Jeden PiSiewicz nie czyni wiosny

Bartłomiej Misiewicz wystąpił w spektakularnym geście do swego szefa, Antoniego  Macierewicza, o zawieszenie (uwaga: nie zwolnienie, tylko zawieszenie) w funkcjach, jakie pełni u jego boku. I minister z tą prośbą się zgodził.

Przykład  tłustawego 26-latka, który dowiódł, że wiernie wypełni każde świństwo, jakiego od niego zażąda zwierzchnik, jest tylko przykładem fali „dobrej zmiany”. Fala PiSiewiczów zalewa Polskę, są podobni do Bartłomieja, zdeterminowani w dorywaniu się do państwowych posad. Nie potrzeba im formalnego wykształcenia, nie trzeba kwalifikacji, wystarczy  deklaracja wierności wobec  PiS.

Misiewicz, który nie tylko kolekcjonował intratne etaty, ale także załatwiał je seryjnie znajomym, znalazł się pod ostrzałem mediów. Jego przykład był tak drastyczny, że w pewnym momencie Bartłomiej stał się dla mocodawców niewygodny. On po prostu działał zbyt ostentacyjnie, pewny bezkarności dzięki poparciu ministra „od Smoleńska”.

Zdecydowano się więc na „krok do tyłu”. Zawieszenie, które przecież w każdej chwili można zlikwidować, a do tej pory wykorzystać do propagandowych celów. Teraz poczynania PiSiewicza będą badane: czy przekroczył uprawnienia, czy nie? Wniosek, że nie – już gotowy – ogłosi się potem.

W tym samym czasie pozostali PiSiewiczowie nadal atakują nasz kraj. Nasz? Chyba już coraz mniej, bo apetyty mają ogromne.

Andrzej Wiktorowicz

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij