owskiej rzeczywistości prawdą i dobrem można zwyciężyć brutalną siłę kłamstwa i pogardy. Jeszcze śnią latami przeszłymi, w horror jawy uwierzyć im trudno. Jeszcze ślepi, jeszcze niemi – wstaną, przejrzą, krzykną, pójdą.

Do zobaczenia panie Kaczyński, do zobaczenia.

Adam Czejgis

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij