Jakieś dobro się z tego urodzi…

Zapytaliśmy uczestników marszu „My, Naród” dlaczego przyłączyli się do KOD-u i nie cieszą się z „dobrej zmiany”. 

Anna Dysińska

Uczestnikom marszu „My, Naród” postanowiłam zadać dwa pytania: „Co wpłynęło na ich decyzję o przyłączeniu się do KOD-u?” i „Która wprowadzona lub planowana DOBRA ZMIANA boleśnie ich dotknęła?” Ponieważ patronem marszu „My, Naród” (chciał czy nie chciał) był Lech Wałęsa, prosiłam też swoich rozmówców o wymienienie PLUSÓW DODATNICH. Było trudno, ale ci, których spotkałam w sobotę, dali radę.

Martyna Adamczyk (pracownik w korporacji) niedawno wróciła do kraju po kilku miesiącach pracy za granicą. Spotkałam ją na godzinę przed startem marszu.

Jakieś dobro
Fot. Renata Zawadzka-Ben Dor

– Kiedy mi się „ulało”? Jeszcze jak byłam w Belgii, oglądałam to z zaniepokojeniem, ale z dystansem. Jak wróciłam do Polski, włączyłam telewizor i była relacja z komisji z „podwójnym”, powtórzonym głosowaniem, to był dla mnie taki moment, że powiedziałam sobie: „Stop, dosyć”. I stąd moja obecność ma marszu. Władza z prezydentem na czele, łamie prawo prawie w każdym swoim działaniu. Jestem pełna emocji. Teraz, jak o tym mówię, też jestem zdenerwowana. A jaki jest plus tej sytuacji? Ludzie potrzebują dobrych emocji i lubią dzielić się nimi. To widać na każdej manifestacji, tu nie ma agresji i to jest fajne. To jest ten plus.

Myślałam, że pani Agnieszka (lekarz), którą spotkałam w parku na godzinę przed zbiórką, przyszła tam z psem na spacer. Ale gdy zobaczyłam znaczki KOD-u na ubranku psa, już wiedziałam, że oboje znaleźli się tam nieprzypadkowo. Okazało się, że nie przyszli, a przyjechali z… Białegostoku.

– Ja przed wyborami parlamentarnymi myślałam, że będzie dobrze, że będzie dobra zmiana. Ale w najczarniejszych przypuszczeniach nie myślałam o takiej arogancji, o takim łamaniu prawa, takim lekceważeniu ludzi. A już to, co ostatnio zrobili w stadninach koni, to groza. Druga wojna światowa, władza sowiecka, potem komuna nie zagroziła hodowli koni arabskich… Do teraz. Ja kocham konie, jeżdżę konno i ta sytuacja wstrząsnęła mną. Oczywiście, że z przerażeniem patrzyłam, co robią z Trybunałem Konstytucyjnym i w parlamencie.  Ale te konie… To już jakiś absurd. Pozytywne jest to, że im więcej nas tu jest, tym więcej ludzi się zastanowi nad tymi zmianami. Jestem tu też ze względu na swoją córkę. Dużą część tego życia już przeżyłam, ale chciałabym, żeby moja córka żyła w normalnej Polsce, żeby nie musiała wstydzić się za swój kraj. To wszystko, co mogę dla niej zrobić.

Fot. Małgorzata Marczuk
Fot. Małgorzata Marczuk

Kolejną „koniarę” spotkałam kilkaset metrów dalej. Pani Beata (tłumaczka) wyglądała bardzo malowniczo w walonkach i czapce budionówce.  O tym, co w niej przelało czarę goryczy, informował wykonany własnoręcznie plakat.

– Szlag mnie trafił po tej zmianie w Michałowie i Janowie Podlaskim. Dla mnie to jest kwintesencja tego rządu: zastąpić fachowców debilami pod warunkiem, że debile są nasi. A przecież miało być inaczej. I co te biedne konie zawiniły, że będzie się nimi opiekował jakiś dyletant? To jakiś horror. Ale mi cierpliwość skończyła się wcześniej, w 2005. Potem w 2007 roku po dojściu PO do władzy autentycznie miałam taki moment, że poczułam, jakby ktoś w dusznym pokoju szeroko otworzył okno. Potem było raz trochę lepiej, trochę gorzej, ale jakoś było… A już swój piekielny zamysł rządzący pokazali przy Trybunale Konstytucyjnym, teraz to jest równia pochyła… Nie zgadzam się z takim stylem rządzenia. A coś na plus? Pani żartuje chyba…

Jakieś dobro
Fot. Renata Zawadzka-Ben Dor

Pani Marianna (rencistka) nie miała daleko, bo jest z Warszawy, ale gdyby nie mąż Jerzy i jego pomoc przy pchaniu wózka, na którym siedziała, zostałaby w domu i oglądała marsz w telewizji.

– Cały czas obserwuję te nowe porządki. Ja jestem osobą, która walczyła z „czerwonym”, trochę życia na to straciłam. Zabolało mnie osobiście to, jak Kaczyński zaczął nami pomiatać, jego język. On nie ma prawa tak mówić o Polakach (w oczach pani Marianny pokazały się łzy, a i głos się załamał, więc to był koniec rozmowy o sytuacji w Polsce. Pytam więc o PLUSY DODATNIE).

– Jedyny plus to zapowiedź odkupienia kolejki na Kasprowy, żeby znów wróciła w polskie ręce. Ja tyle szlaków górskich schodziłam… Kocham polskie góry. Jeśli PiS-owi rzeczywiście uda się zrealizować tę obietnicę, to będzie jedyna dobra rzecz. No, może jeszcze jedna korzyść z rządów PiS: żeby tu dostać się, dziś pierwszy raz od 20 lat jechałam tramwajem przez Most Poniatowskiego – śmieje się pani Marianna.

Fot. Małgorzata Marczuk
Fot. Małgorzata Marczuk

Marek (freelancer, działacz Partii Zieloni) przedstawił się dość skromnie, bo jak się potem okazało, w „Encyklopedii Solidarności” zasłużył na długą notkę biograficzną.

– Już po wyborach szybko wyszło, to nie była zwykła zmiana, PiS-owi po prostu chodzi o monopol na władzę. Ludzie to czuli. Jak zobaczyliśmy ten zryw po powstaniu KOD-u na Facebooku, było dla nas oczywiste, że nie możemy stać obojętnie, my jako „zieloni”. Są tu ludzie o różnych poglądach, przecież to normalne w narodzie, ale tutaj działamy wspólnie. Proszę zobaczyć, że tak abstrakcyjne dla ludzi hasło jak obrona Trybunału Konstytucyjnego jednak wyprowadziło ich na ulice. Oni poczuli, że to coś ważnego. Mnie 30-40 lat temu do przyłączenia się do opozycji demokratycznej pchnęło wkurzenie, że cenzura zdejmowała spektakle. Teraz mamy to samo. To wpieprzanie się urzędnika do kultury jest niedopuszczalne. To był ten moment przełomowy dla mnie.  Plusów tej sytuacji nie widzę, niestety.

W kolorowej kurtce w kratkę, dżinsach i niebieskich lustrzankach z modną fryzurą na głowie Lech (instruktor tańca) pasował raczej do „Zbawiksa” niż do manifestacji patriotycznej. Ale wianuszek w typie hawajskim z biało-czerwonych kwiatów wskazywał, że znalazł się tu nieprzypadkowo. Chociaż nie było łatwo …

– Jak mi się dziś nie chciało wstawać… Impreza! – śmieje się. – No dobra, pytaj…

– To dlaczego tutaj jesteś? Trzeba było się wyspać…

– Musiałem tu być. Chociaż na lekkim kacu (znów się śmieje). U mnie jest cały czas włączony telewizor. Wiesz, oglądam wszystko, łącznie z nieszczęsną Telewizją TRWAM dla porównania. Rzygać mi się chce, kiedy widzę, co się dzieje, ale takie życie. Zawsze starałem się być w miarę obiektywny, jednak nie da się. Nie mam słów… Oczywiście po wyborach zmieniło się… Na gorsze oczywiście, ale dobiło mnie wprowadzenie inwigilacji w internecie, to są ACTA razy trzy, nawet razy cztery. Ludzie nie zdają sobie jeszcze sprawy, co władza nam zrobiła i co chce zrobić! Dlatego zwlokłem się z łóżka. Kończę, bo mi znajomi uciekną. Cześć!

O plusy zagadnęłam więc trójkę emerytów idących Mostem Poniatowskiego. Trąbki zagłuszające rozmowę nie pozwalały mi zadać wszystkich pytań, ale poprosiłam o wymienienie czegoś pozytywnego w tej sytuacji. Pan Adam dał radę!

– Idę dziś z żoną i siostrą. Z żoną mamy całe życie takie same poglądy polityczne. Siostra od młodości była komunistką. Pożarliśmy się strasznie, kilkanaście lat nie rozmawialiśmy ze sobą, naprawdę…  Nawet listów do siebie nie pisaliśmy. Dopiero obecne rządy PiS-u nas pogodziły. I proszę mi wierzyć, to najcudowniejszy dar!  Cieszymy się, że jesteśmy tu razem.

Jakieś dobro
Fot. Renata Zawadzka-Ben Dor

Pana Edmunda (emeryta) spotkałam już w Alejach Jerozolimskich. Stał z polską i unijną flagą i machał do idących. Sam mnie zaczepił, kiedy nagrywałam innych.

– Ja chciałem coś powiedzieć…

– Wie Pan, ja zadaję dwa pytania: jak wyglądał moment, kiedy uznał Pan, że trzeba włączyć się do protestu, i która ze zmian dotknie lub dotknęła Pana osobiście?

– A ja bardzo chętnie odpowiem na te pytania. Jestem tak zdenerwowany… Ale właśnie po to Panią zatrzymałem, żeby się wygadać. Ja kiedyś głosowałem na PiS, ale wiele rzeczy podczas ich pierwszych rządów nie podobało mi się. A teraz to, co PiS wyprawia… Ten język, to obrażanie ludzi, że w futrach, że rowerzyści, że agenci, że opłaceni za jakieś dolary (pan Edmund coraz bardziej zdenerwowany, ale potok słów płynie). Nie wytrzymałem, kiedy sąsiadka z bloku zaczęła mówić, że ten Mateusz, co kieruje KOD-em, to opłacony jest. Co za idiotka! Mówię jej: „Pani Zosiu, skąd pani to wie? Kto pani takich głupot naopowiadał?”. A ona, że w radiu ludzie mówili, a wiadomo w jakim radiu. Ja jej na to: „Przecież zna pani rodzinę tego Mateusza, mamy to samo podwórko, przecież przez kilkanaście lat jego rodzice za darmo prowadzili tę grupę przy kościele na Gorlickiej, spotykali się z młodzieżą świątek, piątek i niedziela, do tego w wakacje zabierali dzieciaki na obozy czy kolonie, a było tych dzieciaków setki. Pani córki też tam były. Po mszy młodzieżowej to wyjść z kościoła było trudno, a potem jeszcze kilkadziesiąt minut stali pod salkami katechetycznymi… Ile imprez w kościele odbywało się wtedy, ilu młodych wychowali na ludzi… Nie wstyd pani?”. O, to był ten moment, kiedy przestałem się jej kłaniać i dołączyłem do KOD-u. Żeby pokazać, że ludzie na marszach nie są opłaceni. Że z takich rodziców wyrósł człowiek, który pracuje dla wspólnego dobra. Że nie można siedzieć przed telewizorem i narzekać.

– A coś dobrego pan widzi mimo tych awantur i sporów, trudnej sytuacji dla obu stron? Co u pana poprawi się?

Panu Edmundowi trudno było znaleźć odpowiedź na to pytanie.

– Może jak na leki mi dadzą… No, ale nie dadzą… Może te gimnazja zlikwidują… Ale ja stary jestem i nie znam się, czy to dobrze, czy źle. Przez te marsze to ja więcej spaceruję… A przez awanturę z sąsiadką nie muszę już z nią gadać. To chyba ta poprawa (śmieje się). O, na jeszcze jedno liczę: myślę, że jakieś dobro się z tego urodzi… To będzie właśnie ten PLUS DODATNI.

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij